Europa musi mieć czas, by ochłonąć

Adam Sofuł
opublikowano: 14-08-2008, 00:00

Kryzys w Gruzji to dla Unii Europejskiej powód do poważnych przemyśleń. I to nie tylko nad niedolą Gruzinów, ale też nad własnymi strukturami, które w obliczu kryzysu okazały się ociężałe i niesprawne. Honor Unii Europejskiej w pewnym stopniu uratował Nicolas Sarkozy, którego misja mediacyjna doprowadziła do zawieszenia walk — przynajmniej na razie. Nie zmienia to faktu, że wiele w tej sprawie zależało od indywidualności francuskiego prezydenta. Kwestią przypadku było, że w chwili zaostrzenia konfliktu Francja przewodziła Unii Europejskiej. Misja francuskiego prezydenta była niejako jego autorską inicjatywą, konsultowaną oczywiście z partnerami z UE, ale tak naprawdę nie popartą żadnym wspólnym stanowiskiem. Warto zauważyć, że nawet prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu udało się przekonać do gestu solidarności z Gruzją jedynie kraje bałtyckie (i Ukrainę, która członkiem UE nie jest). Inne kraje, np. Grupy Wyszehradzkiej, zachowały się daleko bardziej wstrzemięźliwie.

Spójnego stanowiska Unii Europejskiej nie doczekaliśmy się tak naprawdę do dziś. Trzeba było niemal tygodnia, by zebrali się ministrowie spraw zagranicznych UE, na spotkanie szefów rządów musimy poczekać jeszcze dłużej. Szefowie dyplomacji krajów UE opowiedzieli się za unijną kontrolą w rejonie konfliktu, jednak żadne twarde deklaracje w tej sprawie nie padły — nie wiadomo, czy będzie to misja policyjna, obserwacyjna czy wojskowa (wątpliwe ze względu na sprzeciw Rosji). Nie wiadomo, jaki — w kontekście wydarzeń w Gruzji — będzie dalszy los negocjacji w sprawie umowy o partnerstwie UE-Rosja. Wygląda na to, że Europa musi ochłonąć. I nie jest żadnym pocieszeniem to, że czasu do namysłu potrzebują również NATO lub ONZ.

Wydarzenia w Gruzji pokazały, jak bardzo Europa jest podzielona. Traktat lizboński, który miał usprawnić jej funkcjonowanie, jest w zawieszeniu. Patrząc jednak na skalę podziałów, można mieć wątpliwości, czy nawet ów traktat przezwyciężyłby obserwowaną dziś inercję. Z gruzińskiego kryzysu trzeba wyciągnąć wnioski — przede wszystkim na nowo przemyśleć model stosunków z Rosją, trzeba też rozpocząć poważną dyskusję o wspólnej polityce energetycznej Unii Europejskiej. Jeżeli UE chce naprawdę aspirować do roli globalnego gracza nie tylko w sferze gospodarki, ale też polityki, musi podejmować decyzje szybciej. Dochodzenie do takiego stanu wymaga wielu dyskusji i konsultacji. I warto je zacząć już dzisiaj. Chociażby po to, by zdążyć przed następnym kryzysem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu