Trwający od 2011 r. spór o budowę stadionu miejskiego w Białymstoku zakończył się prawomocnym wyrokiem. Francuska grupa budowlana Eiffage ma zapłacić miastu 101 mln zł plus odsetki.
— To ogromna radość, gdy spór kończy się tak szczęśliwie. Mamy piękny stadion, który pomimo początkowych kłopotów powstał i może służyć mieszkańcom. Dziś zaczynamy także odzyskiwanie 100 mln zł, które dla naszego budżetu są ogromną wsparciem. Ten wyrok może być także przestrogą dla firm, które dążą do wygrywania przetargów za wszelką, nawet najniższą, cenę po to, by później wymagać od samorządów zmiany zasad. Ta decyzja sądu pokazuje, że nie tędy droga — podkreśla Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.
— Wyrok jest prawomocny i podlega wykonaniu. Mój klient rozważy wniesienie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, ale nie jest to wyrok, który mógłby zachwiać działalnością grupy Eiffage w Polsce. Nie wpływa znacząco na sposób działania Eiffage w Polsce jak i inne prowadzone projekty, zdecydowanie większe od stadionu w Białymstoku, np. Centrum Handlowe Posnania za 600 mln zł — komentuje Krzysztof Rastawicki, adwokat Eiffage z kancelarii RMS Rastawicki Mianowski Sawicki.
Hiszpanie byli sporo drożsi
Wszystko zaczęło się w 2010 r. Eiffage wygrało wtedy przetarg na budowę stadionu, oferując jego wykonanie za 156,1 mln zł. W 2011 r. zeszło z budowy, tłumacząc to błędami w projekcie konstrukcji dachu. Równolegle miasto odstąpiło od kontraktu, powołując się na opóźnienia. Zażądało kary umownej w wysokości 10 proc. wartości kontraktu. Po odliczeniu wystawionych przez Eiffage faktur było to 13 mln zł. Eiffage natomiast pozwało miasto o 10-procentową karę umowną z tytułu nieuzasadnionego odstąpienia od umowy i za wykonane, ale niezapłacone, prace budowlane — łącznie o 33 mln zł. Sprawa trafiła do sądu jesienią 2011 r., ale od maja 2012 r. nie było żadnej rozprawy. Zaplanowano je dopiero na 11 i 12 czerwca 2014 r.
Tuż przed wznowieniem postępowania miasto rozszerzyło powództwo do 136,8 mln zł. Tłumaczyło to chęcią rozstrzygnięcia w jednym procesie kwestii kary umownej oraz o całkowitej wysokości odszkodowania. Dwuletnia przerwa w procesie była spowodowana oczekiwaniem na opinię biegłych z Politechniki Gdańskiej. Gdy ją wydali, zastrzeżenia firmy budowlanej określili jako „uzasadnione”, sporne elementy projektu jako zawierające „szereg wątpliwości”, a zasady pracy konstrukcji dachu jako „niejasne”.
— Ta opinia nie potwierdza wniosków Eiffage. W pewnym miejscu podaje jedynie w wątpliwość jedno z mniej istotnych rozwiązań projektu, ale w innym stwierdza jednoznacznie, że wątpliwości te nie mogły być powodem zejścia z budowy. W sprawie kwestionowanego rozwiązania złożyliśmy w sądzie swoje wyjaśnienie i wniosek o kontrekspertyzę. Istotny jest fakt, że w momencie zejścia z budowy Eiffage miało już bardzo poważne opóźnienia w realizacji części elementów żelbetowych i nawet nie rozpoczęło prac związanych z konstrukcją stalową dachu. Nie mniej ważne w całej historii jest to, że Eiffage złożyło ofertę na budowę stadionu znacznie niższą niż kosztorysy projektanta i zamawiającego. W tej sytuacji nie było raczej możliwości, aby budowę zrealizować bez strat. To, co dzieje się teraz, jest klasycznym przykładem sytuacji, w której problemy są wynikiem złożenia zbyt niskiej oferty w przetargu na prace budowlane — tłumaczył wtedy w „PB” Marek Kuryłowicz z pracowni architektonicznej Kuryłowicz & Associates, która projektowała obiekt.
Jego słowa o zaniżeniu ceny przez Eiffage pośrednio potwierdził kontrakt miasta z hiszpańską grupą budowlaną Obrascon Huarte Lain, która w 2012 r. zgodziła się dokończyć budowę za 250 mln zł.
W styczniu było taniej
Wyrok pierwszej instancji w sporze Białegostoku z Eiffage zapadał w styczniu 2015 r. Sąd okręgowy zobowiązał Eiffage do zapłacenia miastu 37 mln zł z odsetkami. Apelacje złożyły Eiffage i miasto. © Ⓟ