Jest połowa 2012 r. — trzy miesiące temu rozpadła się strefa euro. Niemcy wróciły do marki, Francja do franka, a Grecja do drachmy. Wszystkie gospodarki europejskie pogrążone są w znacznie głębszej recesji niż ta z 2009 r. Polsce do zielonej wyspy tym razem daleko. Bezrobocie wzrosło o jedną trzecią, a na stacjach paliw benzyna kosztuje 8 zł…
To ciągle mało prawdopodobny scenariusz, ale coraz bardziej realny. Bank ING oszacował, jak duży koszt dla europejskich gospodarek przyniósłby rozpad strefy euro. Wniosek — to byłaby katastrofa.
— Euroland dotarł do miejsca, w którym albo coś zrobi, albo się rozpadnie. Choć utrzymanie strefy euro będzie państwo dużo kosztować, to jej rozpad miałby jeszcze gorsze konsekwencje — twierdzi Mark Cliffe, ekonomista ING Financial Markets Research. Bank prognozuje, że rozpad strefy euro doprowadziłby do załamania się rynków finansowych, a to spowodowałoby w 2012 r. spadek PKB dawnych państw Eurolandu o 8,9 proc. Nowe waluty natychmiast po ich wprowadzeniu czekałoby załamanie. Niemiecka marka zrównałaby się z dolarem i odrabiała stratę (czyli wracała do obecnej wyceny euro do dolara) przez pięć lat. Grecka drachma kosztowałaby zaledwie 0,21 dolara — jej wartość wynosiłaby więc zaledwie jedną siódmą tego co obecnie. Runęłyby też giełdy — główne indeksy europejskiej, straciłyby w rok średnio 35 proc.
W Polsce byłoby niewiele lepiej. Wzrost gospodarczy spadłby z 4 proc. w 2011 r. do -6,6 proc. w 2012 r. WIG20 spadłby przez rok o 45 proc. Złoty straciłby ponad połowę wartości — dolar kosztowałby 5,1 zł, a niemiecka marka 3 zł. Nasza waluta byłaby więc gorzej wyceniana nawet niż grecka. Tak drogie dewizy oznaczałyby silny wzrost kosztów benzyny i innych towarów importowanych. Słaby złoty wspierałby jednak eksporterów, dzięki czemu recesja w Polsce trwałaby krócej niż w strefie euro. W 2013 r. PKB wzrósłby o 0,7 proc., tymczasem Euroland odnotowałby spadek o 2,2 proc.
— Rozpad strefy euro potężnie uderzyłby w Polskę. Kanałów, jakimi ten wstrząs dostawałby się do polskiej gospodarki, jest mnóstwo. Załamanie akcji kredytowej, spadek popytu zagranicznego, wzrost bezrobocia, spadek konsumpcji, spadek inwestycji, wzrost odsetka niespłacanych kredytów — gdzie nie spojrzeć, byłby problem — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. Dlatego eksperci są przekonani, że strefa euro przetrwa.
— Koszt rozpadu byłby zbyt duży. Ale przetrwanie będzie możliwe tylko wtedy, kiedy państwa członkowskie zdecydują się zwiększyć dyscyplinę fiskalną — twierdzi Mark Cliffe. Decyzje w sprawie przyszłości euro mogą zapaść na najbliższym szczycie UE 8-9 grudnia.
45
proc. O tyle spadłby WIG, gdyby Euroland się rozpadł — prognozuje ING.