Sprzedaż detaliczna na Starym Kontynencie pikuje. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie Polacy.
Na tle Europy Polska znów wypada bardzo dobrze. Tym razem pod względem sprzedaży detalicznej. Jak wynika z najnowszych wyliczeń Eurostatu, w czerwcu zmniejszyła się ona w Unii Europejskiej (UE) o 1,7 proc. licząc rok do roku (w strefie euro spadek sięgnął 2,4 proc. r/r).
Odczyt byłby znacznie gorszy, gdyby nie czterech prymusów: Austria (+2,7 proc.), Wielka Brytania (+1,8 proc.), Szwecja (+1,2 proc.) oraz Polska (+0,6 proc.).
Czerwcowa dodatnia dynamika to jednak nie jedyny powód do dumy. Polska jako jedyny kraj w UE nie zanotowała w tym roku spadku sprzedaży detalicznej w ujęciu rocznym.
— Sprzedaż relatywnie dobrze się u nas trzyma — ocenia Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.
Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium, tłumaczy to m.in. relatywnie niskim bezrobociem na tle naszych sąsiadów.
— Ponadto krajowa konsumpcja jest w większości finansowana z dochodów, a nie — jak w innych krajach Europy — z kredytów, co przy obecnym ograniczaniu kredytowania przez banki odbija się negatywnie na sprzedaży — mówi ekonomista Millennium.
Na nasze tegoroczne dodatnie wyniki wpływ mieli też zaciskający pasa sąsiedzi, m.in. Niemcy.
— Z powodu różnic kursowych zakupy robili nad Wisłą, co dodatkowo poprawiło nam wyniki — uważa Wojciech Matysiak, analityk Banku BGŻ.
Ujemna dynamika sprzedaży w Europie nie powinna martwić krajowych eksporterów (po pięciu miesiącach 2009 r. trafiło tam niemal 80 proc. polskiego eksportu o wartości 27,9 mld EUR).
— Mimo umocnienia się złotego nasza konkurencyjność cenowa jest nadal wysoka — mówi Adam Antoniak.
Potwierdza to Grzegorz Maliszewski, który uważa, że oszczędzający Europejczycy będą wybierać tańsze produkty m.in. z Polski.
— Efekt substytucji — choć nie będzie tak duży jak podczas spowolnienia na początku dekady — powinien być na zadowalającym poziomie — przewiduje Grzegorz Maliszewski.