Elektrim po 12 złotych

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-11-03 00:00

Minęło niemal 10 miesięcy, odkąd król spekulantów zniknął z giełdy. Ale handel akcjami wciąż trwa w najlepsze.

Kupię Elektrim! Każdą ilość! Mój numer telefonu to…". "Kupię Elektrim. Oferuje cenę z wezwania, jedynie osoby naprawdę zainteresowane wyjściem z inwestycji w tę spółkę proszę o kontakt na e-mail". "Kupię akcje Elektrimu — duży pakiet, po 10 za akcję". "Sprzedam Elektrim, 3 tys. sztuk i około 5 tysięcy sztuk — dwie inne osoby sprzedające i rachunki. Proszę o oferty", "Sprzedam tysiąc szt. Elektrimu. Cena 30 zł/szt.". "Za 30 złotych? To ja ci sprzedam!".

Takich propozycji, opinii i odpowiedzi na forach internetowych wiszą dziesiątki. Czy to oznacza, że handel akcjami cesarza notowań wciąż trwa? Początkowo nie dałem wiary. Gdy jednak umówiłem się na sprzedaż dwóch tysięcy akcji z Grzegorzem z Krakowa (tu nazwisk używa się tylko na umowie), uwierzyłem. Cena — 12 złotych za jeden walor.

Fala po wezwaniu

10 stycznia 2008 r., ostatniego dnia notowań, akcje ulubionej spółki spekulantów potaniały o 12,88 proc., do 6,01 zł. Kto wtedy kupował Elektrim, mógł zarobić już na samym wezwaniu PAI Media, większościowego akcjonariusza. Przyjmowanie zapisów trwało od 11 grudnia 2007 r. do 10 stycznia 2008 r. po cenie 7,82 zł za akcję. Ostatni dzień skupu i ostatni dzień notowań Elektrimu się zazębiały.

Oczywiście taki manewr mógł dotyczyć jedynie niewielkiej liczby akcjonariuszy, tych, którzy nie mieli akcji wcześniej i nie kupowali ich drożej.

Reszta? Albo oddała ze stratą, albo nie wiedziała o wezwaniu, albo zaryzykowała i zatrzymała walory w nadziei, że holding wkrótce na warszawski parkiet wróci. Skutek? Wielu akcjonariuszy "Elka" nie sprzedało akcji w wezwaniu ogłoszonym przez Zygmunta Solorza. W ich rękach pozostaje wciąż 13 mln walorów.

Tyle tytułem wyjaśnienia kontekstu.

Ta historia zaczyna się 11 stycznia tego roku. Wtedy ruszyła pierwsza fala pozagiełdowego handlu akcjami Elektrimu. Kupowali ci, którzy wierzą w spółkę kontrolowaną przez Zygmunta Solorza, od tych, którzy nie załapali się na wezwanie PAI Media. Bo nie wiedzieli. Nie używają internetu. Nie wierzą w holding. Bo zapomnieli. Kto mógł, kupował wtedy od emerytów czy od studentów po kilkadziesiąt, kilkaset akcji. Płacił 8 złotych za walor. Umów oczywiście nie spisywano na dachach samochodów, słupach, na stacjach benzynowych, lecz w domach maklerskich.

Wiosną sprzedać i kupić Elektrim było zresztą łatwo nie tylko tym, którzy mają internet i znajomych zaangażowanych od lat w spółkę. Wystarczyło zadzwonić do krakowskiego Domu Maklerskiego Penetrator, który przeprowadzał ostatnie wezwanie na akcje. Penetrator był swoistą platformą wymiany kontaktów między kupującymi i sprzedającymi. Maklerzy nie mieli, co prawda, żadnych list chętnych. Nie spisywali ich danych. Podawali jednak e-maile i telefony.

Zjawisko nasilało się zresztą w takim tempie, że szefowie Penetratora nieoficjalnie rozpuścili nawet wici w Komisji Nadzoru Finansowego, czy aby ta nie pozwoliłaby im stworzyć pozagiełdowej platformy do notowań akcji Elektrimu. Argumentując, że na tym rynku jest płynność i zmienność cen. KNF jednak kategorycznie odradziła podejmowania takich inicjatyw.

Dziś Penetrator nie pośredniczy już w handlu akcjami "Elka". Odsyła do zarządu Elektrimu. W Elektrimie także zaprzeczają, jakoby kupowali swoje walory.

Od Darka do Antoniego

Niemal 10 miesięcy od czasu, gdy król spekulantów zniknął z giełdy, handel jednak wciąż trwa, choć żeby znaleźć kupca, trzeba się więcej natrudzić niż na początku roku. Sprzedającego po niskiej cenie też trudno namierzyć. Z czasem zapominalskich frajerów, co puszczą akcje za 8 złotych, jest coraz mniej.

Wymyśliłem sobie, że mam 6,3 tys. akcji i chcę sprzedać z tego dwa tysiące, najmniej za 11 złotych. Rezultat?

Pierwszy telefon do kupca dostałem od Darka, znajomego, który zaryzykował i trzyma "Elka", podkreślając, że cena z wezwania PAI Media była skandalicznie niska, a sytuacja Elektrimu jest teraz o niebo lepsza niż w styczniu. Jest więc nadzieja na powrót wiosną na parkiet.

— Pamiętaj, żebyś się nie wyłożył. Musisz mieć dobry powód, dlaczego upychasz te akcje. Jeżeli ktoś nie sprzedał na i po wezwaniu, to dlaczego ma sprzedać teraz? Będą cię o to pytać, dlaczego jesteś jeleniem — śmieje się Darek.

Na co dzień kolekcjonuje wszystkie wypowiedzi zarządu Elektrimu, czyta doniesienia mediów, nieraz bardzo daleko powiązane ze sprawą. Wyciąga własne wnioski. Liczy, że Elektrim na pewno wróci na giełdę w przyszłym roku. I cena "na powrocie" nie będzie niższa niż 30 złotych za akcję.

— Wydawało się, że wszyscy, którzy przestali wierzyć w "Elka", się wysprzedali, ale ostatnio jakoś lepiej mi idzie kompletowanie pakietu. Chcę mieć 20 tys. akcji. Mam trzynaście — mówi Antoni z Bielska-Białej, ten ze skupujących, namierzony przez Darka. Za 12 złotych Antoni jednak nie chciał kupić. I nie spytał nawet o powody, dlaczego sprzedaję.

Inaczej przebiegła rozmowa z Grzegorzem, na którego dostałem namiar przez Janusza, który kupował jeszcze półtora miesiąca temu po 12,5 zł, ale teraz czeka. Janusza znalazłem w internecie.

Zapytał już na wstępie, po co chcę oddać papier. Zrozumiał jednak, jakby bez uwag, gdy usłyszał, że straciłem na giełdzie na ostatniej bessie i potrzebuję trochę kasy na życie. Pozwolił sobie w związku z tym nawet na małe podsumowanie.

— Kurde. Sporo ludzi ostatnio handluje tym papierem. Wykruszają się ci, co nie mają kasy. Mam jednego gościa w Olsztynie i jednego w Warszawie, którzy też chcą sprzedać część akcji po 12 złotych. Teraz pan. Ale oni mają po 100 tysięcy tego. Ten drugi to raczej kasę ma. Bo chce na wczasy. Swoją drogą 11 do 12 złotych to chyba jedyna akceptowalna dziś dla obu stron transakcji cena. Ale skoro pan jest ze Śląska [tak powiedziałem — przyp. red.], a ja z Krakowa, to mamy blisko, by spisać umowę cywilnoprawną. Nie będę musiał jechać przez pół Polski — wyłuszcza Grzegorz i podkreśla, że jest chętny na transakcję.

Bingo! Nie mam de facto żadnych akcji, więc powiedziałem, że jeszcze to przemyślę, może skombinuję skądś inną kasę, ewentualnie się odezwę. W końcu wierzę w Solo (tak elektrimomaniacy mówią o Zygmuncie Solorzu, kontrolującym holding).

Grzegorz, słysząc to, przytaknął. I rzucił:

— No, ja też dziwię się tym, co mówią, że inwestycja w te akcje to ruleta. n

Jeden z pierwszych

Elektrim powstał 16 listopada 1945 r. i działał początkowo jako centrala handlu zagranicznego pod nazwą Polskie Towarzystwo Handlu Zagranicznego dla Elektrotechniki Elektrim. 25 września 1991 r. minister skarbu zadecydował o jego prywatyzacji. W 1992 r. akcje spółki zadebiutowały na giełdzie. Elektrim był jedną z pierwszych firm, którym zadzwonił dzwonek na GPW. Przypomnijmy, pierwsza sesja giełdowa, na której notowano akcje pięciu spółek: Tonsilu, Próchnika, Krosna, Kabli i Exbudu, odbyła się 16 kwietnia 1991 r. Ostatnie notowanie Elektrimu na giełdzie miało miejsce 10 stycznia 2008 r.

Upadłość za długi

21 sierpnia 2007 r. Sąd Rejonowy w Warszawie wydał postanowienie o ogłoszeniu upadłości Elektrimu z możliwością zawarcia układu i ustanowił zarząd własny upadłej spółki nad jej majątkiem. Jednocześnie wyznaczył sędziego-komisarza Tomasza Solaka oraz nadzorcę sądowego Józefa Syskę.

Niebrzydowski wierzy

Największym inwestorem giełdowym, który oficjalnie mówi, że wierzy w Elektrim i jego powrót na giełdę, jest Maciej Niebrzydowski, który zarządza portfelem Elżbiety Sjöblom (ma ponad 5 proc. akcji Elektrimu). Przyznaje, że mama ma oferty odkupienia swojego pakietu. Jedną z kraju, drugą z zagranicy.

Największe aktywa

Działalność będącego w upadłości Elektrimu jest prowadzona w formie holdingu. Jego najcenniejsze aktywa to Praski Port, teren w centrum Warszawy, oraz Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. O PAK toczy się zresztą spór Elektrimu ze skarbem państwa. Aleksander Grad, minister skarbu państwa, chce znaleźć inwestora branżowego dla zespołu elektrowni. 46 proc. akcji PAK kontroluje Elektrim i ma prawo pierwokupu pozostałych akcji. Eksperci twierdzą, że najlepszym wyjściem byłoby znalezienie inwestora, na którego mogą się zgodzić obie strony. W innym razie może dojść do powtórki sytuacji z Eureko i PZU.

Rafał Kerger