Dwa lata temu polskie przedstawicielstwo Ebury, firmy oferującej rozliczanie transakcji walutowych, zaczynało z siedmioma pracownikami w niewielkim biurze w okolicach Okęcia. Dziś zatrudnia 48 osób i zajmuje prawie całe piętro nowiutkiego biurowca przy ul. Królewskiej.

— Do końca roku zwiększymy zatrudnienie do 60 osób. Mamy możliwość poszerzenia biura — mówi Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska. W Polsce brytyjska spółka będzie miała 10 proc. całej europejskiej załogi. Dziś w Ebury w Europie pracuje 400 osób, a trwa rekrutacja na 100 stanowisk.
— Warszawa jest oknem na Europę Środkową i Wschodnią. Obsługujemy spółki naszych klientów głównie w Czechach, Rumunii, Chorwacji, Niemczech, Rosji, na Węgrzech i Ukrainie, a najdalej — w Brazylii i Tajlandii — mówi Jakub Makurat. Ebury Polska realizuje transakcje w 48 parach walutowych, w tym tak egzotycznych jak filipińskie peso czy rupia pakistańska. Dwa lata temu było to zaledwie 17 par.
Połowa płatności przypada na kraje europejskie, których w 2015 r. było 80 proc. Najwięcej pozaeuropejskich transakcji polskie firmy realizują z Chinami (40 proc.).
— Zidentyfikowaliśmy około 4 tys. polskich firm, które mają przedstawicielstwa, oddziały czy spółki za granicą. Kilkanaście z nich jest naszymi klientami. Firm, które eksportują i importują, jest około 35 tys. W 2-3 lata chcemy obsługiwać 10 proc. tego segmentu. Do końca roku dojdziemy do tysiąca firm — zapowiada Jakub Makurat. Przybywa firm z obrotami po kilkaset milionów złotych, a kilku klientów Ebury przekroczyło miliard złotych.
— Dla firm korzystających z rozliczeń i finansowania bankowego jesteśmy alternatywą. Oferujemy np. rozliczenia w walutach egzotycznych, zabezpieczenia na dłuższe terminy — nawet na pięć lat. Mamy też nowy produkt: finansowanie krótkoterminowe, trade finance, czyli kredyty w każdej walucie do kilku miesięcy. Nie zastępujemy i nie chcemy zastępować kredytów bankowych, ale jesteśmy dla firm, które szybko rosną, chcą wykorzystać okazję rynkową, gdy pojawia się nowy kontrakt. Dlatego zatrudniamy już nie tylko sprzedawców, ale też analityków. W całej Europie jest ich kilkunastu, w Polsce na razie dwie osoby — mówi Jakub Makurat.