Wrocławski szpital wyznaczył cenę emisyjną akcji na 7,6 zł. To bliżej górnej granicy widełek ustalonych na 7-8 zł. Taki poziom cenowy sugeruje, że w trakcie tworzenia księgi popytu medyczna spółka znalazła chętnych na swoje akcje wśród instytucji finansowych i nie obawia się o losy oferty. Jednak inwestorzy indywidualni powinni się zastanowić, czy przy takiej cenie emisyjnej mogą liczyć na zysk już w debiucie.
Wydaje się, że podyktowana cena nie jest atrakcyjna dla drobnych graczy liczących na szybki zarobek. Oferta niesie za sobą zbyt dużo czynników ryzyka, by oczekiwać godziwego przebicia w pierwszym dniu handlu. Nabywając akcje Instytutu Medycznego, inwestorzy kupują przede wszystkim jego przyszłość. Prognozy finansowe i dynamiczny rozwój spółki są oparte przede wszystkim na strategii przejęć placówek medycznych. Efektów takiej ścieżki rozwoju nie da się przewidzieć. Ponadto należy brać pod uwagę niewielkie doświadczenie firmy na polu akwizycji. Przejęcie Lubmedu to dobry znak, ale nie ma gwarancji, że kolejne przejęcia będą kończyć się sukcesem. Czynnikiem ryzyka jest też wysokie zadłużenie.
Kiepskie notowania giełdowego odpowiednika — Swissmedu — mogą odstraszyć drobnych graczy od udziału w emisji EMC. Jednak uplasowanie emisji dzięki inwestorom finansowym pomoże spółce uniknąć gwałtownych wahań kursu i przypięcia łatki waloru typowo spekulacyjnego. Będzie to jednak walor dla cierpliwych inwestorów, którzy liczą, że podwyższone ryzyko zaowocuje ponadprzeciętnymi zyskami w dłuższym terminie.
Co jest atutem EMC? Pozytywnie należy odebrać fakt, że spółka już ma zysk netto i ponosi znacznie niższe niż Swissmed nakłady inwestycyjne na budowę szpitala. Specjalnością spółki są unikalne produkty i szeroka oferta usług medycznych. Główną część przychodów stanowią wpływy z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Można odbierać to jako uzależnienie. Jednak w odróżnieniu od publicznej służby zdrowia współpraca na linii EMC-NFZ układa się bez zastrzeżeń. W efekcie daje to w miarę przewidywalne przychody.