E-sklepom będzie trudniej

opublikowano: 27-11-2013, 00:00

Dyrektywa regulująca sprzedaż w internecie rozszerza uprawnienia konsumentów, nakładając na e-sklepy dodatkowe obciążenia.

Pod koniec października 2011 r. Parlament Europejski przyjął dyrektywę w sprawie praw konsumentów, która reguluje m.in. sprzedaż w internecie. Celem jest ujednolicenie zasad sprzedaży za pośrednictwem sieci — żeby konsumenci czuli się bardziej bezpiecznie i chętniej kupowali nie tylko w e-sklepach działających na terenie własnego kraju. Państwa członkowskie do 13 grudnia tego roku mają przyjąć i opublikować przepisy ustawowe niezbędne do wykonania dyrektywy, które w życie mają wejść 13 czerwca przyszłego roku. Sama dyrektywa budzi jednak pewne wątpliwości, nie wspominając o przepisach krajowych, którymi będziemy ją wdrażać — twierdzą eksperci Deloitte.

Dyrektywa głównie chroni konsumentów, na sklepy internetowe nakładając dodatkowe obowiązki. Wprowadza m.in. obowiązek podawania przejrzystych i wyczerpujących informacji o cenie produktu i jej wszystkich składnikach, wszelkich dodatkowych kosztach oraz zasadach zwrotu towarów. Ujednolica termin na odstąpienie od umowy zawartej na odległość albo poza lokalem przedsiębiorstwa. Będzie on wynosił 14 dni od dnia otrzymania towaru.

W takim samym czasie przedsiębiorca będzie musiał zwrócić zapłaconą za niego kwotę. Czas na dostarczenie towaru to maksymalnie 30 dni od daty zawarcia umowy. Konsumenci będą musieli zostać poinformowani o wszelkich kosztach dodatkowych przed złożeniem zamówienia. Formularz odstąpienia od umowy ma być jednolity dla całej UE, a opłaty za korzystanie z kart kredytowych i infolinii prowadzonych przez przedsiębiorców wyeliminowane. Dyrektywa ma mieć zastosowanie dla zakupionych przez internet towarów za minimum 50 EUR. W polskiej wersji próg konieczności stosowania ochrony konsumentów na poziomie dyrektywy wynosi 50 zł.

— A to może rodzić wątpliwości, czy przy zakupie towaru w zagranicznym sklepie przez polskiego konsumenta dyrektywa będzie obowiązywać od poziomu 50 EUR czy 50 zł? — zastanawia się Anna Ostrowska-Tomańska, adwokat, managing associated w Deloitte Legal.

Jej zdaniem, Polska w ogóle do wdrożenia dyrektywy podeszła zbyt ambitnie, przygotowując z tej okazji zupełnie nową ustawę o prawach konsumenta.

— Przy okazji wdrożenia dyrektywy polski ustawodawca porządkuje system prawny w zakresie przepisów regulujących prawa konsumenta. Ułatwi to z jednej strony ustalenie praw konsumenta i obowiązków sprzedawców, które dotychczas rozproszone były w wielu aktach prawnych, ale rodzi też pytanie, czy nowe przepisy będą interpretowane podobnie do poprzednio obowiązujących — twierdzi Tomasz Rutkowski.

Jego zdaniem, zmiany, które wykraczają poza przedmiot regulacji dyrektywy i nie są z jej perspektywy konieczne, dla przedsiębiorców działających w branży e-commerce mogą być dodatkowym utrudnieniem. Polski projekt ustawy przewiduje choćby wydłużenie terminu, w którym konsument będzie mógł skorzystać z domniemania istnienia wady w chwili zakupu — z 6 do 12 miesięcy.

— Zakres odpowiedzialności nałożony na sprzedawcę przez nowe prawo wykracza niejednokrotnie poza konsekwencje jego własnych działań, a jednocześnie nie zostają mu przyznane żadne narzędzia dochodzenia roszczeń wobec podmiotów, od których sam nabył sprzedawane konsumentom produkty — uważa Anna Ostrowska-Tomańska.

Do tego prace nad dyrektywą rozpoczęły się w 2008 r., a analizy stanowiące podstawę diagnozy potrzeb rynku sprzedaży konsumenckiej przeprowadzano kilka lat wcześniej. Dawno, jak na dynamicznie zmieniający się rynek e-handlu. Ponadto Polska z wdrożeniem wymogów dyrektywy na czas może mieć problem. — Na razie jest projekt, który nie został nawet skierowany do Sejmu — zauważa Tomasz Rutkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu