Eurostat zmierzy szczęście obywateli

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-05-31 00:00

Na pokryzysowe czasy potrzebujemy nowych danych — mówi Walter Radermacher, dyrektor generalny Eurostatu.

Szykuje się rewolucja w europejskiej statystyce. PKB będzie miał konkurenta

Na pokryzysowe czasy potrzebujemy nowych danych — mówi Walter Radermacher, dyrektor generalny Eurostatu.

Kilka razy w miesiącu, tuż przed 11, tysiącom analityków i dilerów walutowych na całym świecie wzrasta adrenalina i pocą się ręce. To dni, kiedy Eurostat — instytut statystyczny Unii Europejskiej — publikuje najświeższe dane z unijnej gospodarki: o inflacji, bezrobociu czy PKB. Niedługo finansiści tych ekscytujących momentów będą mieć więcej, bo Eurostat przygotowuje rewolucję w unijnej statystyce. Chce wprowadzić nowe, podobno lepsze, wskaźniki makroekonomiczne. Najbardziej ciekawie zapowiada się mierzenie… szczęścia obywateli wspólnoty.

— Prace nad metodologią już ruszyły. Chcemy stworzyć syntetyczny wskaźnik pokazujący, jakie jest samopoczucie i poziom życia obywateli różnych krajów Unii oraz jak te odczucia zmieniają się w czasie — mówi w rozmowie z "PB" Walter Radermacher, dyrektor generalny Eurostatu.

Szukanie szczęścia

Obecnie podstawowym wskaźnikiem obrazującym zamożność społeczeństwa jest PKB na mieszkańca. Statystycy i ekonomiści od dawna zastrzegają jednak, że jest do wskaźnik ułomny — daje obraz uogólniony, nie uwzględniający przepływów kapitału między sektorami gospodarki czy grupami społecznymi. W dodatku poziom dochodów nie zawsze jest wyznacznikiem bogactwa, a już na pewno nie szczęścia.

— Powołane zostały specjalne grupy zadaniowe, w których skład wchodzą też statystycy z Polski. Mają ustalić, czym właściwie jest poziom życia społeczeństwa i jak można go mierzyć. Nikt się nie łudzi, że znajdziemy jednoznaczną odpowiedź. Raczej szukamy kompromisu — mówi Janusz Witkowski, p.o. prezesa Głównego Urzędu Statystycznego.

O szczegółach metodologii Eurostat jeszcze nie mówi. Prawdopodobnie tworzony wskaźnik uwzględniał będzie oczekiwaną długość życia obywateli, dostęp do służby zdrowia i jej wydajność, dostęp do edukacji i jej poziom, a także wskaźniki dotyczące ubóstwa w społeczeństwie i stopień zróżnicowania zamożności grup społecznych.

Rodem z Francji

Eurostat nie jest pierwszym instytutem, który porywa się na mierzenie szczęśliwości. Podobny wskaźnik co roku publikuje ONZ (Human Development Index). W 2009 r. jednorazowo tzw. well-being w 22 krajach świata zmierzył brytyjski think-tank New Economic Foundation. W USA na tamtejszym społeczeństwie podobne badania prowadzą razem instytuty Gallup i Healthways. OECD stworzył Indeks Lepszego Życia mierzący 20 wskaźników w 11 sektorach gospodarki. Eurostat chce badać poziom życia bardziej intensywnie. Dane będą najpewniej publikowane raz na kwartał.

— Takim wskaźnikiem szczególnie zainteresowani są politycy, ale będą to ważne dane także dla ekonomistów, przedsiębiorców czy uczestników rynków finansowych. Będą wiele mówiły o tendencjach w gospodarce i nastrojach konsumenckich — tłumaczy Walter Radermacher.

O potrzebie stworzenia w Europie spójnego systemu mierzenia dobrobytu mówi się od dawna. Władze Unii nad problemem poważnie pochyliły się jednak dopiero w ostatnich latach. W 2008 r. Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, zainicjował powołanie zespołu ekonomistów i statystyków, z noblistą Josephem Stiglitzem na czele, aby opracowali nowe, lepsze od PKB, sposoby mierzenia rozwoju gospodarczego. Efektem prac był właśnie pomysł stworzenia indeksu well-being. W ubiegłym roku postanowienia te postanowił wcielić w życie w Wielkiej Brytanii premier David Cameron. Rządowe biuro statystyczne od pół roku pracuje nad metodologią. Eurostat postanowił, że cała Unia powinna iść tą drogą.

Koniec machlojek

Analitykom pomysł się podoba.

— PKB pewnie prędko do lamusa nie pójdzie, bo rynki są do niego przyzwyczajone. Ale nowy wskaźnik na pewno będzie ważnym dopełnieniem. Szczególnie ciekawe będzie zestawienie Polski z innymi krajami regionu. W PKB na mieszkańca nie wypadamy najlepiej, więc może w takim szerszym porównaniu plasowalibyśmy się wyżej — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Eurostat planuje też bardziej szczegółowo przyglądać się danym o międzynarodowym handlu usługami. Dziś co miesiąc publikuje dane dotyczące jedynie handlu towarowego.

— Jesteśmy dobrzy, pewnie z punktu widzenia przedsiębiorców i ich obowiązków sprawozdawczych aż za dobrzy, w zbieraniu danych na temat wymiany towarowej. Ale to tylko część prawdy o gospodarce. Znacznie słabiej monitorujemy eksport i import usług, a to ogromna kategoria i bardzo ważna dla gospodarki — przyznaje Walter Radermacher.

Eurostat chce też wzmocnić pozycję publicznych urzędów statystycznych w krajowych administracjach. Władze unijne zamierzają umożliwić im nie tylko pełne korzystanie z rządowych rejestrów, ale też wpływanie na ich kształt. Jeśli statystycy stwierdzą, że należy zmienić np. sposób zbierania przez resort finansów danych dotyczących deficytu, będzie on musiał się do tego dostosować. Chodzi o to, by wyeliminować możliwość manipulacji danymi przez rząd, co zdarzyło się ostatnio w Grecji.