Europa boi się embarga energetycznego

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-04-05 20:00

Europa wprowadza kolejny pakiet sankcji na Rosję. Wciąż jednak nie chce zatrzymać importu najważniejszych surowców energetycznych. Dlaczego? Czy to ma sens?

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jak zmieniły się sankcje nałożone na Rosję przez USA i UE
  • Dlaczego Europa obawia się wprowadzenia zakazu importu paliw z Rosji
  • Jak taki ruch wpłynąłby na europejską gospodarkę

W reakcji na zbrodnie rosyjskich żołnierzy popełniane w Ukrainie Unia Europejska i Stany Zjednoczone wprowadzają nowe pakiety sankcji na Rosję. Stany Zjednoczone sygnalizują blokowanie możliwości obsługi długu z kont rosyjskiego banku centralnego, co oznacza zalepianie dziur w dotychczasowych sankcjach. Bankructwo Rosji byłoby kolejnym istotnym ciosem finansowym wymierzonym w tę gospodarkę. Z kolei Unia Europejska zmierza do powiększenia zakresu zakazu importu i eksportu niektórych towarów, w tym m.in. półprzewodników (eksport) czy węgla (import), a także zablokowania dostępu rosyjskich ciężarówek i statków do terytorium i wód UE.

Sankcje są bardzo dotkliwe i pogłębią recesję w rosyjskiej gospodarce, która już się zaczęła, co wynika z najnowszych wskaźników koniunktury PMI. Bardzo wiele osób na świecie zadaje sobie jednak pytanie, dlaczego Unia Europejska nie zaprzestanie importu rosyjskich towarów na znacznie większą skalę, a szczególnie importu gazu i ropy, które są głównym źródłem dochodów eksportowych Rosji i zapewniają jej dostęp do walut zagranicznych. Zakaz importu węgla będzie dotkliwy, ale nie tak bardzo jak gazu i ropy.

Do wprowadzenia zakazu importu gazu i ropy nawołuje wielu ekonomistów. Jest on jednak blokowany z dwóch powodów. Pierwszy to zwykły oportunizm i przekładanie bieżących korzyści ekonomicznych nad długookresowe bezpieczeństwo przez niektóre państwa. Drugi, jak sądzę ważniejszy, to obawa, że ekonomiczne koszty tego ruchu będą tak duże, że szybko podważą społeczne poparcie dla sankcji i w perspektywie kilkunastu miesięcy osłabią pozycję Europy w konflikcie z Rosją. Skupię się na tym drugim argumencie.

Czy tego typu postawa jest słuszna? Znów rozróżniłbym tutaj dwa rodzaje argumentów – moralny i ekonomiczno-polityczny.

Sądzę, że pewne decyzje można i należy podejmować bez względu na koszt ekonomiczny i polityczny. Handel energią z Rosją oznacza dziś finansowanie na dużą skalę zbrodniczego reżimu. Szczególnie w ostatnich dniach ujawnił się ludobójczy charakter polityki rządu Rosji, który karabinami żołnierzy morduje ludność cywilną, a w mediach rozkręca kampanię nienawiści podważającą prawo Ukrainy nie tylko do własnego państwa, ale też do własnej kultury i tożsamości.

Natomiast z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia obawy o negatywne reperkusje szybkiego embarga mogą być częściowo uzasadnione.

Niektóre modele pokazują, że reakcja europejskiej gospodarki na zatrzymanie importu surowców energetycznych z Rosji nie musiałaby być bardzo duża. W jednej z analiz opublikowanych przez instytut IFO grupa niemieckich ekonomistów szacuje, że zatrzymanie importu energii z Rosji obniżyłoby niemieckie PKB o 0,3-3 proc., czyli mniej niż podczas pandemii („What if? The Economic Effects for Germany of a Stop of Energy Imports from Russia”). Taki spadek nie musiałby wywołać rewolty wyborców, tym bardziej, że badania opinii publicznej wskazują, że większość mieszkańców Niemiec popiera embargo.

Sądzę jednak, że tego typu modele nie doszacowują kosztów nagłego zatrzymania importu surowców. Nie doceniają skali ogólnego wzrostu cen w gospodarce, spadku dochodów ludności i wywołanej przez to recesji. Co więcej, nie biorą pod uwagę, że w warunkach bardzo wysokiej inflacji rządom trudniej będzie wprowadzać politykę chroniącą dochody ludności na taką skalę jak w 2020 r.

Dla polityków europejskich sygnałem ostrzegawczym na pewno jest szybki wzrost popularności Marie Le Pen przed francuskimi wyborami prezydenckimi. Niestety dla zachodnioeuropejskiego wyborcy inflacja może być wkrótce większym zmartwieniem niż wojna. A połączenie recesji i inflacji może podważyć potencjał Europy do konfrontacji z Rosją. Z tego powodu zapewne politycy zachodnioeuropejscy preferują kroki stopniowe.

Podsumowując, stoimy przed bardzo trudnymi wyborami. Koszty szybkiego embarga na import rosyjskiej energii byłyby w krótkim okresie bardzo wysokie, a bilans takiej decyzji dla długookresowej konfrontacji z Rosją wcale nie oczywisty. Jednak handel na dużą skalę z Rosją zaczyna tak bardzo rozjeżdżać się ze wszystkimi fundamentalnymi wartościami, które wyznajemy, że ta kalkulacja polityczno-ekonomiczna musi wkrótce zacząć ustępować przed argumentami moralnymi.