Ogólny wskaźnik inflacji w strefie euro znajduje się coraz niżej, a zmiany cen z miesiąca na miesiąc są wręcz spójne z celem banku centralnego. W marcu inflacja ogółem wyniosła 2,4 proc. rok do roku wobec 2,6 proc. w lutym. Cel EBC to „blisko, ale poniżej 2 proc.”, więc jest on już na wyciągnięcie ręki. Jego osiągnięcie może być kwestią najbliższych miesięcy. Ceny bazowe — nieuwzględniające żywności, energii i sezonowości — zwiększyły się o niecałe 0,2 proc. w ciągu miesiąca (odsezonowanie moje własne). W gospodarce właściwie nie ma większej presji inflacyjnej. A przypomnę, że stopa procentowa EBC jest wysoka — wynosi 4 proc., czyli dużo powyżej inflacji i dużo więcej niż średnia historyczna.
Spadająca inflacja przybliża moment obniżek stóp procentowych. Kontrakty terminowe wyceniają, że obniżki mogą zacząć się między kwietniem (posiedzenie w przyszłym tygodniu) a czerwcem, a do końca roku stopa depozytowa — wyznaczająca obecnie koszt pieniądza na rynkach hurtowych — spadnie do 3-3,25 proc.
Niektórych ekonomistów i decydentów wciąż jednak gryzie wzrost cen usług. Mikołaj Raczyński, dyrektor firmy finansowej Portu w Polsce i uważny obserwator trendów makroekonomicznych i zachowań banków centralnych na świecie, pisze: „Te obniżki nie będą znaczące, bowiem sytuacja z inflacją w Europie nie jest do końca rozwiązana. Ceny usług nadal rosną w tempie 4 proc. r/r”.
Ceny usług są o tyle ważne, że zależą od wynagrodzeń i mogą być objawem uporczywości inflacji. Warto zwrócić uwagę, że choć ogólna inflacja w strefie euro jest blisko celu, o tyle inflacja cen usług rzeczywiście jest wyraźnie wyższa niż przed pandemią. To na pewno jest element budzący pewną ostrożność w prognozach dalszej dezinflacji.
Chcę jednak podać kilka okoliczności łagodzących, które powinny sprawić, że EBC nie będzie na tym elemencie usługowym opierał swoich decyzji. Przede wszystkim ceny usług nadrabiają w tym momencie zaległości wobec cen towarów. Od połowy 2021 do połowy 2023 r. towary drożały znacznie szybciej niż usługi z powodu zaburzeń w światowym systemie handlowym. Jeżeli nie doszło w tym czasie do jakichś istotnych i trwałych zmian preferencji konsumentów oraz technologii produkcji, to relacja cen towarów do usług powinna z powrotem się obniżyć, co oznacza, że ceny usług powinny rosnąć szybciej przez jakiś czas. Innymi słowy, wciąż obserwujemy efekty dużych zmian cen relatywnych z okresu pandemii. To w końcu wygaśnie i polityka pieniężna nie powinna nadmiernie tym się przejmować. Rolą polityki pieniężnej nie jest dbanie o ceny relatywne, lecz uśrednioną dynamikę wszystkich cen.
Ponadto w mijającym cyklu inflacyjnym to płace podążały bardziej za inflacją niż odwrotnie — inflacja za płacami. Wzrost płac powinien stopniowo wygasać, a za nim będzie postępował wzrost cen usług. To musi zająć wiele kwartałów, ale nieuchronnie nastąpi.
Wreszcie ostatni argument: strefa euro jest w stagnacji od wielu kwartałów, rozwija się niemal na pewno wolniej niż jej potencjał, a wręcz można przypuszczać, że zaczyna niszczyć swój potencjał przez brak inwestycji. Prowadzenie jednocześnie restrykcyjnej polityki fiskalnej i pieniężnej to błąd, który uniemożliwia stawienie czoła takim wyzwaniom jak uzbrojenie, transformacja energetyczna i cyfrowa. Trudno uwierzyć, że luźniejsza polityka makroekonomiczna może wywołać jakieś trwałe problemy inflacyjne w takim otoczeniu. A nawet jeżeli istnieje takie ryzyko, to powinno być postawione niżej na liście ryzyk niż inne niebezpieczeństwa. Choć to moja ocena, a nie przewidywanie tego, jak będzie rozumował EBC.
