E-myto: cena, której nie ma

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2010-10-06 08:09

Kapsch twierdzi, że koszt kontraktu na e-myto poznamy dopiero za osiem lat. Kierowcy tirów dostaną urządzenie namierzające w depozycie. Do auta osobowego port trzeba kupić.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wybrała konsorcjum austriackiej firmy Kapsch do wdrożenia elektronicznego systemu poboru opłat od kierowców ciężarówek i postawienia bramek do ręcznego myta od kierowców aut osobowych. Dyrekcja szacuje, że wpływy z poboru opłat sięgną przez 8 lat, na jaki zawrze kontrakt, 19,5 mld zł. Koszt systemu ocenia natomiast na 4,9 mld zł.

Michael Gschnitzer, dyrektor globalnej sprzedaży w Kapsch TrafficCom. fot. WM
Michael Gschnitzer, dyrektor globalnej sprzedaży w Kapsch TrafficCom. fot. WM
None
None

— Ale to nie jest dokładna wartość naszego kontraktu — twierdzi Michael Gschnitzer, dyrektor sprzedaży globalnej w KapschTraffic Com.

Wyjaśnia, że GDDKiA przedstawiła pięć scenariuszy włączania do systemu określonej liczby autostrad, dróg ekspresowych i krajowych, liczbę użytkowników oraz przejechanych kilometrów. Za każdy scenariusz można było otrzymać procentową punktację. A kwota 4,9 mld zł jest wypadkową wyliczoną z pięciu scenariuszy.

Ile w takim razie będzie kosztować wdrożenie e-myta?

— Tego dowiemy się po 96 miesiącach funkcjonowania systemu. Wszystko zależy od tego, kiedy i jakie odcinki dróg będą do niego stopniowo przyłączane — twierdzi Michael Gschnitzer.

Na razie wiadomo, że 1 lipca 2011 r. do systemu ma być włączone 1,7 tys. km dróg. Kapsch wycenił tę część na 1,16 mld zł za system e-myta i 1 mld zł za bramki dla aut osobowych.

Ale w koszcie systemu jest nie tylko montaż. Wliczona jest także cena urządzeń pokładowych dla ciężarówek. Ile muszą zapłacić za nie kierowcy?

— Szczegóły musimy jeszcze domówić z generalną dyrekcją. Zazwyczaj jednak jest tak, że kierowcy otrzymują urządzenie bezpłatnie, zostawiając jakiś depozyt — twierdzi Michael Gschnitzer.

Więcej w środowym wydaniu „Pulsu Biznesu”