Energetyka na rozdrożu

opublikowano: 28-02-2016, 22:00

Energetyka zmierza ku niskoemisyjności. Czy zatem ma sens budowa kolejnych bloków węglowych?

Na rynku energetycznym na świecie widać trzy główne tendencje: zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii (OZE), intensywny rozwój energetyki rozproszonej [polega na wytwarzaniu energii przez małe jednostki — przyp. red.] i inwestycje w efektywność energetyczną. — Kierunki te dodatkowo wzmocni porozumienie zawarte podczas ubiegłorocznego szczytu klimatycznego ONZ w Paryżu — uważa Marek Józefiak, koordynator programu Klimat i Energia w Polskiej Zielonej Sieci.

Do poprawki

Zainstalowane moce wytwórcze w Polsce to 38 GW, przy czym popyt przez 90 proc. roku wynosi mniej niż 23 GW, a w szczytach osiąga 25-26 GW.

— Trudno więc uzasadniać budowę kolejnych wielkich bloków energetycznych, nawet gdy się uwzględni wyłączenia starych obiektów w kolejnych latach i włączenie obecnie budowanych bloków. Zarządzanie popytem, odpowiednia koordynacja remontów bloków w szczycie letnim, inwestycje w sieci przesyłowe i wspieranie wytwarzania rozproszonego mogą przy mniejszych kosztach lepiej zabezpieczyć system przed blackoutem [rozległa awaria zasilania — przyp. red.] niż rozpoczynanie kolejnych wielkich inwestycji w bloki węglowe — twierdzi Robert Maj, analityk Haitong Bank.

Według Marka Józefiaka, miks energetyczny w Polsce będzie wymagał w nadchodzących latach gruntownej przebudowy, a energetyka nie może rozwijać się wbrew globalnym trendom.

— Do 2023 r. nasz kraj czeka wyłączenie co najmniej 5 GW przestarzałych mocy węglowych, które nie spełniają standardów określonych przez unijną dyrektywą o emisjach przemysłowych (IED). Spółki energetyczne niechętnie inwestują w nowe moce konwencjonalne, wiedząc, że nowe bloki mogą na siebie nigdy nie zarobić. Wystarczy przypomnieć, że gdyby nie presja polityczna, budowa nowych bloków w Opolu nigdy by się nie rozpoczęła — mówi Marek Józefiak.

Jego zdaniem, brakuje jasnej, odpowiadającej współczesnym wyzwaniom wizji rozwoju polskiej energetyki. Udział OZE w mikście energetycznym jest u nas wyraźnie niższy od średniej unijnej.

— Ogromną przeszkodą dla inwestycji w tym sektorze jest olbrzymia niepewność legislacyjna, która uderza w inwestorów. Jeżeli nie chcemy stać się skansenem energetycznym Europy, potrzebujemy zmian w tym zakresie i odpowiedzialnej polityki energetycznej państwa — przekonuje Marek Józefiak.

Przeciąć pępowinę

W ostatnich latach w Polsce rozpoczęto wiele inwestycji w moce wytwórcze. Największe to bloki w Opolu (1800 MW), Jaworznie (910 MW), Kozienicach (1 GW), które będą oddane do użytku między czwartym kwartałem 2017 r. a drugim kwartałem 2019 r. Według Roberta Maja w najbliższych latach trudno będzie odejść w polskiej energetyce od spalania węgla.

— Na koniec 2015 r. 83 proc. wytworzonej u nas energii pochodziło ze spalania węgla kamiennego i brunatnego. Tak wysoki udział tego surowca trudno zmienić nawet w ciągu najbliższej dekady. Niepokojące jest jednak to, że może dojść do zatrzymania rozwoju energii odnawialnej z wiatraków i braku wsparcia dla prosumentów w kolejnych latach, co byłoby wbrew trendom, które zaczynają przeważać w światowej energetyce — tłumaczy Robert Maj.

Te zielone trendy oddziałują jednak na polski rynek coraz mocniej, o czym świadczy m.in. decyzja francuskiego koncernu energetycznego Engie, który w lipcu 2015 r. zrezygnował z planów budowy elektrowni węglowej na Lubelszczyźnie. Uzasadniono to spadkiem rentowności i coraz większym ryzykiem związanym z inwestycjami w energetykę węglową w Europie.

Obiekt, przeciwko któremu protestowali mieszkańcy i organizacje pozarządowe, miał powstać w Starej Wsi koło Łęcznej w sąsiedztwie Poleskiego Parku Narodowego i Rezerwatu Biosfery Polesie Zachodnie. Jeszcze pod koniec 2014 r. koncern — wówczas działający pod nazwą GDF Suez — starał się o decyzję środowiskową, niezbędną dla realizacji wartej 3,5 mld zł inwestycji. Zgodnie z planami elektrownia o mocy 500 MW miała zacząć działać w 2020 r.

Konsekwencje przeobrażeń europejskiego rynku energii w kierunku niskoemisyjnym są dla spółek energetycznych wyjątkowo bolesne. W latach 2008-13 łączna wartość giełdowa największych podmiotów z tego sektora na naszym kontynencie (Engie, EDF, RWE, E.ON i Enel) spadła o 37 proc., czyli o około 100 mld euro, a agencja Moody’s obniżyła ratingi każdej z nich. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Polecane