Dwa lata darmochy na A2 i A4

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 16-03-2007, 00:00

Wybór firm, które postawią punkty poboru myta, trwa dłużej niż budowa autostrad. Absurd? Kierowcy nie narzekają.

Wybór firm, które postawią punkty poboru myta, trwa dłużej niż budowa autostrad. Absurd? Kierowcy nie narzekają.

Zaciągane przez państwo pożyczki na budowę autostrad mają być spłacane m.in. z myta od kierowców korzystających z tych dróg. Strachy na Lachy. Wybór firm, które mają przygotować trasy do eksploatacji i pobierać opłaty, trwa w Polsce dłużej niż sama budowa autostrad. Kierowcy jeżdżą więc za darmo. Płacą wszyscy podatnicy, nawet ci, którzy nie mają samochodu.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozpisała właśnie przetargi na przystosowanie do poboru opłat autostrad A4 Wrocław — Katowice (187 km) i A2 Stryków — Konin (103 km). Koszt projektu oszacowała na 200 mln zł. Wkrótce ma być też rozpisany konkurs na budowę na tych odcinkach miejsc obsługi podróżnych. Będzie też oddzielny przetarg na kasjera, który zajmie się pobieraniem opłat.

Przetargi na przystosowanie autostrad do eksploatacji i poboru opłat ciągną się w nieskończoność.

— W przypadku A4 próby wyłonienia firm mających spełnić te zadania są podejmowane od 1999 r., czyli od ośmiu lat — mówi Dariusz Słowiński, prezes Strabaga.

Jeśli tym razem uda się je wreszcie rozstrzygnąć, to w 2009 r. kierowcy mogą spodziewać się uruchomienia systemów poboru opłat na dwóch odcinkach. W przypadku A4 dyskusje o przygotowaniu do eksploatacji i poborze opłat oraz konkurs zajmą dziesięć lat. Na A2 „tylko” trzy lata od oddania trasy do eksploatacji. Planowano, że myto będzie pobierane od lipca 2007 r.

Na obu tych odcinkach dyrekcja pobiła wszelkie rekordy w kasowaniu konkursów i rozpisywaniu nowych. Kilka dni przed ogłoszonymi ostatnio przetargami unieważniła dwa poprzednie, rozpisane miesiąc temu. Przyczyna? Protest Siemensa.

— Zarzucił on m.in. naruszenie prawa zamówień publicznych. Chodziło o niepodanie w ogłoszeniu kryteriów udzielenia zamówienia — mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego dyrekcji.

Dyrekcja uznała, że szybciej jest skasować przetarg, skorygować specyfikację i rozpisać nowy, niż wdawać się w arbitraże. Choć kierowcy pewnie nie mieliby nic przeciwko kolejnemu poślizgowi…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu