Siedem lat — już tyle czasu Marek Burzyński, były przedsiębiorca, walczy w sądzie z Bankiem BPH o 3 mln zł. Pieniądze mają być rekompensatą za błąd pracownika placówki w Żarach. Powód twierdzi, że przez tę pomyłkę zbankrutowała firma, której był wspólnikiem, a jego życie prywatne legło w gruzach. KRS wpisał go na listę dłużników na wniosek fiskusa za niezapłacone podatki, komornik zlicytował majątek i wciąż windykuje liczne długi. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok, w którym stwierdził błąd banku, ale nie dostrzegł podstaw do wypłaty roszczenia. Sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, który 1 marca uchylił zaskarżony przez powoda wyrok pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Błąd
Zaczęło się od konfliktu wspólników. 12 lipca 2012 r. Marek Burzyński, właściciel 20 proc. udziałów w spółce cywilnej MKM, wydawcy regionalnej gazety, był na urlopie za granicą. Oddział banku BPH, w którym spółka prowadziła rachunek, odwiedziły jego wspólniczki — Monika Rabe-Prokopczyk (65 proc. udziałów w spółce) i Anna Rabe (15 proc.). Bez wiedzy i zgody Marka Burzyńskiego, po okazaniu umowy spółki i złożeniu oświadczenia, zmieniły kartę wzoru podpisów, odcinając go od konta firmowego. Od tego dnia dostęp do niego miała wyłącznie Monika Rabe-Prokopczyk.
Wspólniczki obsługiwała dyrektorka oddziału, zatrudniona w banku w latach 2003-16 (doradca klienta biznesowego, który opiekował się m.in. spółką MKM, nie pracował tego dnia). Zanim dokonała zmiany, skonsultowała się z prawnikiem banku.
W ciągu kilku kolejnych miesięcy z konta firmowego wypłacono około 5 mln zł — regulowano zobowiązania spółki, w tym wobec ZUS-u, urzędu skarbowego i kontrahentów. Pieniądze gromadzono na rachunku od 2001 r., czyli od momentu zawiązania spółki. Marek Burzyński na konto spółki wpłacił łącznie około 700 tys. zł prywatnych pieniędzy. Co ważne, umowę z bankiem o prowadzenie rachunku firmowego podpisali on i Monika Rabe-Prokopczyk. Anna Rabe do spółki dołączyła później. W listopadzie 2012 r. Marek Burzyński pozwał Bank BPH. Wcześniej, jak twierdzi, wielokrotnie próbował wyjaśnić z bankiem, dlaczego odciął mu dostęp do firmowego konta za jego plecami. W grudniu 2012 r. wspólniczki powoda wypowiedziały umowę spółki cywilnej, a następnie bank umowę rachunku, ze skutkiem na 12 stycznia 2013 r. 4 listopada 2016 r. Alior przejął wydzieloną część biznesu BPH (bez kredytów hipotecznych). Tym samym przejął on wszelkie zobowiązania wynikające z zawartych przez BPH umów dotyczących rachunków. Marek Burzyński wniósł o solidarne pociągnięcie do odpowiedzialności, czyli wypłatę 3 mln zł roszczenia, obu instytucji.
Wyrok
W październiku 2017 r. Sąd Okręgowy w Warszawie jednoznacznie stwierdził, że działanie banku było nieprawidłowe — sprzeczne zarówno z przepisami Kodeksu cywilnego (art. 865), jak i prawem bankowym (art. 50). Bank nie miał prawa zmienić karty wzoru podpisu bez uchwały zarządu spółki. Sąd uznał, że w grę wchodzi odpowiedzialność kontraktowa (nienależyte wykonanie zobowiązania, za które nie ponosi się odpowiedzialności), a nie deliktowa (odpowiedzialność za czyn niedozwolony), i orzekł, że zadośćuczynienie się nie należy, bo powód nie udowodnił szkody. „Wprawdzie poniósł jakąś tam szkodę, podał jakieś cyferki, z których absolutnie nic nie wynika. Pieniądze na koncie były firmowe, a nie prywatne” — powiedział sędzia, uzasadniając wyrok. Nie dopuścił dowodu z opinii biegłego, który mógłby zweryfikować wysokość roszczenia, oddalił wniosek o dopuszczenie dowodu z zeznań dyrektorki placówki BPH, a także przemilczał wniosek o dopuszczenie dowodów z dokumentów znajdujących się w aktach postępowania karnego przeciwko wspólniczkom, oskarżonym m.in. z art. 286 § 1. Kk (doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem). Sprawę prowadzi Sąd Okręgowy w Zielonej Górze. 11 kwietnia zaplanowano rozprawę. Monika Rabe-Prokopczyk i Anna Rabe są obecnie właścicielkami spółki cywilnej Regionalna. Nie odpowiadają na nasze telefony i mejle.
Apel
26 lutego Marek Burzyński o swojej sprawie poinformował Ministerstwo Finansów. Pismo skierowane do szefowej resortu Teresy Czerwińskiej, trafiło też do resortu sprawiedliwości, Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Były przedsiębiorca liczy na uszczelnienie przepisów prawa bankowego w zakresie karty wzoru podpisów osób uprawnionych do rachunku firmowego, a także egzaminowania menedżerów bankowych przez nadzorcę przed dopuszczeniem ich do pracy.
OKIEM EKSPERTA
Błąd człowieka
MARIUSZ GRENDOWICZ, były prezes BRE Banku
Zasady kto, i w jakim zakresie może reprezentować firmę określa się w umowie spółki. Warto dodać, że zasady reprezentacji mogą ulegać zmianie. Pracownicy banku są zobowiązani do przestrzegania tych zasad — oczywiście pod warunkiem, że bank został o ewentualnej zmianie prawidłowo poinformowany. Jeśli pracownicy tego nie robią, popełniają błąd. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy do pomyłek w tym zakresie dochodzi często. Wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że banki, czyli instytucje zaufania publicznego, są nieomylne, jednak pracują w nich ludzie, którym zdarza się pomylić.