Umowa nakłada 10 proc. „podatek” na depozyty znajdujące się w cypryjskich bankach jeszcze przed ich otwarciem w tym tygodniu, co przez krytyków zostało uznane za niesprawiedliwe.
El-Erian również uważa, że jest to niesprawiedliwe.
„Decyzja o włączeniu wszystkich depozytów, nie tylko tych o znacznej wielkości, oznacza ukaranie całej populacji, władze optowały za regresywnym podejściem, które również podważa tradycyjna konstrukcję ubezpieczeń depozytów na świecie”, wskazuje.
Zdaniem El-Eriana, Unia Europejska miała jednak cztery ważne powody, by podjąć tak bezprecedensową decyzję.
Po pierwsze, wskazuje problem, który częściowo wynika z ogromnego systemu bankowego na Cyprze względem PKB, co oznacza, że winni są sami depozytariusze.
„Powierzanie funduszy cypryjskim instytucjom, depozytariusze (a szczególnie zagraniczni depozytariusze) nieumyślnie zafundowali przerost systemu bankowego, zarówno w kraju jak i za granicą”, zauważa.
Po drugie, spory udział ma tzw. „kwestia rosyjska” w umowie cypryjskiej. Ponieważ Cypr postrzegany jako raj podatkowy dla rosyjskich oligarchów o mafijnych powiązaniach, wielu obawia się, że to posunięcie może ich rozzłościć.
El-Erian uważa jednak, że to dobrze: „Zabijając raz na zawsze przekonanie, że Cypr jest bezpiecznym, zagranicznym rajem podatkowym, ściągnięcie podatków ograniczy w przyszłości napływ funduszy wątpliwego pochodzenia”.
Trzecim powodem "strzyżenia" depozytów wg El-Eriana jest fakt, że alternatywy wydają się gorsze. Ktoś musiał stracił na tej umowie.
W końcu, jest to alarm dla inwestorów, którzy myśleli, że Europejski Bank Centralny wszystko naprawi tak jak zapowiedział to w lipcu, iż „uczyni wszystko co trzeba, by uratować euro”.
