Trwa przetarg na budowę krajowego systemu automatycznego poboru opłat, które będą pobierane od samochodów ciężarowych. Przewoźników nikt nie zapytał, czy chcemy wprowadzenia elektronicznego myta w Polsce. Rząd postanowił jak najszybciej wypełnić wytyczne dyrektywy unijnej, chociaż nie był zobowiązany terminami.
Bylibyśmy bardziej zadowoleni, gdyby najpierw wybudował autostrady. Wtedy z większym przekonaniem przyjęlibyśmy zapowiedź wprowadzenia myta — oczywiście opartego na rachunku ekonomicznym. Elektroniczny pobór musi opierać się na systemie tanim, aby nie zwiększać kosztów korzystania z infrastruktury drogowej. Najbardziej efektywny wydaje się hybrydowy, wykorzystujący bramki i elektroniczny przesył danych. Przykładem złego systemu zaś może być wprowadzony na Słowacji. Obyśmy nie powielili błędu sąsiadów.
Niepokoi nas informacja, że planuje się objęcie elektronicznym poborem myta całej sieci dróg szybkiego ruchu. Ale płacić mają tylko użytkownicy dużych pojazdów, z wyłączeniem aut dostawczych i osobowych. W ten sposób dociążymy wąską grupę użytkowników dróg, a wpływy finansowe i tak będą zbyt małe. Zamiar "skasowania" nas kwotą 2 zł za kilometr jest mocno niepokojący, a przy tym zadziwiający. W Niemczech za kilometr superautostrady płacimy 0,18 EUR. Porównując jakość dróg pytamy o ekonomiczne uzasadnienie stawek planowanych w Polsce.
Jan Buczek
prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce