Ekonomiczna odwilż na Kubie

PAP, DI
opublikowano: 30-05-2013, 12:41

Kuba pod rządami Raula Castro stopniowo się zmienia. Młodszy brat wodza rewolucji, Fidela, wprowadził ograniczone reformy ekonomiczne, poszerzając znacznie sektor prywatny. Kubańczycy nieco lepiej oceniają teraz szanse poprawy swej sytuacji materialnej.

Wyrazem liberalizacji kubańskiego reżimu jest także polityka wobec dysydentów. W styczniu rząd uchwalił reformę imigracyjną, zezwalając również im na wyjazdy z kraju. Oprócz blogerki Yoani Sanchez, która odwiedziła niedawno Polskę, wyjechał także m.in. Manuel Cuesta Morua. Castro zwolnił wcześniej wszystkich 75 dysydentów uwięzionych w 2003 r.

Rządzący jako prezydent od 2008 r. Raul Castro próbuje "drogi chińskiej" - reform rynkowych w gospodarce, ale bez liberalizacji systemu politycznego. Pod koniec 2010 r. rząd zaczął wydawać licencje na zakładanie prywatnych firm. Oddał także ok. 2000 małych przedsiębiorstw w ręce ich pracowników, którzy mają tworzyć z nich spółdzielnie. Obecnie sektor prywatny zatrudnia już około 400 000 pracowników, a razem z rolnikami dzierżawiącymi ziemię od państwa, liczy ich sobie 1,1 miliona.

Jest to raptem ponad jedna piąta całej siły roboczej na Kubie, gdzie przeszło 4 miliony ludzi wciąż zatrudnia państwo. Cała populacja wyspy to 11,2 miliona. Zdaniem obserwatorów reżim próbuje kubańskiego "NEP"-u, aby znaleźć pracę dla ponad 350 000 ludzi zwolnionych od 2010 roku z niewydajnego i nadmiernie rozbudowanego sektora państwowego.

W maju zezwolono także na prywatny import artykułów gospodarstwa domowego z zagranicy, zakazany w 2005 r. A kilka dni temu rząd ogłosił udostępnienie łączności internetowej w 118 "cyber-salonach" w kraju. Dotychczas dostęp do internetu - ocenzurowanego - mieli niemal wyłącznie pracownicy niektórych firm i goście hoteli dla turystów zagranicznych. Liberalizacja ośmiela dysydentów - Yoani Sanchez, która w czwartek wraca do kraju, zapowiedziała założenie niezależnej gazety internetowej.

Kubańscy kapitaliści - którzy w tym roku maszerowali w pochodzie 1-majowym - to dziś przeważnie właściciele taksówek, restauracji, pensjonatów, małych sklepów i warsztatów usługowych. Przedsiębiorcy skarżą się, że podlegają licznym restrykcjom. Ekonomiści krytykują brak niezależnego rynku hurtowego, z którego firmy mogłyby kupować towary. Wciąż obowiązuje podwójny system walutowy - peso, którym wypłaca się pensje pracownikom sektora państwowego i peso wymienialne na dolary. Powiększa to nierówności społeczne.

Ocenia się jednak, że reformy rynkowe, których komunistyczny reżim w Hawanie próbował już w przeszłości, ale niekonsekwentnie, tym razem są głębsze i stwarzają nadzieję na prawdziwą ewolucję systemu. Według sondażu amerykańskiego International Republican Institute przeprowadzonego w lutym, Kubańczycy optymistyczniej patrzą w przyszłość. Pytani, jak będzie się przedstawiać sytuacja ich rodzin w ciągu najbliższego roku, 45 procent odpowiedziało, że się polepszy, a 35 procent - że pozostanie taka sama. Rok wcześniej tylko 27 procent spodziewało się poprawy.

Słabnącą gospodarkę Kuby uratował lewicowo-populistyczny prezydent Wenezueli, zmarły w marcu Hugo Chavez. Od początku minionej dekady reżim w Hawanie otrzymuje dziennie ponad 100 000 baryłek ropy naftowej po zniżkowej cenie. W zamian, wysyła do Wenezueli 30-50 tysięcy lekarzy, nauczycieli, trenerów sportowych i instruktorów sztuki, którzy pracują tam w slumsach. Kuba pomaga też Wenezueli w szkoleniu wojska i służb bezpieczeństwa, w czym ma długoletnie doświadczenie.

Śmierć Chaveza może jednak rozluźnić te sojusznicze więzi. Jego następca, Nicolas Maduro, uchodzi wprawdzie za lojalnego przyjaciela Kuby - państwowy dziennik "Granma" nazwał go "naszym człowiekiem w Caracas" - ale ma bez porównania słabszą pozycję niż charyzmatyczny przywódca "rewolucji boliwariańskiej". Może to - zdaniem ekspertów - sprawić, że ulegnie naciskom, żeby pomoc dla Kuby, niepopularną w Wenezueli, zmniejszyć. Opowiada się za tym podobno rywal Maduro w walce o władzę, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, Diosdado Cabello.

Zmiany na Kubie prawdopodobnie zwiększą też presję w USA na rzecz zniesienia 50-letniego embarga na reżim Castro. Jest ono utrzymywane dzięki sile kubańskiego lobby na Florydzie, w jednym z najważniejszych, "swingujących" stanów w wyborach. Młode pokolenie amerykańskich Kubańczyków odnosi się jednak coraz bardziej krytycznie do embarga. Jak się powszechnie uważa, pomaga ono tylko reżimowi obwiniać "jankeski imperializm" za niedole społeczeństwa.

Z Nowego Jorku Tomasz Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Ekonomiczna odwilż na Kubie