Eurolot poleci na podbój nisz

To będzie rok katharsis, po którym przewoźnik obiecuje zysk. Zarobku poszuka także za granicą.

W ubiegłym roku strata Eurolotu urosła do 37 mln zł, z 18,5 mln zł w 2011 r. W tym przewoźnik będzie znów na minusie, choć realny był inny scenariusz.

— Planowaliśmy sprzedać ATR w 2012 r. Gdyby tak się stało, strata Eurolotu za 2012 r. byłaby dużo wyższa, ale ten rok moglibyśmy zakończyć na plusie. Na zysk trzeba jeszcze poczekać do 2014 r. — mówi Mariusz Dąbrowski, prezes Eurolotu.

Sprzedaż samolotów pogorszy wyniki firmy, ponieważ wartość księgowa starych maszyn jest wyższa od rynkowej, a ponadto przy transakcji Eurolot będzie musiał rozliczyć rozłożone w czasie koszty ich obsługi.

Poprawi się natomiast płynność linii: będą wpływy ze sprzedaży ATR, do firmy wrócą zaliczki za bombardiery (a Eurolot zacznie płacić raty leasingowe). Linia ma już osiem bombardierów, czeka na kolejne sześć (pierwsze pojawią się w czerwcu i lipcu), a docelowo będzie ich 20. Teraz Eurolot musi mocno żonglować maszynami.

— Mamy jeszcze osiem samolotów ATR. Jeden już jest sprzedany, w przypadku pozostałych mamy porozumienia z nabywcami. Staramy się już nie korzystać z tych maszyn, bo koszty ich eksploatacji są wyższe niż w przypadku leasingowanych bombardierów — wyjaśnia Mariusz Dąbrowski. W latach 2011 i 2012 Eurolot wydał na obsługę techniczną ATR 148 mln zł. To więcej, niż są warte.

Gdy Eurolot pozbędzie się balastu, jest szansa na dobry wynik. Niektóre trasy — np. do Chorwacji — okazały się strzałem w dziesiątkę. Połączenie Warszawa—Świnoujście, które przewoźnik uruchomił w ubiegłym roku, się nie sprawdziło. Ale ponieważ latał na tej trasie, niemiecka organizacja turystyczna Kaiserbader Tourismus zaprosiła go do przetargu na obsługę tras z tego lotniska do Dortmundu i Kolonii. Umowę na loty od maja do października podpisano w styczniu. Polskie linie wygrały z Air Berlin. Dzięki temu połączenia Warszawa—Świnoujście zostają w ofercie. Firma szuka więcej podobnych okazji.

— Kiedy odbędzie się kolejny przetarg na loty po Niemczech, weźmiemy w nim udział. Jeśli pojawi się okazja w Hiszpanii, też spróbujemy — zapowiada Mariusz Dąbrowski.

Zapewnia, że robi wszystko, by poprawić wynik na sprzedaży. Obiecuje w tym roku kilka nowych połączeń, w tym zagraniczne. Liczy też na efekty wprowadzenia EFB, elektronicznej książki lotu. Wdrożenie kosztowało kilkaset tysięcy złotych, ale zwiększy efektywność linii. Niektóre połączenia znikają. — Wycofaliśmy się z trasy Kraków—Poznań, ale możliwe, że na nią wrócimy. Nasza strategia zakłada latanie z punktu do punktu przy jak największym wykorzystaniu samolotów — wyjaśnia Mariusz Dąbrowski.

— Trasy otwiera się zbyt późno, a zamyka zbyt szybko. Współpraca z biurami turystycznymi kuleje. Dobrze, że Eurolot stara się wypełniać lukę po OLT, ale dział handlowy firmy ma jeszcze sporo do zrobienia, polityka informacyjna jest kiepska — komentuje Eryk

Kłopotowski, ekspert rynku lotniczego. Eurolot optymalizuje też efektywność pracowników i zapowiada zmiany w regulaminie wynagrodzeń. — Chcemy umożliwić wyższe zarobki, ale za efektywną pracę — zapowiada Mariusz Dąbrowski. W Eurolocie pracuje 361 osób, w tym 37 na kontraktach, reszta na etatach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Eurolot poleci na podbój nisz