Epokowa zmiana za Odrą

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-03-05 20:00

Berlin zmienia kurs w polityce makroekonomicznej i chce stymulować gospodarkę. Idzie ożywienie. Rentowność obligacji zanotowała najwyższy jednodniowy wzrost od 1990 r.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Od 35 lat nie było takiego dnia, w którym długookresowe perspektywy Niemiec uległyby tak dużej zmianie jak w środę. Tak należy interpretować fakt, że rentowność niemieckich obligacji 10-letnich wzrosła o 0,3 pkt. proc., co było najwyższą jednodniową zmianą od początku marca 1990 r. Rentowności rosną wtedy, kiedy inwestorzy oczekują długookresowo wyższych stóp banku centralnego, co fundamentalnie oznacza, że oczekują też wyższego wzrostu gospodarczego i/lub wyższej inflacji.

W 1990 r. rynek reagował gwałtownie na zapowiedź wprowadzenia unii walutowej między RFN i NRD, co oznaczało większe wydatki budżetowe dla ówczesnego rządu w Bonn. Teraz rynek reaguje na zapowiedzi nowego kanclerza, że znacząco zwiększy on wydatki na obronę i infrastrukturę. Co więcej, Niemcy domagają się poluzowania reguł fiskalnych Unii Europejskiej, aby pozwolić wszystkim krajom na zwiększone wydatki obronne. To jest iście epokowa zmiana, ponieważ do tej pory Berlin blokował wszelkie tego typu ruchy.

Zmiany w Niemczech mają wymiar polityczny i ekonomiczny. Pod względem politycznym oznaczają, że Niemcy chcą przejąć inicjatywę w Unii Europejskiej i zacząć odgrywać rolę lidera – zadanie, którego należałoby oczekiwać od kraju odpowiadającego za ponad jedną piątą unijnego PKB. Przyszły prawdopodobny kanclerz Friedrich Merz będzie chciał pokazać, że Niemcy i cała Unia Europejska wezmą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo i podejmują wyzwanie rzucone przez Stany Zjednoczone, które chcą wycofać się z ochrony Europy (przynajmniej do pewnego stopnia).

Pod względem ekonomicznym większe wydatki pomogą zapewne gospodarce wyjść z wieloletniej stagnacji. To dlatego wraz ze wzrostem rentowności obligacji rosną ceny niemieckich akcji. Gdyby inwestorzy oczekiwali wyłącznie wyższej inflacji i większego ryzyka kredytowego związanego z wyższym długiem publicznym rentowności by rosły, ale ceny akcji by spadały. Tymczasem w środę niemiecki indeks giełdowy DAX zyskiwał 3,5 proc., a MDAX – indeks średnich spółek, bardziej wrażliwy na koniunkturę krajową – rósł aż o 6 proc.

W środę wielu ekonomistów mówiło, że zapowiedzi niemieckiego rządu to jest moment na miarę słynnych słów „whatever it takes” Mario Draghiego z 26. lipca 2012 r. Tamtego dnia prezes Europejskiego Banku Centralnego powiedział, że bank zrobi wszystko, co w jego mocy, by ochronić strefę euro przed rozpadem. To wtedy zakończyła się panika na rynkach długu w Hiszpanii i Włoch, de facto zakończył się europejski kryzys zadłużeniowy, a niedługo potem rozpoczęło wieloletnie ożywienie gospodarcze.

Natomiast warto też nieco powstrzymać lejce optymizmu. Obserwujemy pozytywne i historyczne zmiany, ale to nie jest tak, że jednego dnia perspektywy gospodarcze kraju odwracają się o 180 stopni.

Sytuacja teraz jest o tyle inna niż w czasie kryzysu w strefie euro, że Niemcy nie znajdują się w typowym kryzysie gospodarczym – cierpią na stagnację, ale bezrobocie im nie rośnie, a wiele największych korporacji w kraju radzi sobie bardzo dobrze. Główny problem Niemiec to fakt, że stagnacja trwa już od siedmiu lat, pomijając duże wahania PKB z okresu pandemii. Jest ona związana z tym, że model eksportowy Niemiec znajduje się pod presją z powodu deglobalizacji, a jednocześnie cykliczne wstrząsy są wyjątkowo silne. Luzowanie fiskalne pomoże niemieckim firmom i na pewno doprowadzi do ożywienia w PKB, ale modyfikacja modelu rozwoju zajmie wiele lat, nie wydarzy się w rok.

Dodatkowo trzeba pamiętać, że znajdujemy się w okresie dużych wahań na rynku związanych ze wstrząsami politycznymi. Jednego dnia świat ekscytuje się wojną celną i ryzykiem recesji, drugiego dnia ryzykiem geopolitycznym, trzeciego rosnącymi wydatkami obronnymi. W takich warunkach zmienność cen i rentowności też jest wyższa, więc z jednodniowych ruchów nie można wyciągać fundamentalnych wniosków.

Wniosek jest taki: w Niemczech następują pozytywne zmiany, idzie ożywienie gospodarcze, a Berlin pokazuje, że rozumie moment historyczny. Ale nie oczekujmy fajerwerków, ożywienie będzie stopniowe.

Możesz zainteresować się również: