Efekt poznamy za dwa tygodnie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-10-01 20:00

Realny wpływ niedzielnego korespondencyjnego starcia dwóch największych rywali na wynik wyborczy poznamy dopiero 15 października po godzinie 21.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Partyjne eventy miały zupełnie inną skalę frekwencyjną. Koalicja Obywatelska ściągnęła na warszawski Marsz Miliona Serca tłumy rzeczywiście rekordowe, nieważna jest liczbowa rozbieżność w ocenach służb bezpieczeństwa Warszawy oraz policji podporządkowanej rządowi. Prawo i Sprawiedliwość odpowiedziało skromnym frekwencyjnie, ale głośnym konwentyklem w katowickim Spodku, promieniującym do elektoratu w całym kraju za pośrednictwem partyjnej TVP. Sztaby nieprzypadkowo wybrały niedzielę 1 października, a nie dopiero ostatnią przed głosowaniem 8 października. Analizy fachowców wskazują, że efekt propagandowy i wizerunkowy zawsze ma naturalny bezwład i przesuwa się w czasie, zaznaczy się przed 15 października i oczywiście w samym dniu głosowania.

Podczas podobnego warszawskiego marszu 4 czerwca nie było jeszcze wiadomo, w jakiej konfiguracji wystartuje opozycja. Zapamiętałem wtedy tekturowy transparent „D’Hondt nie wybacza”. Rzeczywiście, stworzona w 1878 r. przez belgijskiego prawnika i matematyka Victora D’Hondta metoda przeliczania głosów w wyborach proporcjonalnych na mandaty arytmetycznie premiuje zjednoczonych. Wyszło jednak tak, że udziałowcy tzw. paktu senackiego idą do Sejmu trzema nurtami: KO, Nowa Lewica oraz Trzecia Droga, czyli spółka PSL z Polską 2050. Ma ona status koalicji, czyli musi zdobyć nie 5 proc., lecz 8 proc. głosów ważnych i przeżywa nerwówkę, bo sondaże falują – raz wychodzą około 10 proc., a za chwilę szokująco spadają do 7,5 proc. Dlatego współliderzy - Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia w niedzielę nie popłynęli z masami KO oraz Nowej Lewicy, lecz ciułali punkty samodzielnie. Pozostałe dwa grające na własny rachunek komitety to Konfederacja oraz partia Bezpartyjni Samorządowcy, która na 5 proc. głosów i wejście do Sejmu szans nie ma, ale na 3 proc. i stałą subwencję budżetową – jak najbardziej. W każdym razie wyniki sondaży tuż przed 1 października były stabilne – złotym medalistą wyścigu do Sejmu naturalnie będzie PiS, ale bez szans na samodzielną większość bezwzględną przynajmniej 231 mandatów (w latach 2015 i 2019 wyszło po 235). W zależności od falowania sondaży liczba posłów PiS wychodzi w przedziale 200-215, czyli do większości zabraknie przynajmniej 15-30.

Zwracam uwagę na jeszcze jeden niedzielny wątek ciułania głosów. Prezydent Andrzej Duda wraz z ministrem Piotrem Glińskim przypomnieli sobie, że głosuje także Polonia. Głosy wrzucane do urn za granicą – zarówno przez emigrację, jak też Polaków będących w podróży – wliczane są do okręgów właściwych dla Warszawy Śródmieścia. Do Sejmu to ogólnowarszawski okręg nr 19, natomiast do Senatu – obejmujący cztery dzielnice okręg nr 44. W skali sejmowej wobec 1,4 mln stołecznych głosów udział zagranicy przekraczający 0,3 mln się rozmywa, ale w okręgu senackim, gdzie łącznie głosuje niecałe 0,6 mln osób, zagranica stanowi… ponad połowę! W bilansie z całego świata cztery lata temu znaczną przewagę miała KO, zaś w 2020 r. wybory prezydenckie wyraźnie wygrał Rafał Trzaskowski. Są jednak oazy PiS, np. stare przykościelne obwody polonijnego głosowania w Chicago czy Nowym Jorku. Właśnie tam, czyli wśród przekonanych swojaków, postanowił zdobywać głosy nowy warszawski lider partyjny Piotr Gliński, obsadzony jako produkt zastępczy PiS w miejsce Jarosława Kaczyńskiego. W dotkniętym nagłą powodzią Nowym Jorku ministra wsparł Andrzej Duda, który na jeden dzień pofrunął na 86. Paradę Pułaskiego rządową taksówką powietrzną Gulfstream G550. Dla efektu wyborczego w stołecznych okręgach kosztowna wycieczka nie będzie miała jakiegokolwiek znaczenia, ale kto bogatemu zabroni.