Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) wkrótce zmieni nazwę na Polską Agencję Inwestycji i Handlu. Będzie mieć trzy zadania: ściąganie i wspieranie inwestorów, rozwój eksportu oraz pełnienie roli think tanku w obu obszarach.

— Chcemy być najbardziej aktywną częścią PFR. Wielu menedżerów przyszło do administracji z biznesu, tak jak ja, i umówiliśmy się z wicepremierem Morawieckim, że przenosimy standardy. Dlatego biegamy za klientami — mówi Tomasz Pisula, od dwóch miesięcy prezes PAIIZ.
O to chodzi
Agencja ma najlepsze wyniki w regionie — przechodzi przez nią 20 proc. wszystkich zagranicznych projektów, które trafiają do Polski, a 60 proc. jej klientów inwestuje w Polsce ponownie.
— Obsługiwaliśmy niedawno inwestora z branży automotive, dostawcę tier 1 [części montowanych bezpośrednio w samochodach — red.], który rozważa otwarcie fabryki. Dostałem pismo, że przez sześć lat otworzył w różnych krajach siedem zakładów, ale pakiet, który dostał w Polsce, był najlepszy. Na 90 proc. zainwestuje u nas — uważa prezes PAIIZ. Z 50 dostawców tier 1 ponad 40 ma już zakłady w Polsce. Kolejne firmy z branży motoryzacyjnej agencja inwestycji chce ściągać m.in. z Wielkiej Brytanii. Nie chodzi jednak o prostą produkcję.
— Koncentrujemy się na zaawansowanych inwestycjach i stajemy na uszach, by do nas trafiły — wyjaśnia Tomasz Pisula. Jako przykład podaje LG Chem, Ryanaira czy GE i Lufthansę.
— Baterie litowo-jonowe LG Chem to serce rewolucji elektrycznej. Na uroczystym rozpoczęciu inwestycji byli wiceprezesi Daimlera, Audi, VW, JLR czy Renault. Zakład serwisowania GE i Lufthansy będzie obsługiwać dopiero budowane silniki odrzutowe, które są praktycznie bezgłośne, o poziomie hałasu 30 decybeli. Ryanair tworzy we Wrocławiu technologie, które będą przyszłością zarządzania flotami samolotowymi. Już dziś linia ma jeden z najwyższych wskaźników obłożenia bez overbookingu — wymienia prezes PAIIZ.
Wymiana pokoleniowa
Drugi filar działalności agencja dopiero buduje.
— We wspieraniu eksportu staramy się nadrobić zaległości od 1989 r., bo wiele przegapiliśmy. Mamy 53 wydziały promocji handlu i inwestycji (WPHI), które z racji nietrafionych decyzji kadrowych nie działały dobrze. Wyjątkami są m.in. Ukraina, Nowy Jork, Węgry czy Waszyngton — mówi szef PAIIZ. W Ministerstwie Rozwoju (MR) powstał zespół ds. likwidacji WPHI. Mają zniknąć w trzy lata, a ich mienie i kontakty trafią do PAIIZ. Sieć wydziałów jest najgęstsza w Europie Zachodniej, gdzie bariery wejścia dla eksporterów są nieduże.
— Zanim objąłem stanowisko w PAIIZ, przez pół roku pracowałem w MR. Odwołałem około 20 osób, w tym wieloletnich szefów placówek, którzy nie znali żadnego języka. Wprowadziliśmy nowe zasady rekrutacji, zgodnie z którymi nie trzeba już być pracownikiem ministerstwa. Dzięki temu zgłosili się młodzi ludzie z doświadczeniem z korporacji albo własnego biznesu, znajomością kilku języków obcych — mówi Tomasz Pisula. Równolegle agencja wchodzi tam, gdzie brakowało reprezentacji.
— Otworzyliśmy biura handlowe w Singapurze, Wietnamie i San Francisco, a do końca roku uruchomimy placówki w Teheranie i Nairobi. Zmieniliśmy też sposób działania biura w Szanghaju. Docelowo chcemy mieć sieć 70 placówek na świecie i przesunąć ciężar z Europy Zachodniej do Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Z badań Harvard Business Review wynika, że wejście na zagraniczny rynek zajmuje firmom około dwóch lat, a jeśli skorzystają z pomocy wyspecjalizowanego agenta — sześć miesięcy. Rolą PAIIZ jest stworzenie takich przedstawicielstw — mówi Tomasz Pisula.
Zaawansowane produkty
Jego zdaniem, dotychczas rząd zbyt mocno koncentrował się na eksporcie nieprzetworzonych towarów. — To głównie płody rolne: jabłka, mleko i mięso. To prawda, że kilka polskich firm eksportuje do Włoch sery, które są czterokrotnie tańsze niż lokalne, wygryzając Włochów z ich własnego rynku, ale to ewenement. Chciałbym, żeby rolnicy sprzedawali jak najwięcej, ale nie świeżych jabłek, tylko np. liofilizowanych. Dziś Niemcy kupują od nas owoce za bezcen, liofilizują je i sprzedają nam z dużą marżą jako wsady do jogurtów — wyjaśnia prezes PAIIZ. Zapowiada też budowę części analitycznej agencji.
— Wiemy dużo o gospodarkach, polskim i zagranicznym biznesie, mamy relacje z firmami na poziomie konsultingowej Wielkiej Czwórki. Chcemy zebrać tę wiedzę, a potem dzielić się nią za darmo lub komercyjnie — mówi Tomasz Pisula. Na razie PAIIZ ma na przyszły rok obiecany budżet na poziomie 45,5 mln zł, trzykrotnie wyższy niż w 2016 r.