Dyskonty walczą o pracowników

opublikowano: 10-04-2017, 22:00

Największe sieci dyskontowe chwalą się podwyżkami płac. O pracownika jest coraz trudniej, a związkowcy narzekają na brak dialogu

Od początku kwietnia kasjer zaczynający pracę w największej sieci handlowej zarobi brutto 2450 zł miesięcznie, czyli o 6,5 proc. więcej niż wcześniej — o ile będzie zatrudniony na pełny etat i dostanie bonus za brak nieplanowanych nieobecności. Biedronka, zatrudniająca około 60 tys. osób, ogłosiła taką podwyżkę po raz trzeci w ciągu roku. Wynagrodzenia dwukrotnie podnosił też jej główny dyskontowy konkurent, czyli Lidl, należący do niemieckiej grupy Schwarz. Jego przedstawiciele podkreślają, że w obecnych warunkach rynkowych podnoszenie wynagrodzeń służy biznesowi.

AKCJA PODWYŻKOWA: Według Anny Durzyńskiej, dyrektor ds. personalnych w 
Lidlu, podnoszenie pensji, nim zrobią to konkurenci i zaczną się domagać
 pracownicy, służy biznesowi. Biedronka, największy dyskontowy konkurent
 niemieckiej sieci, też podniosła ostatnio wynagrodzenia, ale związkowcy
 nie są zadowoleni ze struktury podwyżek.
Wyświetl galerię [1/2]

AKCJA PODWYŻKOWA: Według Anny Durzyńskiej, dyrektor ds. personalnych w Lidlu, podnoszenie pensji, nim zrobią to konkurenci i zaczną się domagać pracownicy, służy biznesowi. Biedronka, największy dyskontowy konkurent niemieckiej sieci, też podniosła ostatnio wynagrodzenia, ale związkowcy nie są zadowoleni ze struktury podwyżek. Marek Wiśniewski

— W sprawie wysokości płac nie można być reaktywnym i podnosić je dopiero wtedy, gdy zrobi to konkurencja lub głośno będą domagać się tego pracownicy. Uważnie obserwujemy trendy w branży, ale też na całym rynku pracy. Chcemy mieć atrakcyjne, wyraźnie wyższe od płacy minimalnej, wynagrodzenia, żeby pracownicy byli zmotywowani, bo to wprost przekłada się na jakość obsługi klientów, co ma przełożenie na obroty — mówi Anna Durzyńska, dyrektor ds. personalnych w Lidlu.

Lidl w marcu po raz kolejny podniósł wynagrodzenia. Pracownicy sklepu na początku pracy zarabiają 2,55-3,3 tys. zł brutto, a po roku mają gwarantowaną podwyżkę do 2,75- -3,5 tys. zł. Pracownicy magazynów, przyjmującylub wydający towary, zarabiają na starcie 2,85-3,4 tys. zł brutto, a wynagrodzenia menedżerów sklepów zaczyna się od 4,4 tys. zł brutto.

Menedżerowie się chwalą

Pracownicy i przedstawiciele związków zawodowych często zwracają uwagę na to, że sieci chwalą się podnoszeniem płac dla etatowców, ale w praktyce rzadko stosują taką formułę zatrudniania. Lidl twierdzi, że jest inaczej.

— Mamy ponad 15 tys. pracowników, z czego zdecydowana większość pracuje na pełnym etacie, a np. tylko 5 proc. personelu sklepów pracuje na pół etatu. W tym roku w związku z rozwojem sieci sklepów zatrudnimy kilkuset pracowników. Interesuje nas praktycznie każde miasto powyżej 8 tys. mieszkańców. Oczywiście różnicujemy wysokość pensji w zależności od lokalizacji sklepu czy centrum dystrybucyjnego — w największychmiastach albo przy strefach ekonomicznych, gdzie zapotrzebowanie na pracowników jest większe, oferujemy wyższe wynagrodzenia — mówi Anna Durzyńska. O podwyżkach płac lub toczących się negocjacjach z pracownikami informowały w ciągu ostatniego roku też inne duże sieci, głównie z zagranicznym kapitałem, ale robił to też m.in. rodzimy Polomarket. Przy okazji prezentacji wyników rocznych Jeronimo Martins, właściciel Biedronki, zarządzający grupą Pedro Soares dos Santos przyznawał, że w niektórych rejonach brakuje rąk do pracy i w ramach rekrutacji do kilku nowych sklepów nie udało się znaleźć żadnego pracownika. Podwyżka płac, a także poprawa warunków pozapłacowych mogą pomagać w zdobyciu i utrzymaniu załogi.

— My nie mamy problemów ze skompletowaniem załogi do nowych sklepów. Staramy się oferować lepsze warunki płacowe od konkurencji, szkolenia dla pracowników i dobry pakiet socjalny, z opieką medyczną w Medicoverze dla wszystkich, niskimi stawkami ubezpieczenia na życie, bonami z okazji świąt czy — tak jak ostatnio — z okazji otwarcia 600. sklepu Lidla w Polsce, a także wyprawkami szkolnymi, z których w ubiegłych latach skorzystało około 4 tys. pracowników — mówi Anna Durzyńska. Sieć stara się też przyciągnąć i zatrzymać pracowników perspektywą awansu zawodowego.

— Około 90 proc. menedżerów na wyższych stanowiskach pochodzi z awansu wewnętrznego, to ludzie, którzy wyrośli wraz z Lidlem. 80 proc. kierowników sklepów to kobiety. Prowadzimy aktywne kampanie pozyskiwania również pracowników biurowych, m.in. wśród absolwentów szkół wyższych, nie tylko po kierunkach ekonomicznych czy takich jak logistyka — mówi Anna Durzyńska.

Związkowcy krytykują

Po niedawnym ogłoszeniu podwyżek przez Biedronkę za „działania obliczone na efekt PR-owy” sieć skrytykowali przedstawiciele związków zawodowych.

— Nie jesteśmy zadowoleni ze zmienionych warunków płacowych, doświadczeni pracownicy są pozbawiani dodatków, a w sklepach czy centrach dystrybucyjnych brakuje rąk do pracy, w związku z czym nie da się osiągnąć wyznaczanych celów sprzedażowych, od których uzależniona jest część wynagrodzenia. Spotkaliśmy się w tym tygodniu z przedstawicielami sieci, ale nasze postulaty są ignorowane. Zmiany w wynagrodzeniach są wprowadzane bez dialogu ze stroną społeczną — mówi Piotr Adamczak, przewodniczący NSZZ Solidarność w Biedronce. W Lidlu Solidarności nie ma. Organizacja związkowa w burzliwej atmosferze została rozwiązana w 2015 r. — po tym, jak przewodniczącą związku zwolniono dyscyplinarnie (zarzucano jej m.in. bezprawne organizowanie protestów), a na zebraniach delegatów przestali pojawiać się pracownicy.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu