Samochód to świetna metafora chmury obliczeniowej. Centrum danych przypomina silnik, wirtualizacja — resory chroniące pojazd na wyboistej drodze, serwery — bagażnik, w którym przewozi się cenne rzeczy. Są też biegi, dzięki którym można zwalniać i przyspieszać bez szarpania i skoków: raz aplikacji i mocy obliczeniowej wystarczy dla jednego użytkownika, innymrazem zasoby rozszerzają się, by obsłużyć tysiące zleceń. Tę elastyczność określa się skalowalnością chmury. Korzysta z niej 61 proc. spółek — wynika z badań RightScale Survey.
— Wśród beneficjentów usługowego modelu IT nie brakuje firm średnich i małych. Stosują go, aby podnieść produktywność w przypadku wzrostu zamówień lub obniżyć koszty, gdy ubywa im klientów i pracy — informuje Marek Kobielski, prezes Dimension Data Polska.
Inną zaletę chmury wskazuje Kamil Kubiczek, partner w polskim oddziale Microsoftu: decydenci z MŚP zazwyczaj myślą o technologii, gdy pojawiają się problemy. Wdrożenia chmurowezaś są szybsze, łatwiejsze i tańsze niż te w formule stacjonarnej, polegającej na kupowaniu oprogramowania i sprzętu.
— Uproszczony proces wdrażania, skalowalność i elastyczne plany subskrypcji, a także dostępność na urządzeniach mobilnych, co zapewnia dodatkową wygodę podczas pracy w terenie… Tego wszystkiego od IT oczekują biznesowe maluchy i średniacy, dlatego coraz częściej przedkładają „używać” nad „mieć” — mówi Kamil Kubiczek.
Chmura usprawnia też integrację procesów i rozproszonych systemów, a właśnie z tym sobie nie radzi 54 proc. firm ankietowanych przez Nucleus Research