Sytuacji gospodarczej w Polsce i perspektywom na przyszłość poświęcone było wtorkowe spotkanie, zorganizowane przez katowicką lożę Business Centre Club. Wzięli w nim udział prof. Dariusz Filar z Rady Polityki Pieniężnej oraz główny ekonomista Banku Zachodniego WBK, Maciej Reluga.
Ekonomiści byli zgodni, że choć obecne spadki na polskiej giełdzie to ruchy krótkoterminowe, związane z pewnym "impulsem psychologicznym", jednak sytuacja w amerykańskiej gospodarce w perspektywie przełoży się także na sytuację w Polsce.
"Z bardzo dużym spokojem patrzę na rok 2008, natomiast z mniejszym na 2009. To wynika właśnie z tego, co się dzieje w świecie, bo jeżeli wyraźnie spowolni, lub co gorsza wejdzie w recesję, gospodarka amerykańska i jeżeli to z pewnym opóźnieniem przeniesie się na gospodarkę europejską, w tym bardzo ważny dla nas eksportowo rynek niemiecki, to wówczas echa tego spowolnienia mogą dotrzeć także do nas" - ocenił prof. Filar.
Podobnego zdania jest Maciej Reluga. "Same spadki na giełdzie efektu makroekonomicznego na gospodarkę nie wywrą, jednak jeśli będziemy mieli do czynienia z głęboką recesją w USA, to nie pozostanie to bez wpływu - z opóźnieniem kilku kwartałów - na gospodarkę w strefie euro, w szczególności w Niemczech, które są dla nas najważniejsze" - ocenił.
Jego zdaniem, jeżeli towarzyszyłoby temu umocnienie złotego, "wówczas scenariusz gospodarczy dla Polski na rok 2009 robi się mniej wesoły", a to - jak podkreślał - w żadnym wypadku nie oznacza recesji, ale wzrost PKB "w okolicach ponad 4 proc.", wobec oczekiwanych w tym roku 5,5 proc. i ok. 6,5 proc. w 2007 r.
Według prof. Filara, pewnym zabezpieczeniem, mogącym podtrzymywać dynamikę polskiej gospodarki, są konsumowane przez Polskę środki unijne, napędzające inwestycje. Zaznaczył, że choć odnośnie wielkości wzrostu gospodarczego w przyszłym roku jest "mniejsze poczucie pewności", to ewentualne przełożenie sytuacji w gospodarce światowej na polską, będzie widoczne dopiero za kilka kwartałów.
Pytany o optymistyczne opinie części ekonomistów, którzy prognozują w kolejnych latach stały wzrost PKB w Polsce rzędu co najmniej 5 proc. rocznie, prof. Filar uznał, że "jest to prognoza niepozbawiona podstaw", bo zbudowana na przekonaniu o silnym popycie wewnętrznym w Polsce, wzroście zamożności i siły nabywczej społeczeństwa, rozpędzających się inwestycjach oraz tym, że do Polski napływają olbrzymie unijne środki.
Zdaniem prof. Filara, na głębokość ostatnich spadków na polskiej giełdzie wpłynął m.in. fakt, że w połowie ubiegłego roku "do funduszy inwestycyjnych w Polsce przyszła bardzo duża grupa nowych nabywców jednostek uczestnictwa, którzy mieli stosunkowo małe doświadczenie w obcowaniu z giełdą".
"Na nich ten psychologiczny impuls może działać szczególnie silnie. Natomiast ma to, na szczęście, jak do tej pory, bardzo ograniczony związek z realiami polskiej gospodarki (...). Polska gospodarka jest obecnie w dobrej kondycji i ma przed sobą co najmniej kilka kwartałów spokojnego funkcjonowania" - ocenił, podkreślając też stabilność polskiej waluty w długiej perspektywie.
Także Maciej Reluga podkreślał, że sytuacja na giełdzie, to raczej korekta, niż bessa, choć przyznał, że "skala spadków w Polsce jest z pewnością niepokojąca". Tłumaczył to jednak jako "efekt bardziej psychologiczny i odzwierciedlenie sytuacji na wszystkich giełdach światowych, niż odzwierciedlenie tego, co się dzieje w polskiej gospodarce".
"Mówi się, że giełda jest barometrem gospodarki, ale tym razem nie wydaje się, aby było to trafne stwierdzenie. Oczywiście, mamy pewne spowolnienie w polskiej gospodarce, ale to spowolnienie będzie delikatne i myślę, że fundamenty polskiej gospodarki wciąż, w dłuższej perspektywie, polską giełdę będą wspierały. Dzisiejsze spadki uznawałbym wciąż jako korektę - wprawdzie bardzo głęboką, ale korektę, a nie początek gwałtownej bessy" - powiedział główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Zdaniem Relugi, nawet jeżeli fundusze inwestycyjne krótkookresowo stracą na spadkach, nie wpłynie to na ich rentowność w dłuższej perspektywie, w której giełdy w krajach rozwiniętych przynoszą średnio 8-10 proc. zwrotu. "Ponieważ Polska jest krajem rozwijającym się, ta premia może być jeszcze większa. Ostatnie ruchy na giełdzie nic tu nie zmieniają" - mówił.
Pytany o możliwy wpływ tej sytuacji na rynek kredytów, Reluga ocenił, że mogą wzrosnąć raty kredytów zaciąganych we frankach szwajcarskich, ponieważ - jak mówił - w sytuacji wycofywania się światowych inwestorów z ryzykownych instrumentów finansowych, popyt na franka szwajcarskiego wzrośnie, a to zwiastuje zmianę kursu.
"Zamieszanie na rynkach światowych oznacza w krótkoterminowej perspektywie, że w najbliższym czasie raty kredytów we frankach szwajcarskich będą trochę droższe, dlatego, że frank szwajcarski umocnił się na rynkach światowych - nie tylko do złotego, ale również do euro. A ponieważ złoty w ostatnich dniach stracił nawet kilka groszy do euro, więc osłabienie do franka jest jeszcze bardziej widoczne" - uważa Reluga. (PAP)