Europa traci resztki zaufania

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-09-21 00:00

Włoskie obligacje są oceniane gorzej niż egipskie. Niewiarygodne? A jednak prawdziwe

Europejski kryzys zadłużeniowy wywrócił do góry nogami oceny wiarygodności krajów Starego Kontynentu. Na straży starego porządku stoją jednak wciąż największe agencje ratingowe. Rządy z europejskich stolic tracą resztki zaufania inwestorów. Widać to wyraźnie po notowaniach instrumentów zabezpieczających posiadaczy obligacji skarbowych przed niewypłacalnością ich emitentów (tzw. CDS). Teraz na cenzurowanym znalazła się jednak już nie tylko ciesząca się od dawna złą sławą grupa PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja i Hiszpania).

Kłopoty potentatów

Ze względu na potencjalne wysokie koszty pomocy dla zadłużonych krajów (oraz własnych banków posiadających tam aktywa) zagrożony jest status bezpiecznego schronienia, jakim do niedawna cieszyły się obligacje niemieckie. Notowania instrumentów zabezpieczających przed upadłością naszych zachodnich sąsiadów wskazują, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia sięga już 8,2 proc. Koszt zabezpieczenia bundów jest już niemal dwukrotnie wyższy od kosztu zabezpieczenia się przed niewypłacalnością USA, czego jeszcze w sierpniu obawiała się część sceptycznych wobec polityki Waszyngtonu inwestorów. Jeszcze większe ryzyko rynek przypisuje papierom francuskim. Za ich ubezpieczenie trzeba zapłacić już 1,85 proc. ich wartości nominalnej rocznie, więcej niż w przypadku papierów peruwiańskich (1,78 proc.). Od końca czerwca koszt takiej operacji wzrósł ponad dwukrotnie. Posiadacze obligacji francuskich obawiają się zwłaszcza ogromnych strat banków znad Sekwany w przypadku redukcji zadłużenia krajów południa Europy.

Wschodzący — bezpieczny

Ryzyko plajty Francji rynek ocenia na 15,3 proc., czyli m.in. o ponad 1 punkt proc. wyżejod prawdopodobieństwa bankructwa Tajlandii i o 3 punkty proc. wyżej od ryzyka fiaska finansów Malezji. Paradoksalnie jednak Francja wciąż cieszy się najwyższym ratingiem największych światowych agencji. Oceny wiarygodności dwóch krajów Azji Południowo-Wschodniej ustalono na A- i BBB+, czyli odpowiednio aż o sześć i siedem stopni niżej. — Trzeba zadać pytanie, czy kraje azjatyckie, które przeszły przez kryzys bez

poważniejszych problemów, nie powinny mieć nieco wyższych ocen — komentuje Charles Macgregor, odpowiedzialny za rynek obligacji azjatyckich w Aviva Investors. Podobnych zaskakujących zależności jest więcej. Od początku roku notowania CDS ukraińskich prześcignęły te oparte na długu portugalskim. Koszt jego ubezpieczenia wzrósł o 125 proc., podczas gdy w przypadku wschodniego sąsiada Polski koszt ten podniósł się o „jedyne” 30 proc. Prawdopodobieństwo niewypłacalności Lizbony rynek ocenia obecnie na 64 proc. Mimo niestabilnej sytuacji politycznej Egiptu pod względem ryzyka kraj znad Nilu udało się wyprzedzić Włochom (prawdopodobieństwo upadłości 37 proc.). Hiszpania (31 proc.) wysforowała się za to przed Wietnam, a Belgia (22 proc.) — przed Turcję i Kazachstan.

Poza euro nie lepiej

Upadek wiarygodności Europy nie zawęża się jednak do krajów strefy euro. Choć część państw zachodniej części kontynentu pozostała przy swoich walutach (więc mogą uchylić się od konieczności pomocy dla bankrutów z obrzeży strefy euro), to jednak i tak konsekwencje dalszego zaostrzania się kryzysu byłyby dla nich opłakane. Wśród nich nie tylko słabszy eksport, ale i kłopoty banków, zaangażowanych kapitałowo za miedzą. Od początku roku blisko trzykrotnie wzrósł koszt zabezpieczenia przed bankructwem Danii. O 70 proc. podrożały CDS szwedzkie, a szwajcarskie zanotowały wzrost o 69 proc. Oazą spokoju pozostały jedynie obligacje brytyjskie. Koszt ich ubezpieczenia wzrósł w tym samym czasie o jedyne 15 proc. Uniknąć zawirowań nie udało się nawet Norwegii, która dysponuje imponującym funduszem majątkowym, pochodzącym z wpływów z eksportu ropy naftowej. Koszt zabezpieczenia jej długu przed niewypłacalnością wzrósł od początku roku dwukrotnie. Mimo to dług Norwegii pozostaje najbezpieczniejszy na świecie. Za ubezpieczenie obligacji rządu w Oslo trzeba zapłacić zaledwie 0,46 proc. ich wartości nominalnej.