Europę dopadł wirus spadających cen

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 17-04-2009, 00:00

W strefie euro kryzys coraz mocniej pcha ceny w dół. I nie ma się z czego cieszyć. Również w Polsce.

Już pięć krajów na Starym Kontynencie wpadło w pułapkę deflacji

W strefie euro kryzys coraz mocniej pcha ceny w dół. I nie ma się z czego cieszyć. Również w Polsce.

Najpierw był kryzys bankowy, potem przyszedł spadek popytu i załamanie gospodarcze. Teraz zachodnia Europa staje przed kolejnym problemem — deflacją, czyli ujemną dynamiką cen, przeciwieństwem inflacji. Zarażonych wirusem jest już pięć krajów. Według Eurostatu, w marcu po raz pierwszy od lat ceny spadły w Irlandii, Portugalii, Luksemburgu i Hiszpanii. Szwajcaria jest w deflacji już od stycznia.

— I wszystko wskazuje na to, że do tej grupy w najbliższych miesiącach dołączą kolejne kraje, np. Niemcy czy Francja — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Błędne koło

Nie jest wykluczone, że w deflację wejdzie nawet cała strefa euro. W marcu dynamika cen wyniosła tam zaledwie 0,6 proc., a jeszcze pół roku temu była sześciokrotnie wyższa. Dlaczego spadające ceny są postrachem Europy?

— Przeciętny konsument może być zadowolony, że ceny spadają. Dla gospodarki to jednak poważne zagrożenie — może wpaść w spiralę deflacyjną. Ceny spadają, więc ludzie wstrzymują się z zakupami. Myślą: jeśli wszystko tanieje, to warto poczekać. W ten sposób konsumpcja dalej spada i ciągnie ceny w dół. Z tego błędnego koła trudno się wydostać — tłumaczy Łukasz Tarnawa, szef ekonomistów PKO BP.

Dlatego Europejski Bank Centralny (ECB) robi co może, żeby pchnąć ceny w górę. Jego cel inflacyjny wynosi 2 proc. — taka niewielka inflacja oliwi gospodarkę. Od października 2008 r. bank obciął stopy procentowe o 3 punkty. Główna wynosi już tylko 1,25 proc.

— ECB dochodzi już do ściany. Może sobie pozwolić najwyżej na jedną niewielką obniżkę. Żeby dalej rozluźniać politykę monetarną, będzie musiał działać niestandardowo, np. przez tzw. poluzowanie ilościowe, które w istocie oznacza dodrukowywanie pieniądza — mówi Grzegorz Maliszewski.

Ceny na Zachodzie idą w dół, ponieważ tłamsi je kryzys. Spowolnienie akcji kredytowej, rosnące bezrobocie i niepewna przyszłość sprawiły, że przeciętny Europejczyk ogranicza wydatki, więc rosnąca konkurencja pcha ceny w dół. W Polsce kryzysu na skalę zachodnioeuropejską nie ma, więc deflacja nam nie grozi.

— Wręcz przeciwnie, inflacja ostatnio wzrosła. Ale ona też nie jest groźna. Wzrost cen jest tylko tymczasowy — twierdzi Łukasz Tarnawa.

Ceny i euro

Deflacja na Zachodzie to jednak zła wiadomość dla Polski. Po pierwsze, wszystko, co złe dla strefy euro, jest złe dla polskich eksporterów, a więc także i całej naszej gospodarki. Po drugie, oddala się możliwość przyjęcia euro. Jednym z warunków integracji jest utrzymywanie się inflacji w Polsce na zbliżonym poziomie do unijnej (średnia inflacja z 12 miesięcy może przekroczyć najwyżej o 1,5 pkt procentowego średnią z trzech krajów o najbardziej stabilnych cenach).

— Jeszcze niedawno spełnialiśmy to kryterium. Teraz bardzo się oddaliło i w 2009 r. Polsce nie uda się go wypełnić — mówi Grzegorz Maliszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu