LONDYN (Reuters) - W czwartek europejski dział koncernu Enron zajmującego się handlem energią zwrócił się o ochronę przed wierzycielami. Upadek koncernu może okazać się największym bankructwem w historii światowego rynku kapitałowego.
W środę z planów przejęcia Enronu wycofała się spółka Dynegy, a agencje ratingowe obniżyły ocenę wiarygodności długu jednego z największych graczy na rynku handlu energią poniżej poziomu inwestycyjnego.
Przez cały dzień banki próbowały ocenić koszty ewentualnego bankructwa koncernu, który kontrolował 20 procent rynku handlu energią w Europie i USA.
Kłopoty Enronu doprowadziły również do spadku kursu dolara, ponieważ inwestorzy zaczęli obawiać się, że kłopoty spółki mogą opóźnić proces ożywienia gospodarczego w USA.
Do opisania skali problemów, jakie mogą grozić światowym rynkom finansowym wielu analityków przywołuje przykład fundusz hedgingowego LTCM.
W 1998 roku fundusz, w którym zaangażowanych było wiele największych instytucji finansowych świata, znalazł się w poważnych tarapatach finansowych z powodu kryzysu w Azji i Rosji. Od bankructwa uratował go Bank Rezerwy Federalnej.
W czwartek PricewaterhouseCooper (PwC) objął rolę administratora w Enron Europe i podległych mu firmach.
"Decyzja jest wynikiem wczorajszej redukcji oceny kredytowej Enronu i jej wpływu na dalszą zdolność do prowadzenia handlu. Grupa Enron zbudowała bardzo skomplikowaną sieć spółek i proces ich przeanalizowania zajmie administratorom trochę czasu" - napisał w komunikacie PwC.
BEZ DYWIDENDY
W czwartek mieszący się w Huston Enron ujawnił, że nie będzie w stanie wypłacić posiadaczom jego akcji uprzywilejowanych zapowiadanej dywidendy.
W Europie kilka giełd ponownie uruchomiło handel za pomocą systemów elektronicznych spółki. London Clearing House poinformował, że będzie nadal rozliczał transakcje dokonywane przez Enron Metals.
Koncern uruchomił nowatorski system EnronOnline, który pozwalał na handel energią za pomocą internetu i zapewniał koncernowi 90 procent zysku. W środę operacje tego działu zostały wstrzymane.
UPADEK
Do niedawna Enron zajmował siódmą pozycje na liście 500 największych amerykańskich spółek magazynu Fortune. Jednak w środę akcje koncernu straciły na wartości 85 procent.
W czwartek potaniały o kolejne 30 procent i płacono za nie 40 centów.
Zbliżające się bankructwo Enronu wstrząsnęło całym światem finansowym. Inwestorzy pozbywali się akcji J.P. Morgan Chase, Citigroup i ABN Amro, którym jako głównym wierzycielom koncernu grożą poważne straty.
Japońskie fundusze Nikko Cordial i Japan Investment Trust Management ujawniły w czwartek, że są w posiadaniu obligacji koncernu o wartości kilkuset milionów dolarów.
Kłopoty Enronu zaczęły się zaledwie sześć tygodni temu, gdy koncern poinformował o 638 milionach dolarów straty w trzecim kwartale.
Równocześnie spółka ujawniła, że od 1997 roku zawyżyła wartość swoich zysków na łączną sumę blisko 600 milionów dolarów i ukrywała znaczną część swojego zadłużenia.
Jeszcze rok temu wartość rynkową koncernu oceniano na prawie 80 miliardów dolarów. W środę Enron wart był tylko 450 milionów dolarów.
Obecnie amerykańska Komisja Giełd i Papierów Wartościowych (SEC) bada sprawę transakcji dokonownych przez poprzednich szefów spółki, którzy stosując różne wybiegi finansowe próbowali ukryć rzeczywistą wartość zadłużenia Enronu.
Enron działa w ponad 40 krajach świata i zatrudnia łącznie 21.000 osób.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))