Porównywanie europejskiego i amerykańskiego modelu kapitalizmu zawsze było i będzie popularnym sportem wśród ekonomistów i ludzi zainteresowanych gospodarką. Każdy model ma swoich fanów. Ja należę do fanklubu modelu europejskiego i mam dziś moment triumfu. Okazuje się, że ta stara, jak mówią, stetryczała i leniwa Europa oferuje ludziom większe możliwości na rynku pracy niż rzekomo bardziej dynamiczne Stany Zjednoczone. Stabilność i bezpieczeństwo mają swoje zalety. Nie jest to jednak finał rywalizacji. Ona się raczej nie skończy.

W 2021 r. stopa aktywności zawodowej w Unii Europejskiej wzrosła powyżej poziomu dla Stanów Zjednoczonych. Pokazuję to na wykresie, który wygląda całkiem imponująco. Jeszcze w pierwszych latach XXI w. w UE aktywnych zawodowo (czyli pracujących lub szukających pracy) było 68 proc. osób w wieku 15-64 lata, a w USA – 78 proc. To dość spora różnica jak na ten wskaźnik. Dziś aktywność w Europie wynosi ok. 74 proc., a w USA ok. 73,5 proc. (dane za trzeci kwartał 2021 r.). Różnica jest minimalna i może wkrótce zniknie, gdy ożywienie w USA wciągnie więcej osób na rynek pracy, ale jest to zmiana symboliczna. Pokazuje, że Europa, mimo wielu strukturalnych słabości, oferuje obywatelom coraz więcej możliwości na rynku pracy, przy jednoczesnym zapewnianiu im bezpieczeństwa socjalnego i zdrowotnego, którego nie ma w USA.
Zmiana jest intrygująca, ponieważ ostatnie dwie dekady były dla europejskiej gospodarki trudne. Pod względem technologicznym zaczęła coraz wyraźniej odstawać od Stanów Zjednoczonych, nie mając wiele do zaoferowania w dziedzinie rewolucji cyfrowej. Integracja europejska zaczęła trzeszczeć w szwach, szczególnie po kryzysie finansowym, gdy ujawniło się wiele strukturalnych słabości strefy euro.
Niektóre silne strony europejskiej gospodarki bywały jednak niedoceniane. Przekonuje o tym na przykład Thomas Philippon, wykładający w USA francuski ekonomista, który opublikował dość głośną książkę pt. „The Great Reversal. How America Gave Up on Free Markets” (w wolnym tłumaczeniu: Wielki regres – jak USA porzuciły idee wolnego rynku). Jego zdaniem Stany Zjednoczone stają się krajem o coraz mniejszej konkurencyjności rynkowej, m.in. z powodu wzrostu znaczenia monopoli, które zabijają konkurencję. W Europie tymczasem konkurencyjność rynków rosła lub przynajmniej utrzymywała się bez zmian. Widać to w wielu wskaźnikach, m.in. narzutach cenowych (relacja ceny do kosztów zmiennych wytworzenia towaru), które są w USA coraz wyższe i sygnalizują rosnącą monopolizację gospodarki, albo we wzroście udziału dominujących przedsiębiorstw w rynku amerykańskim, czego nie widać w Europie.
Okazuje się więc, że model europejski oferuje nie tylko większe bezpieczeństwo socjalne, ale też większą konkurencyjność rynków.
Inną dziedziną, w której Europejczycy ewidentnie nie doceniają siły swoich gospodarek, jest mobilność społeczna. W 2018 roku Alberto Alesina i Stefanie Stancheva, europejscy ekonomiści wykładający na Harvardzie, pokazali na podstawie szerokiej analizy badań społecznych i danych z zeznań podatkowych, że europejskie społeczeństwa są bardziej mobilne niż społeczeństwo amerykańskie, mimo że subiektywnie postrzegają się jako mniej mobilne. Prawdopodobieństwo awansu społecznego z niskiej do wysokiej klasy społecznej jest wyższe we Włoszech, Francji, czy Szwecji niż w Stanach Zjednoczonych, mimo że postrzegane prawdopodobieństwo jest niższe (praca pt.: “Intergenerational Mobility and Preferences for Redistribution”).
Co na to mogą odpowiedzieć zwolennicy modelu amerykańskiego? Cóż, na pewno mogą odwołać się do pracy innego znanego ekonomisty, Darona Acemoglu, który przed dekadą pochylił się nad różnicami w modelach kapitalizmu między Europą a USA i stwierdził, że model amerykański może jest gorszy społecznie, ale zapewnia postęp technologiczny, bez którego model europejski byłby niemożliwy (praca pt. „Can’t We All Be More Like Nordics? Asymmetric Growth and Institutions in an Interdependent World”). Dyfuzja technologii sprawia, że Europa odnosi korzyści z postępu generowanego w USA.
Może coś w tym jest i ostatnia dekada mogła to potwierdzić. Gdy Amerykanie wypruwają sobie flaki po godzinach w pracy, walcząc o niepewne dochody i zatrudnienie, Europejczycy spędzają miłe wolne chwile głównie na amerykańskich platformach cyfrowych. To się kiedyś może zemścić.