- Rynki chcą przywództwa, realistycznych planów i zdecydowanych działań – powiedział Mike McCudden z Interactive Inwestor, który twierdzi, że handlowcy są zaskoczeni tym, co dzieje się strefie euro.
Po godzinie 16 brytyjski indeks FTSE tracił ponad 4 proc., niemiecki DAX nawet blisko 6 proc., a francuski CAC ponad 5 proc.
Jeszcze większe spadki notowały czołowe europejskie banki. Société Générale traciło nawet 11 proc., Credit Agricole 9 proc., BNP Paribas 8,6 proc., a w Londynie Lloyds Banking Group szedł w dół o 7,3 proc., Royal Bank of Scotland o 6,8 proc., natomiast HSBC spadał o 4,6 proc.
- To jest prawie jak strajk kupców z całego świata – mówi obrazowo o sytuacji na giełdach Michael Mullaney, który pomaga w bostońskim Fiduciary Trust zarządzać aktywami o wartości 9,5 mld USD. – Nadal jest ogólne złe samopoczucie w aktywności gospodarczej na świecie – dodał Mullaney.
Humory inwestorów nie poprawiły się po opublikowaniu danych ze Stanów Zjednoczonych. Najpierw Departament Pracy poinformował, że indeks cen konsumpcji wzrósł w lipcu 0,5 proc., czyli najmocniej od marca. Później okazało się, że liczba osób ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła o 9 tys. i wynosi 408 tys. A to więcej niż prognozowali analitycy. Jakby tego było mało, bank Morgan Stanley obniżył prognozę globalnego wzrostu gospodarczego na ten i na przyszły rok.
Niepokojące okazały się też dane Indeksu Philadelphia Fed, który traktowany jest jako zwierciadło nastroju przedsiębiorców. W sierpniu wyniósł on aż minus 30,7 pkt, w porównaniu z 3,2 pkt w lipcu.