Czytasz dzięki

Dwa miesiące bez emisji

  • Emil Szweda
opublikowano: 19-04-2020, 22:00

Rynek pierwotny istnieje dzięki ofertom o niewielkiej wartości oraz ofertom bankowych spółek leasingowych czy faktoringowych.

Nie licząc emisji publicznych, od dwóch miesięcy tylko jedna spółka z Catalyst przeprowadziła emisję. Ratunkową. Rynek pierwotny jest martwy, czemu trudno się dziwić — niepewność związana z epidemią nie pozwala na stawianie prognoz co do terminu otwarcia zakładów fryzjerskich, więc tym bardziej na szacowanie przepływów operacyjnych emitentów obligacji w kilkuletniej perspektywie. Choć z drugiej strony przyjęcie założenia, że pandemia zostanie opanowana w perspektywie roku czy dwóch, pozwala już na więcej optymizmu. Niemniej trudno dziś oszacować ryzyko kredytowe emitentów i wyznaczyć jego koszt.

Po drugiej stronie też problemów nie brakuje. Fundusze obligacji korporacyjnych straciły w marcujedną trzecią aktywów, więc nawet najbardziej atrakcyjne emisje raczej nie zainteresowałyby zarządzających skupionych na odbudowywaniu poduszek płynnościowych. Spadek stóp WIBOR do 0,7 proc. oznacza z kolei, że nawet przy najniższych opłatach za zarządzanie — rzędu 1 proc. rocznie — obligacje oprocentowane na 0,3 pkt proc. ponad WIBOR pozwalają zarobić na koszty funduszu, dopiero nadwyżka staje się zyskiem uczestników funduszy. Przy średnim oprocentowaniu portfela rzędu 4 proc. i konieczności utrzymania przynajmniej 20 proc. aktywów w płynnych lokatach 2-procentowe stopy zwrotu mogą być wkrótce uznawane za niezwykle wysokie (przy ponad 4 proc. inflacji).

Już sam fakt spadku WIBOR-u powoduje, że nabywcy obligacji mają prawo oczekiwać wzrostu marż w nowych emisjach, jeśli ktoś zdecydowałby się wyjść obecnie z ofertą do funduszy. Jak dotąd obniżka stóp spowodowała więcej strat (banki szacują je na setki milionów złotych z przychodów odsetkowych) niż korzyści. Skup obligacji skarbowych z rynku wtórnego pozwala budżetowi zaoszczędzić na odsetkach i zarobić funduszom obligacji skarbowych (nawet ponad 3 proc. w ostatnich 30 dniach), ale spread między polskimi i niemieckimi obligacjami spadł do 1,9 pkt proc. (z 2,6 proc. na początku roku) i to eldorado nie będzie trwało wiecznie.

Wobec braku pieniędzy na udział w emisjach i już tylko quasi-rynkowej wycenie papierów skarbowych rynek musi na nowo wycenić ryzyko kredytowe emitentów obligacji. Sądząc po bankach, które podnoszą marże i wymogi dotyczące udziału własnego przy udzielaniu kredytów hipotecznych, warunki emisji obligacji korporacyjnych — gdy już się pojawią, zostaną poważnie zaostrzone. W kilka tygodni rynek zmienił się z „ja mogę emitować, ty musisz kupić, żeby coś zrobić z płynnością” w „ja muszę emitować, a ty nie chcesz kupić, bo nie masz płynności”.

Jak to wygląda w praktyce, pokazuje przykład emisji EuCO z minionego tygodnia, które wypuściło papiery na 23,6 mln zł, by wykupić zapadające obligacje na 50 mln zł. Oprocentowanie wzrosło z 4 pkt proc. ponad WIBOR do 6, 8 i 10 pkt proc. marży w kolejnych latach życia obligacji. Być może jednak okres tak gruntownej przebudowy rynku, jaka nas czeka, jest też dobrym czasem na przeprowadzenie zmiany standardów emisji i zastąpienie zmiennego oprocentowania — uzależnionego nie tyle od stawek rynkowych, ile od decyzji, które stają się coraz mniej zrozumiałe — oprocentowaniem stałym, które wnosi cenny element przewidywalności. Od 9 już lat konsekwentnie stały kupon oferuje inwestorom PCC Rokita, który — mimo trudnych warunków zamierza przeprowadzić publiczną emisję siedmioletnich papierów, oferując 5,5 proc. odsetek (tyle co w październikowej ofercie). Emisja zastąpi wykupowane przed czasem papiery warte 20 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EMIL SZWEDA, Obligacje.pl.

Polecane