Większość firm chce przyjęcia unijnej waluty. Ich entuzjazm jednak ostygł
Greckie zawirowania
zniechęciły do euro
ekonomistów i przeciętnego
Kowalskiego, jednak biznes
wciąż jest za integracją.
Mimo kryzysu w finansach strefy euro, unijna waluta nadal cieszy się dużym uznaniem wśród polskich przedsiębiorców. Przyjęcie euro popiera trzech na czterech szefów średnich i dużych firm. Jak wynika z badania firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton Frąckowiak, za zamianą złotego na unijną walutę opowiada się 76,3 proc. ankietowanych. Przeciwnych integracji jest 19,4 proc. przedsiębiorców.
Greckie pęknięcie
Szefowie firm to grupa wyróżniająca się na tle społeczeństwa dużym entuzjazmem związanym z przyjęciem euro. Przeciętny Kowalski zawsze był znacznie bardziej sceptyczny. W badaniu TNS OBOP z grudnia 2010 r. 41 proc. Polaków sprzeciwiało się wchodzeniu do Eurolandu, a poparcie deklarowało tylko 24 proc.
— Przedsiębiorcy są świadomi, że euro nie jest idealnym rozwiązaniem — niesie ze sobą duże ryzyko zawirowań. Ale jednocześnie nie widzą lepszej alternatywy. Pozostanie przy złotym, z jego silnymi wahaniami, nie wydaje im się lepszym rozwiązaniem — twierdzi Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton Frąckowiak.
Nie oznacza to jednak, że kryzys w żaden sposób nie odbił się na podejściu przedsiębiorców do euro. Przed rokiem byli jeszcze bardziej entuzjastycznie nastawieni. W analogicznym badaniu sprzed roku poparcie dla euro deklarowało 84,7 proc. badanych (o 8,3 pkt proc. więcej niż obecnie). Wyraźnie wzrósł odsetek przeciwników unijnej waluty — rok temu wynosił 11,3 proc. (o 8,1 pkt proc. więcej).
— Na początku 2010 r. przy złotym chciał zostać co dziewiąty przedsiębiorca. Teraz to już tylko co piąty. To jest zmiana, której nie można pominąć. Kłopoty Grecji czy Portugali zrobiły na części badanych wrażenie — mówi Tomasz Wróblewski.
Cena spokoju
Podobnie jak przed rokiem, jako największą zaletę euro przedsiębiorcy wskazują wyeliminowanie ryzyka kursowego. Odpowiada tak 39,6 proc. spośród zwolenników przyjęcia unijnej waluty. To jednak wyraźnie mniej niż przed rokiem, kiedy odsetek ten wynosił 55,1 proc.
— Nic dziwnego, ostatni rok był na rynku walut znacznie mniej burzliwy niż poprzedni. Zmienność złotego nie jest już dla przedsiębiorców takim zmartwieniem jak na początku kryzysu — mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.
W 2010 r. cena euro wahała się między 3,83 zł a 4,17 zł (34 gr różnicy). Rok wcześniej przedział był znacznie szerszy: od 4,90 zł do 4,06 zł (84 gr różnicy).
Mocno wzrósł natomiast odsetek przedsiębiorców, którzy jako główną korzyść z euro wskazują możliwość łatwiejszego zdobywania zagranicznych kontraktów — z 2,4 proc. do 13,2 proc.
— Sytuacja na rynkach finansowych się uspokoiła, dlatego przedsiębiorcy myślą dziś raczej o korzyściach biznesowych niż rozliczeniowych przyjęcia euro — mówi Tomasz Wróblewski.
Dekada ze złotym
Niezależnie od życzeń przedsiębiorców i zapowiedzi rządu (jego przedstawiciele najczęściej mówią, że przyjmiemy euro w 2015-2016 r.), zmiana waluty to bardzo odległa perspektywa. Jak szacuje Ministerstwo Finansów na podstawie wyceny narzędzi finansowych (momentu, w którym oprocentowanie w Polsce zrówna się z tym w strefie euro), rynki finansowe obstawiają obecnie, że integracja nastąpi dopiero w 2020 r. Data od kilku lat konsekwentnie się oddala.
— Wycena rynkowa daty przyjęcia euro to najbardziej wiarygodna prognoza, jaka istnieje. Inwestorzy w pewnym sensie zakładają się między sobą o to, jakie w przyszłości będzie oprocentowanie. W tych zakładach stawką są prawdziwe pieniądze, a za błędne prognozy płaci się realną stratą. Dlatego inwestorzy — w odróżnieniu od polityków czy analityków — patrzą na swoje prognozy bez ideologii — mówi Ernest Pytalrczyk, główny ekonomista BRE Banku.
Jego zdaniem, Polska powinna zwlekać z przyjęciem euro. Kryzys pokazał, że płynny kurs to bufor bezpieczeństwa dla gospodarki.
— Ostatnie lata sprawiły, że o euro zaczęło się mówić bez dogmatu. Prawda jest taka, że własna waluta ma duże znaczenie dla stabilności gospodarki i kryzys pomógł tę prawdę obnażyć. Ponadto, euro jest na zakręcie i właściwie nie wiadomo, do jakiej strefy mielibyśmy wchodzić — mówi Ernest Pytlarczyk.