Dzwoni prawie w każdej kieszeni

Łukasz Dec
opublikowano: 2006-05-22 00:00

Wolny rynek telekomunikacyjny „wybuchł” piętnaście lat temu. Telefon jest dziś dobrem masowym, ale nie wszyscy są całkiem zadowoleni.

W dobrym tonie jest mówić, że ostatnie 15 lat dla telekomunikacyjnego rynku zostało w Polsce zmarnowanych, że ceny usług są niebotyczne, a Telekomunikacja Polska wciąż jest monopolistą. Przybyło nam jednak 8-9 mln użytkowników telefonów stacjonarnych i ponad 30 mln użytkowników komórek. Wartość rynku telekomunikacyjnego urosła przez ten czas 25- -krotnie, do kwoty około 50 mld zł. Wśród dwudziestu największych polskich przedsiębiorstw są aż cztery telekomy, a trzy z nich (operatorzy GSM) zbudowały potęgę zupełnie od podstaw.

Na początku był urząd

Do 1990 r. usługi telefoniczne były wyłączną domeną państwowego przedsiębiorstwa Poczta Polska Telefon i Telegraf. Dzisiaj do rejestru przedsiębiorstw telekomunikacyjnych wpisanych jest blisko 4 tys. firm, chociaż na rynku liczy się mniej niż setka. Niezależne telekomy zaczęły powstawać na mocy ustawy o łączności z 1990 r. Na początku — raczej nieśmiało.

— Pojawiły się możliwości dla prywatnych przedsiębiorców, ale nie było pewności, co nastąpi w kolejnym dniu i miesiącu: prawo i sytuacja na rynku zmieniały się bardzo szybko. Ministerstwo Łączności nie miało klarownego scenariusza rozwoju. Długo obowiązywała zasada duopolu, według której mieli powstawać pojedynczy, lokalni konkurenci Telekomunikacji Polskiej. W efekcie nastąpiło duże rozdrobnienie rynku i nie pojawił się silny operator alternatywny — mówi Bogdan Paszkowski, współzałożycieli Aster City, dziś szef stołecznego operatora Spray.

W połowie dekady Polskę objął globalny telekomunikacyjny boom. Nie tylko gminy budowały dla siebie linie telekomunikacyjne, ale miliardy złotych inwestowały w infrastrukturę wielkie firmy telekomunikacyjne i fundusze inwestycyjne. Firmy energetyczne i kolej także przypomniały sobie, że mają własne kable telefoniczne, na których może uda się zrobić pieniądze.

Jaki bilans?

Telefonia komórkowa spełniła wybujałe nadzieje inwestorów, stacjonarna — wręcz przeciwnie. Popyt na usługi w nowych sieciach okazał się dużo niższy od podaży, a dawny monopolista bronił swego imperium. TP wykorzystała te 15 lat znacznie lepiej niż jej konkurenci, zyskując 7 mln nowych abonentów — kilkakrotnie więcej niż wszyscy stacjonarni rywale. Sprzyjało jej prawo, bo aż do 2003 r. TP miała monopol na niektóre usługi telefoniczne.

— Sytuację przypieczętowało sprzedanie TP inwestorowi strategicznemu. Sprzedano ją jednak razem z całym rynkiem, bo nie zadbano wcześniej o udostępnienie konkurentom infrastruktury TP, takiej jak kanalizacja i łącza abonenckie, a przecież duża część tego majątku powstała dzięki nakładom społecznym, np. inwestycjom spółdzielni mieszkaniowych — ocenia Bogdan Paszkowski.

Niektórzy konkurenci nie wytrzymali rynkowej presji, choć nie było wielu spektakularnych plajt, takich jak przypadek firmy Formus. Sparzyło się za to wielu inwestorów, np.: szwedzka Telia, francuskie Vivendi, holenderski KPN, grupa Bresnan i Elektrim, którym inwestycje nie wyszły i część firm musieli sprzedać za grosze.

Inwestorzy na wdechu

— Zapłaciliśmy cenę za przyjęty model liberalizacji rynku. Chroniono interesy państwowego operatora, nie udostępniono jego sieci konkurentom, zmuszając ich jednocześnie do ogromnych inwestycji w infrastrukturę, chociaż kabli do dziś nie brakuje. Przełom wywołał postęp techniki i pojawienie się operatorów komórkowych. W 1992 r. używałem telefonu wielkości aktówki, ale taki aparat mogłem dostać od ręki. Stacjonarny był wciąż reglamentowany — mówi Eugeniusz Gaca, szef El-Netu z branżą związany od 20 lat.

Netia, która przejęła tenże El-Net, znalazła się na krawędzi bankructwa, ale udało jej się porozumieć z wierzycielami. Telefonia Dialog istnieje tylko dzięki wyrozumiałemu inwestorowi w postaci KGHM, ale istnieje i ma się nieźle. Trójmiejski Elterix czy Internet Group rozwijają usługi telefonii internetowej, a Nasza Telekomunikacja operuje na hurtowym rynku telekomunikacyjnym. Wszyscy po trochu odbierają klientów TP. Kierunek wyznacza Tele2, które mając skromną infrastrukturę, jest największym po TP i sieciach komórkowych operatorem w Polsce. Okazało się, że rozsądniej inwestować w prawników niż studzienki telekomunikacyjne. Ale to wiemy dopiero dzisiaj.