Głębokie pękniecie decyzyjnej klasy politycznej wyklucza jednak merytoryczny dialog, w teoretycznie najważniejszych dla kraju sprawach wygłaszane są niespójne monologi – samochwalba władców i ich przekonanie o samodoskonałości zderza się z totalną krytyką ze strony opozycji. Notabene właśnie w obszarze polityki zagranicznej bodaj najbliższe są związki rządu PiS oraz wywodzącego się z tej samej partii prezydenta Andrzeja Dudy. Opozycja tradycyjnie złożyła wniosek o odrzucenie informacji, który równie tradycyjnie przepadnie. Ewentualne odrzucenie nie miałoby jakiegokolwiek znaczenia prawnego, natomiast politycznie istotne – jednak wsparte wasalami PiS oczywiście wygra. Od początku kadencji 2019-23 wygrywa wszystko i tak już pozostanie do jej zakończenia w październiku.
Minister Zbigniew Rau w czwartek zajął sejmową mównicę na prawie trzy godziny. W wersji pisemnej jego referat wydrukowany drobnym stopniem pisma obejmuje aż 52 strony. Lejtmotywem wystąpienia ministra spraw zagranicznych był problem, jaką rangę naprawdę ma obecnie Polska w międzynarodowej hierarchii. Według władców zwyżkujemy, ba, znajdujemy się na topie. Bez wątpienia agresja Rosji na Ukrainę zmieniła strategiczne znaczenie naszego kraju, ale przede wszystkim ze względu na położenie geograficzne. Polska stała się naturalną bramką, przez którą płynie zarówno większość zachodniej pomocy militarnej dla Ukrainy, jak też strumień polityków podróżujących w obie strony. Tę okoliczność rzeczywiście docenia cały świat, ale na razie trudno prognozować, ile z tego uznania pozostanie, gdy temat wojny – po jej choćby przygaszeniu, bo trudno spodziewać się szybkiego zakończenia – przestanie być międzynarodowym priorytetem. Generalnym celem polityki zagranicznej jest zapewnienie Polsce pokoju i bezpieczeństwa, z takim hasłem oczywiście nie sposób się nie zgodzić. Notabene dokładnie to samo deklaruje… Władimir Putin w odniesieniu do Rosji, tyle że dla osiągnięcia celu musi najpierw trochę powojować i pomordować.

Tak naprawdę głównym problemem stojącym obecnie przed Polską jest wyważenie relacji między Europą a Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Obecny rząd zdecydowanie stawia na Wielkiego Brata zza Atlantyku, przede wszystkim w sferze militarnej, ale z nadzieją na wzmocnienie także relacji gospodarczych. Komentując informację szefa MSZ, prezydent Andrzej Duda podkreślił, że powinniśmy być zdecydowanymi przeciwnikami jakiegokolwiek separatyzmu europejskiego, który historycznie faktycznie się nie sprawdził w XX wieku – gdyby nie włączenie się USA do obu wojen światowych na europejskim teatrze działań, toby się nie skończyły. Także Waszyngton był inicjatorem utworzenia w 1949 r. Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), której rola ponownie gwałtowne zwyżkuje do poziomu z epoki zimnej wojny.
Trzymanie dwóch srok za ogon jest trudne, chociaż nie niemożliwe. W tym kontekście dosyć ciekawie zapowiada się ogłoszony na razie wstępnie plan, by priorytetem prezydencji Polski w ministerialnej Radzie Unii Europejskiej – przypadającej w pierwszej połowie 2025 r. – były właśnie zrównoważone relacje euroatlantyckie. Abstrahując od okoliczności, że wszelkie deklaracje rządów państw przejmujących półroczne prezydencje zaledwie jednego z unijnych organów są zdecydowanie na wyrost – w pierwszym kroku należałoby radykalnie umocnić pozycję Polski w strukturach UE. Niestety, na to się absolutnie nie zanosi.
