W Londynie odbędzie się dziś pierwsze posiedzenie trybunału arbitrażowego, mającego rozstrzygnąć spór o PZU między Eureko a polskim rządem. Tymczasem ujawnione wczoraj przez „PB” założenia strategii PZU przyjmowane są raczej pozytywnie.
Dzisiaj, na pierwszym posiedzeniu, spotyka się w Londynie trzech arbitrów mających osądzić, czy polski rząd wywiązuje się z umowy prywatyzacyjnej PZU. Sprawę wniosło holenderskie Eureko, które na mocy umowy z listopada 1999 r. posiada 20 proc. akcji PZU. Inwestor domaga się upublicznienia spółki i realizacji prawa do objęcia przy tej okazji pakietu kontrolnego towarzystwa. Rząd polski uważa, że Skarb Państwa powinien zachować kontrolę nad PZU. Wyznaczonym przez Polskę członkiem trybunału jest specjalista w zakresie sądownictwa arbitrażowego, prof. Jerzy Rajski z Uniwersytetu Warszawskiego. Eureko powołało Stephana Schwebela, amerykańskiego prawnika, bardzo wpływowego specjalistę prawa międzynarodowego. Był on arbitrem w konflikcie Czech z firmą Ronalda Laudera CME. W jego wyniku Czechy musiały zapłacić około 355 mln USD odszkodowania.
Postępowanie toczy się według reguł Instytutu Arbitrażowego przy Sztokholmskiej Izbie Handlowej. Arbitrzy pracują głównie na podstawie dokumentów. Mają sześć miesięcy na wydanie werdyktu, który jest ostateczny.
Tymczasem PZU czekają głębokie zmiany. Powoli rusza wdrażanie strategii, zakładającej przebudowę organizacyjną, centralizację zarządzania oraz powstanie spółki sprzedażowej, zajmującej się dystrybucją produktów indywidualnych. Jej podstawowe założenia ujawnił wczoraj „Puls Biznesu”.
— Nie ulega wątpliwości, że przekształcenia w PZU są konieczne, faktem jest jednak, że towarzyszyć im muszą zagrożenia i niepewność. Założenia strategii wyglądają jednak rozsądnie, czego potwierdzeniem może być to, że nie odbiegają daleko od planów przygotowanych wcześniej za czasów prezesury Zygmunta Kostkiewicza. Brakuje mi jednak trochę położenia nacisku na kwestie czysto ubezpieczeniowe. Nie wolno bowiem zapominać, że 25 mld zł, którymi zarządza PZU, to głównie rezerwy techniczno-ubezpieczeniowe, czyli pieniądze klientów, kupujących produkty ubezpieczeniowe. Jeżeli stracą oni zainteresowanie ofertą firmy, to środki te szybko się skurczą. Tymczasem w nowej strukturze rozwojem produktów mają się zająć spółki tzw. produktowe, a ich dystrybucją nowo powołana spółka sprzedażowa. W ubezpieczeniach tymczasem nie da się oddzielić procesu sprzedaży od procesu powstawania produktów. Tu widzę zagrożenie — twierdzi Marcin Broda, wiceprezes firmy konsultingowej Ogma, wyspecjalizowanej w obsłudze rynku ubezpieczeniowego.
Kwestie sprzedażowe wydają się kluczowe także dla innych komentatorów.
— Najważniejszym obecnie problemem dla PZU jest spadek sprzedaży. Był on widoczny już w 2002 r., a nie ujawnione jeszcze wyniki za I kw. 2003 r. pokażą nasilenie się tej tendencji. Przekształcenia w systemie sprzedaży są więc konieczne, a tworzenie spółki dystrybucyjnej może być jednym z rozwiązań — uważa jeden z byłych prezesów PZU.
Powszechna jest równocześnie opinia, że problemów PZU nie rozwiążą próby ekspansji na rynki państw Unii Europejskiej.
— Śmieszą mnie trochę deklaracje o wejściu np. do Niemiec. Świadczą one o kompletnej nieznajomości tamtejszych realiów. Gdyby tam było miejsce dla nowych graczy, firmy niemieckie nie poszukiwałyby tak intensywnie nowych rynków za granicą. PZU musi natomiast rozwiązać wiele wewnętrznych problemów i mam nadzieję, że jedyną receptą nie jest centralizacja — mówi jeden z ekspertów ubezpieczeniowych, nie zgadzający się jednak na oficjalny komentarz, ponieważ nie zapoznał się z pełną treścią strategii.