Dżentelmeni rozmawiają nie tylko o pieniądzach

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-04-29 07:47

Pierwszy dzień Europejskiego Szczytu Gospodarczego potwierdził, że ten wielki polityczno-biznesowo-medialno-społeczny mityng niejedno ma imię. W tematyce wszystkich sesji i paneli dyskusyjnych dominuje hasło wiodące „Europa: rozszerzenie i dalej”. Jednak uczestnicy szczytu podkreślają ogromną wartość setek i tysięcy spotkań, odbywanych poza napiętym programem oficjalnym. Zgromadzenie w jednym miejscu reprezentantów tylu państw i tylu środowisk stwarza niepowtarzalną okazję do nawiązania konktaktów, owocujących w dłuższym horyzoncie czasowym. Środowiska biznesowe doskonale wiedzą, ileż strategicznych decyzji podejmowanych jest właśnie na podstawie takich, czasem bardzo ulotnych wrażeń.

Uroczyście otwierając obrady, prezydent Aleksander Kwaśniewski jeszcze raz przypomniał drogę, jaką nasz podzielony przez pół wieku kontynent przebył do historycznej daty 1 maja 2004 roku. Dzisiaj zastanawiamy się, jaką pozycję warszawski szczyt zajmie w hierarchii podobnych spotkań, organizowanych od lat przez World Economic Forum — a przecież jeszcze niedawno nikomu w Genewie nawet nie przyszłoby do głowy powierzanie jego organizacji Polsce.

Jest to przypomnienie o tyle ważne, że nad obradami — a zwłaszcza nad ich odbiorem społecznym — unosi się pewien niedosyt. Zbyt idealistycznie spodziewaliśmy się nad Wisłą wielkiego spotkania Zachodu ze Wschodem. Tymczasem wygodny świat polityki z dotychczasowej Unii Europejskiej skoncentrował się już na obchodach 1 maja w Dublinie i pozostał w domu. Może to niepokoić, albowiem nie tylko Polska powinna się martwić, aby na wschodniej granicy poszerzonej UE nie została rozpięta kolejna kurtyna — może nie żelazna, ale aksamitna.

Najlepsza wiadomość, dotycząca unijnych relacji ze Wschodem, którą w hotelu Sofitel Victoria komentuje się z ogromną ulgą — nadeszła przedwczoraj z Luksemburga. W ostatniej chwili Rosja zgodziła się rozszerzyć jej umowy handlowe z UE na wszystkie nowe państwa członkowskie. W krótszym horyzoncie czasowym właśnie ta informacja ma największe, strategiczne wręcz znaczenie gospodarcze. Jednak w perspektywie wieloletniej zaprocentują również dni spędzone przez tylu decydentów w Warszawie.

Niestety, nie da się uciec od refleksji związanych z organizacją szczytu. Rozumiejąc uwarunkowania, jakimi na całym świecie rządzą się podobne imprezy — tego wygrodzenia barierami najpiękniejszej części stolicy człowiek o przeciętnej wrażliwości nie może jednak znieść. Zwłaszcza ze środka stefy zerowej robi to wyjątkowo przygnębiające wrażenie.