Dzisiaj Polska nie weszłaby do Unii

opublikowano: 29-04-2019, 22:00

Kolejne pięciolatki członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej naturalnie związane są z wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE).

Termin naszej akcesji w grupie dziesięciu państw został ustalony akurat na 1 maja nieprzypadkowo — by nowi członkowie przez miesiąc nieco okrzepli w UE i mogli w długi weekend 10-13 czerwca 2004 r. wybrać europosłów na VI kadencję PE. Po naszym 5-leciu w 2009 r. wypadały wybory na VII kadencję, 10-lecie w 2014 r. poprzedzało VIII kadencję i obecnie 15-lecie obchodzimy także w gorączce kampanii. PE na IX kadencję wybrany zostanie 23-26 maja, u nas w kończącą ten weekend niedzielę.

Triumfalny polski wieczór 16 kwietnia 2003 r. w Atenach po podpisaniu traktatu akcesyjnego.
Wyświetl galerię [1/2]

Triumfalny polski wieczór 16 kwietnia 2003 r. w Atenach po podpisaniu traktatu akcesyjnego. Fot. Michał Sadowski-FORUM

Żadne z poprzednich europejskich głosowań nie wywoływało w Polsce takich emocji jak tegoroczne. Dlatego rozpoczynająca się majówka została nasycona elementami wyborczymi. Punktem niewątpliwie neutralnym będzie wielki koncert przy PGE Narodowym, który o północy z 30 kwietnia na 1 maja zwieńczony zostanie potężnym wykonaniem „Ody do radości”. Ale od środy zaczyna się już licytacja głównych sił rywalizujących o mandaty. 1 maja rząd organizuje szczyt nowych państw członkowskich UE, o charakterze czysto rocznicowo-kurtuazyjnym. Silna propagandowa konfrontacja zaplanowana została na 3 maja, gdy o tej samej godzinie Donald Tusk będzie w Warszawie konsolidował Koalicję Europejską niedaleko od zorganizowanej nadprogramowo defilady wojskowej.

W walce wyborczej przed 26 maja absolutnie wszystkie chwyty są dozwolone. Niewątpliwą niedorzecznością jest polexit, którego realnością opozycja tak wyprowadza z równowagi Prawo i Sprawiedliwość. Niestety, dotyczy to tylko procedury formalnej. Realnie systematycznie postępuje marginalizacja polskich wpływów na unijne decyzje, co najbardziej jaskrawo widać w pracach ministerialnej Rady UE, w której każde państwo ma jeden głos. Generalny bardzo gorzki wniosek z obecnej sytuacji zapisuję w tytule. Gdyby akurat na rząd tzw. dobrej zmiany przypadł finisz negocjacji akcesyjnych Polski z UE — absolutnie byśmy ich nie skończyli i pozostali ze statusem podobnym do Turcji, która wciąż ma otwarte rozdziały negocjacyjne, ale od wielu lat są one martwe. Czy się to komuś ideologicznie podoba czy nie — niepodległa Polska naprawdę miała fart, że ostatnią zmianę długiej sztafety starań o przystąpienie do zachodniej wspólnoty ukończyła ekipa… byłych wysokich funkcjonariuszy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Przypomnę, że na początku XXI wieku została ona demokratycznie wybrana przez suwerena na najwyższe państwowe stanowiska miażdżącą przewagą głosów…

Referendum akcesyjne: 7-8 czerwca 2003 r., jedyne w dziejach Polski głosowanie dwudniowe

Zwolennicy UE triumfowali w stosunku 77,5 do 22,5 przy frekwencji ponad 58 proc. Ale w odniesieniu do 29,9 mln uprawnionych Polaków rozkład procentowy głosów nie był imponujący: tylko 45,3 za, 13,2 przeciw, zaś 41,5 obojętnych. Frekwencyjny próg 50 proc. został pokonany dzięki… przeciwnikom UE.

Przystąpienie Polski do UE: 1 maja 2004 r. Polska uzyskała członkostwo w grupie dziesięciu państw

Wszystkie nowe państwa UE zobowiązały się w traktacie akcesyjnym do przyjęcia waluty euro. Spośród naszego unijnego rodzeństwa zobowiązanie wykonały: Słowenia, Cypr, Malta, Słowacja, Estonia, Łotwa i Litwa. Mimo ratyfikowania traktatu narodowe waluty wciąż utrzymują: Polska, Czechy i Węgry.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu