Dymisje prezesów kosztują niemało

opublikowano: 25-06-2015, 22:00

Złote spadochrony chronią większość prezesów największych spółek na warszawskiej giełdzie. Ale nie wszystkich

To już świecka tradycja — i na pewno tradycja nienowa. Przy okazji przesileń politycznych kadrowe miotły niemal zawsze wymiatają menedżerów z największych spółek z udziałem skarbu państwa. Przy takich pożegnaniach szeroką publiczność — i drobnych akcjonariuszy — zawsze ekscytują informacje o sutych odprawach, na które mogą liczyć zwalniani menedżerowie. Ich potencjalną wysokość można oszacować już dziś, bo większość spółek publicznych w rocznych sprawozdaniach ujawnia to, jakie „rekompensaty z tytułu odwołania ze stanowiska” mają wpisane w kontrakty członkowie ich zarządów.

Krzysztof Kilian stracił stanowisko prezesa PGE jeszcze 
pod koniec 2013 r., ale w 2014 r. wciąż otrzymywał wynagrodzenie od 
spółki — w sumie 1,4 mln zł. To więcej niż w zeszłym roku zarobił jego 
następca Marek Woszczyk.
Wyświetl galerię [1/2]

NA LIŚCIE PŁAC:

Krzysztof Kilian stracił stanowisko prezesa PGE jeszcze pod koniec 2013 r., ale w 2014 r. wciąż otrzymywał wynagrodzenie od spółki — w sumie 1,4 mln zł. To więcej niż w zeszłym roku zarobił jego następca Marek Woszczyk. Marek Wiśniewski

Hojni giganci

W największej polskiej spółce, Orlenie, gdzie stołki menedżerów bywały chwiejne, członkowie zarządu mają umowy, zapewniające im wypłatę odpraw w wysokości 6- lub 12-miesięcznego wynagrodzenia. Do tego dochodzą płatności związane z zakazem konkurencji, również przez pół roku lub rok.

Oznacza to, że Jacek Krawiec, prezes paliwowego koncernu, mógłby w przypadku odwołania ze stanowiska liczyć na maksymalnie 3,2-3,3 mln zł (jego ubiegłoroczne wynagrodzenie to 1,67 mln zł, do tego dostał 1,24 mln zł premii za 2013 r.).

W największym banku, PKO BP, warunki umów są nieco mniej szczodre dla członków zarządu. Choć Zbigniew Jagiełło zarabia lepiej niż Jacek Krawiec, z tytułu odpraw tak jemu, jak i innym członkom zarządu spółki przysługuje 3-miesięczne wynagrodzenie, a płatności z tytułu zakazu konkurencji mogą otrzymywać maksymalnie przez pół roku.

To i tak lepiej niż w PZU, największym ubezpieczycielu, gdzie odpraw w przypadku rezygnacji lub odwołania nie ma.

W sprawozdaniach KGHM o odprawach nie ma mowy, ale każdemu z członkówzarządu przez rok po rozstaniu z firmą wypłaca się 40 proc. wynagrodzenia zasadniczego. W przypadku prezesa Herberta Wirtha oznaczałoby to około 575 tys. zł. Umowy o zakazie konkurencji mają też wszyscy członkowie zarządu PGNiG, ale ich szczegóły nie są znane. Gazowa spółka znana jest jednak z wypłacania dużych sum byłym pracownikom. W ubiegłym roku Mirosław Szkałuba, który zrezygnował z posady członka zarządu w grudniu 2013 r., dostał od spółki 2,3 mln zł. Kilka tysięcy złotych więcej dostał Jacek Murawski, który był wiceprezesem PGNiG do spraw finansowych od kwietnia do grudnia 2013 r. Dla porównania — ubiegłoroczne zarobki prezesa Mariusza Zawiszy — wraz z premiami i nagrodami — sięgnęły 1,94 mln zł.

Energetyczne różnice

W czterech giełdowych gigantach energetycznych jednolitej polityki w sprawie odpraw nie ma. Enea informuje, że członkom jej zarządu przysługuje odprawa w wysokości 3-miesięcznego wynagrodzenia podstawowego. W przypadku jej prezesa, Krzysztofa Zamasza, oznaczałoby to około 0,47 mln zł — lub dwa razy tyle w sytuacji, gdyby jego kadencja się zakończyła i nie zostałby powołany na nową.

W Tauronie nie zawarto żadnych umów, przewidujących rekompensatę w przypadku zwolnienia menedżerów.

Sytuacja nie jest jasna w PGE, gdzie menedżerom przysługuje wynagrodzenie z tytułu zakazu konkurencji, ale o odprawach w sprawozdaniach nie ma ani słowa. Warto przypomnieć, że najlepiej wynagradzanym menedżerem energetycznego lidera był w ubiegłym roku... Krzysztof Kilian. Poprzedni prezes PGE, który złożył rezygnację jeszcze w listopadzie 2013 r., w ubiegłym roku dostał od spółki 1,4 mln zł, podczas gdy jej aktualny prezes, Marek Woszczyk, mógł liczyć „tylko” na 1,14 mln zł.

Tymczasem najmniejsza w tym gronie pod względem produkcji Energa wypłatę odpraw miała okazję przećwiczyć wiosną, bo pod koniec kwietnia stanowiska nagle stracili prezes Mirosław Bieliński (w ubiegłym roku zarobił 1,44 mln zł, z czego 0,96 mln zł pochodziło z wynagrodzenia zasadniczego), a także wiceprezesi Roman Szyszko i Wojciech Topolnicki. Mogą liczyć tak na odprawę, jak i płatności z tytułu zakazu konkurencji.

— Obowiązywanie zakazu konkurencji to okres do 12 miesięcy, co oznacza, że jest to 12 miesięcznych wynagrodzeń, z możliwością jego skrócenia wskutek wypowiedzenia przez spółkę. Odwołanemu członkowi zarządu przysługuje również odszkodowanie w wysokości trzech miesięcznych wynagrodzeń — informuje Beata Ostrowska, rzeczniczka Energi.

Wszyscy płacą

Odprawy wpisane w kontrakty menedżerskie mają też prezesi dużych spółek z udziałem skarbu państwa spoza WIG20. W JSW członkom zarządu w przypadku odwołania przysługuje odprawa w wysokości miesięcznej pensji, jeśli pracowali w spółce krócej niż rok — i kwartalnych poborów, jeśli pracowali dłużej. W Grupie Azoty członkom zarządu przysługuje odprawa w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. Wyjątkiem jest Artur Kopeć, członek zarządu z wyboru pracowników grupy, któremu odprawa w przypadku odwołania nie przysługuje. W przypadku GPW w sprawozdaniach o warunkach odpraw dla menedżerów nie ma słowa. Wiadomo jednak, że spółka wypłaca byłemu prezesowi, Adamowi Maciejewskiemu, 79 tys. zł miesięcznie z tytułu zakazu konkurencji. Będzie to robić do końca lipca tego roku. Tymczasem w Lotosie, którym od lat rządzi Paweł Olechnowicz, żadnych umów o rekompensacie z tytułu odwołania ze stanowiska nie ma.

Szczodre banki, skąpa reszta

Spółki z WIG20, w których akcjonariacie nie dominuje skarb państwa, także mają bardzo rozbieżną politykę w sprawie odpraw. W sektorze bankowym najbardziej konkretne zapisy ma mBank, gdzie wysokość odpraw w przypadku odwołania ze stanowiska jest uzależniona od stażu pracy w banku. I tak — jeśli jest krótszy niż rok, menedżer dostaje w ramach odprawy 4 miesięczne pensje, jeśli pracuje 1-2 lata — 8 pensji, jeśli 2-5 lat — 12 pensji, a jeśli powyżej 5 lat — 18 pensji. W przypadku menedżerów Alior Banku odprawa to od 6 do 12 miesięcznych wynagrodzeń. W BZ WBK wiadomo jedynie, że członkom zarządu przysługuje „jednorazowa odprawa”, ale o jej wysokości w raportach nie ma ani słowa.

Ciekawie jest w Pekao, banku znanym z hojności dla menedżerów — jego prezes, Luigi Lovaglio, tylko z wynagrodzenia zasadniczego zgarnia rocznie 3,85 mln zł, zdecydowanie najwięcej w WIG20. Gdyby jednak włoski UniCredit postanowił go odwołać, prezesowi Pekao nie przysługuje żadna odprawa. Zapisy o jej wypłacie ma w kontraktach trzech z siedmiu członków zarządu: Andrzej Kopyrski, Grzegorz Piwowar i Marian Wierzyński

. W gronie spółek z WIG20 najbardziej otwarty w kwestii odpraw jest Cyfrowy Polsat. Tam sytuacja jest bardzo klarowna: prezesowi i członkom zarządu w wypadku odwołaniaprzysługuje odprawa w wysokości 240 tys. zł, do tego dochodzi 40 tys. zł miesięcznie, wypłacane z tytułu zakazu konkurencji. Co ciekawe, poprzedniemu prezesowi spółki, Dominikowi Libickiemu, przysługiwała większa odprawa niż obecnemu — w jego przypadku umowa mówiła o 330 tys. zł.

Umów, przewidujących wypłatę odpraw, nie mają menedżerowie Asseco, LPP i Eurocashu, natomiast w przypadku Synthosu wiadomo jedynie, że umowy są — ale ich szczegóły nie zostały udostępnione akcjonariuszom spółki.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu