Wielu inwestorów gra pod dywidendę. Tego typu krótkoterminowe spekulacje rzadko dają zarobić. Chyba że sprzeda się akcje tuż przed przyznaniem dywidendy
Na warszawskiej giełdzie sypnęło dywidendami. Według różnych szacunków spółki wypłacą w tym roku akcjonariuszom premię z ubiegłorocznych zysków wysokości ponad 10 mld zł. To o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej.
Nie brakuje przykładów, w których dywidenda w porównaniu z ceną akcji (tzw. stopa dywidendy) przewyższa oprocentowanie dobrej lokaty bankowej. To przyciąga uwagę aktywnych inwestorów, którzy przy flaucie na parkiecie szukają wśród dywidendowych perełek okazji do szybkich i łatwych zysków.
Przykład z ostatnich dni? Chociażby Polnord. Władze dewelopera proponują niewielką dywidendę wysokości 43 grosze na akcję. W środę wieczorem główny akcjonariusz — Prokom Investments — przebił jednak tę propozycję. Poinformował, że na zbliżającym się walnym zgromadzeniu zagłosuje za wypłatą 2,05 zł na papier. To ponad 5 proc. dzisiejszej ceny akcji.
Dzień wcześniej nie mniej stanowczy akcjonariusze mniejszościowi Dębicy (przewodził im PZU Asset Management) postawili na swoim i "przekonali" spółkę do wypłaty wyższej dywidendy. Władze oponiarskiej spółki proponowały 2,5 zł premii. Stanęło na 4,5 zł (dniem dywidendy ustalono 26 lipca). W czwartek papiery Dębicy kosztowały 70 zł.
Poławiaczy dywidend od kilku już tygodni wabi bardzo wysoka wypłata TP. Poniedziałkowa sesja będzie ostatnią, podczas której można sobie zapewnić prawo do dywidendy w wysokości 1,5 zł. To prawie 10 proc. ceny akcji.
Na parkiecie nie brakuje drobnych inwestorów, którzy w grze pod obiecaną lub już uchwaloną przez WZA dywidendę upatrują szans na szybki i łatwy zysk. Sprawdziliśmy, czy taka strategia jest warta świeczki. Okazuje się, że wysoka dywidenda często działa kojąco na giełdowy kurs spółki, zniechęcając inwestorów do pozbywania się akcji. Ponadto kurs szczodrej spółki zachowuje się z reguły lepiej niż indeksy. I to nawet w czasach dużej zmienności.
Jednym z przykładów jest Budimex. 22 marca budowlana spółka zaproponowała wypłatę 6,8 zł dywidendy na akcję. Na koniec dnia papierami handlowano po 88 zł. Na początku czerwca, dzień przed przyznaniem praw do premii, cena była o 17 proc. wyższa i wynosiła 103,5 zł. Innym przykładem może być Żywiec. Jego kurs od momentu ujawnienia zamiaru podzielenia się ubiegłorocznym zyskiem z akcjonariuszami do dnia przyznania prawa do dywidendy wzrósł o 18 proc.
Na tym koniec. Z naszych obserwacji wynika, że spekulacyjną grę pod dywidendę lepiej zakończyć, sprzedając akcje dzień, a raczej dwa przed dywidendą. Z reguły, w trzech na cztery przypadki, kurs hojnego emitenta obniża się po przyznaniu dywidendy o jej wartość. Później, w kolejnych dniach, bywa jeszcze gorzej. Taką zachowawczą strategię sugeruje chociażby wspomniany Budimex (dziś akcje kosztują około 90 zł). Dobrze wiedzą o tym również ci inwestorzy, którzy pod koniec stycznia zapewnili sobie prawo do wysokiej dywidendy Puław (wynosi 8,15 zł). Przez trzy kolejne sesje ich akcje przeceniono o 15 zł (z 88 zł do 73 zł).
Do podobnych wniosków doszli eksperci DM BZ WBK, którzy przeanalizowali przypadek wspomnianej TP. Wzięli oni pod lupę zachowanie się kursu w okolicach pierwszego dnia notowań bez prawa do dywidendy w ciągu ostatnich czterech lat. Okazało się, że dwa tygodnie przed dywidendą kurs TP stoi jak zaklęty. Mało tego. Licząc od 2006 roku, inwestorzy zawsze mieli szansę na tańsze zakupy (uwzględniając dywidendę). Często promocja sięgała 5-10 proc.
Drobny inwestor powinien mieć na uwadze kwestię podatkową. W dniu wypłaty na rachunek dostanie dywidendę pomniejszoną z automatu o 19-procentowy podatek. Dywidenda w całości powinna trafić tylko na maklerskie rachunki IKE.