Dwie prędkości już się wydzieliły

opublikowano: 25-03-2018, 22:00

Zaskakujące propozycje PiS w ogóle nie tykają wielu ważnych przepisów, objętych zaleceniami KE z 20 grudnia 2017 r.

Szczyt Rady Europejskiej (RE) w gmachu zwanym, od kształtu konstrukcji, Jajem Europy to spotkanie prezydentów/premierów, czyli kolegialnej głowy wspólnoty. Przewodniczący Komisji Europejskiej (KE), czyli szef rządu, ma status uczestnika niebiorącego udziału w głosowaniach (podobnie zresztą, jak prowadzący obrady Donald Tusk). W związku z nabrzmiałym konfliktem KE z rządem PiS uwaga Mateusza Morawieckiego od początku premierowania naturalnie koncentruje się na odbywających się przy okazji szczytów RE rozmowach z Jean-Claude’em Junckerem. Nasza strona usiłuje przy tym marginalizować znaczenie Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE, głównego PiS-ożercy w kwestii praworządności i uruchomionej wobec rządu procedury dyscyplinarnej w trybie unijnego art. 7. Jednak role dobrego i złego policjanta rozpisuje przesłuchujący, dlatego psychiczne wiązanie się z niby dobrym przez… przesłuchiwanego jest bardzo naiwne.

Jean-Claude Juncker i Mateusz Morawiecki nie mieli wspólnej konferencji, osobno podeszli akurat jednocześnie do mediów.
Zobacz więcej

Jean-Claude Juncker i Mateusz Morawiecki nie mieli wspólnej konferencji, osobno podeszli akurat jednocześnie do mediów. Fot. Jacek Zalewski

Propaganda rządowa nagłośniła dyplomatyczny zwrot przewodniczącego KE, że „z najwyższą sympatią” odnosi się do zapowiedzi kosmetycznych poprawek w ustawach sądowych. Obowiązuje wykładnia, że „ze źródeł zbliżonych do kręgów KE wiemy, iż prawdopodobnie możemy znaleźć się na dobrej drodze do rozwiązania sporu o praworządność”. Takie czyste chciejstwo w przełożeniu na konkrety ma wartość zerową. Zwłaszcza, że ogłoszone w czwartek zaskakujące propozycje PiS w ogóle nie tykają wielu ważnych przepisów, objętych zaleceniami KE z 20 grudnia 2017 r. Chodzi np. o wyeliminowanie wprowadzonej ustawą o Sądzie Najwyższym tzw. skargi nadzwyczajnej, umożliwiającej ponowne otwieranie spraw, w których prawomocne wyroki zapadły wiele lat temu. W europejskiej kulturze prawnej po prostu nie mieści się proceder wzruszania dawnych prawomocnych orzeczeń sądowych nie z powodu ujawnienia nowych okoliczności spraw — to jest standard światowy — lecz na podstawie politycznego widzimisię „jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Ten właśnie ustawowy przepis, będący pomysłem i oczkiem w głowie doktora praw Andrzeja Dudy, wręcz zaszokował unijną centralę. Może przecież dotyczyć również wyroków, w których stronami czy podmiotami wiele lat temu były osoby fizyczne lub prawne z dowolnego państwa UE.

Końcówka szczytu w piątek potwierdziła tezę zapisaną w tytule. Ostatnią częścią, już po formalnym zakończeniu posiedzenia RE, były obrady szefów państw i rządów Eurolandu. Dokładnie w czasie, gdy premier Mateusz Morawiecki odbywał konferencję prasową w polskim przedstawicielstwie przy UE, w gmachu odległym pieszo o pięć minut wciąż debatowało 19 państw innej prędkości. Tym razem Euroland nie osiągnął jeszcze porozumienia w sprawie unii bankowej, bo spornych szczegółów jest bez liku. ale wróci do tematu przy okazji szczytu czerwcowego. Słuchając później konferencji szefów instytucji UE, już po odlocie delegacji polskiej, miałem wrażenie pewnego déją vu. Dawno temu premierzy Jerzy Buzek i Leszek Miller bywali zapraszani na szczyty RE najpierw kurtuazyjnie na obiad, potem na jeden dzień, później zyskali status stałych gości, a wreszcie pełnoprawne członkostwo. Trudno uniknąć gorzkiej refleksji, że obecnie szef polskiego rządu znalazł się na ścieżce nie do-, lecz odśrodkowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Dwie prędkości już się wydzieliły