Europejski Bank Centralny (EBC) na stronie internetowej opublikował już wezwanie do długoterminowych pożyczek (czytaj tutaj).

Jak szacują analitycy rynkowi, w czasie tej drugiej rundy tanich, trzyletnich pożyczek banki zgłoszą się po 470-680 mld EUR. Pieniądze mają zachęcić je do odważniejszego inwestowania, zwłaszcza w obligacje Grecji, Portugalii, Włoch i Hiszpanii.
— Popyt na pożyczki będzie ogromny, bo ma to być ostatnia szansa na zdobycie tak taniego finansowania. Z tej szansy będą korzystać nawet banki, które zupełnie nie potrzebują pomocy — tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Operacje LTRO, bo tak nazywa się udzielane jutro wsparcie, to łatwo dostępne, tanie pożyczki, oprocentowane na 1 proc. rocznie. Czyli bank może pożyczyć pieniądze na 1 proc. i zainwestować w wyżej oprocentowane instrumenty.
W dodatku pożyczkę z EBC można w każdej chwili spłacić. Wyniki pierwszej rundy LTRO, zorganizowanej przez EBC 22 grudnia 2011 r., przekroczyły najśmielsze oczekiwania pomysłodawców. Po finansowanie zgłosiły się do Frankfurtu 523 banki, sięgając po 498 mld EUR wsparcia.
I choć większość pieniędzy trafiła z powrotem na depozyty EBC, część została przez banki zainwestowana w gospodarkę. Na rynkach finansowych skłonność do inwestowania znacznie wzrosła, dzięki czemu koszt obsługi długu przez zagrożone państwa obniżył się do najniższych poziomów od kilku miesięcy. Na tej fali optymizmu skorzystał też złoty i warszawska giełda.
— Nie ma pewności, że tym razem skutek pożyczek z EBC będzie aż tak silny jak poprzednio. Wydaje się jednak, że jeśli popyt na finansowanie będzie jutro zgodny z oczekiwaniami, rynki finansowe przyjmą to pozytywnie — mówi Piotr Kalisz.
Poważną przeszkodą, która w grudniu powstrzymywała bankierów przed zgłaszaniem się po pożyczkę do EBC, były kwestie wizerunkowe. Cześć banków uznała, że wyciąganie rąk po pomoc może być uznane za przyznanie się do kłopotów finansowych. Dziś już ta przeszkoda jest znacznie słabsza. Ostatnie dwa miesiące pokazały, że analitycy nie potępiali banków za zaciąganie pożyczek w EBC.
Są jednak banki, które nadal podchodzą do sprawy honorowo. Instytucją, która na pewno nie zgłosi się jutro po tani pieniądz do EBC, jest Deutsche Bank.
— Nigdy nie musieliśmy przyjmować od rządów żadnej pomocy finansowej. Właśnie dzięki temu cieszymy się tak dużym zaufaniem klientów na świecie. Nie chcemy tego stracić — przekonywał niedawno Josef Ackermann, prezes Deutsche Banku.
Część ekonomistów przekonuje również, że oferowanie bankom taniego pieniądza i zachęcanie ich do inwestowania w obligacje Grecji, Portugalii, Włoch czy Hiszpanii to ryzykownastrategia zwalczania kryzysu.
Takie podejście sprawia, że ewentualny czarny scenariusz rozwoju kryzysu robi się jeszcze czarniejszy. Jeśli bowiem np. obligacje Włoch mają kiedyś stać się nic niewartym aktywem, system bankowy powinien się ich pozbywać, a nie je kupować.
— Tanie pożyczki z EBC czynią sytuację jeszcze bardziej niebezpieczną. Banki biorą pieniądze, za które kupują obligacje państw, tymczasem ewentualna fala bankructw państw może zmienić te obligacje w toksyczne papiery. Im więcej tych aktywów banki do tego czasu zakupią, tym gorsze mogą być skutki — ostrzega prof. Charles Wyplosz, ekonomista Graduate Institute w Genewie.