To był dzień z inflacją w tle. Zarówno w Polsce, jak i w USA inwestorzy z niepokojem czekali na publikację wskaźnika CPI za lipiec. I w obu przypadkach wzmacniała się waluta krajowa, co skutkowało silnym umocnieniem złotego do euro, którego cena po południu spadła do zaledwie 4,0050 zł, co jest najniższym poziomem od 5 lipca. Rano (o godz. 8.20) euro kosztowało jeszcze aż 4,0530 zł, a dolar nawet 3,28. Potem kursy obcych walut systematycznie spadały. O godz. 16.20 euro było warte 4,0070 zł, a dolar 3,2530.
Przed południem na rynku panował niepokój, ale na rynku długu wywołał go przede wszystkim komentarz Haliny Wasilewskiej-Trenkner z RPP, która stwierdziła, że nie ma dużo miejsca na ewentualne dalsze obniżki stóp. Spore znaczenie będzie miała nowa, sierpniowa projekcja inflacji. Potem inwestorzy czekali na dane o inflacji, która spadła w lipcu do 1,3 proc. (prognoza +1,1 proc.). Średnia płaca wzrosła zaś w stosunku rocznym o 3,2 proc. Dane nieznacznie wyższe od prognoz były słabym argumentem za odłożeniem kolejnych obniżek stóp procentowych, ważniejsze będą kolejne informacje z polskiej gospodarki. Poziom 4 zł za euro trzyma się resztkami sił, jego przełamanie powinno oznaczać szybki spadek kursu euro, nawet w kierunku 3,90.
Na rynku międzynarodowym rano euro było przez chwilę warte nawet 1,2373 USD i był to najwyższy poziom dnia. W kolejnych godzinach sesji dolar zyskiwał na wartości i po publikacji danych o inflacji testował nawet poziom 1,23. Nie udało się go jednak przebić i o 16.20 euro kosztowało 1,2315 USD. W lipcu inflacja w cenach konsumentów wzrosła w USA o 0,5 proc., natomiast inflacja bazowa o 0,1 proc. Informacje te lekko wzmocniły dolara, ale kolejne dane o produkcji przemysłowej w USA okazały się słabe i ponownie go osłabiły. Produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o tylko 0,1 proc. (prognoza +0,5 proc.).