F-16 dla drukarzy

Tadeusz Prusiński
opublikowano: 2006-02-21 00:00

Rocznie drukowali dziesięć milionów książek. Po uruchomieniu naszpikowanej nowościami elektronicznymi maszyny offsetowej wydajność wzrośnie.

Kilka dni temu w Olsztyńskich Zakładach Graficznych gościli kontrahenci z Francji. Na początku marca drukarze z Olsztyna jadą na targi książki do Londynu. Pod koniec marca — na targi książki dziecięcej do Bolonii. Szukają zleceń. Z piorunującym skutkiem.

Nie zachwieją się

Co trzecia książka drukuje się Olsztynie dla zagranicznego wydawcy. Trafiają do USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Kanady, Norwegii, Rosji, Litwy, Czech, Słowacji, na Węgry, do Chorwacji, Niemiec i Słowenii.

— Od dziesięciu lat współpracujemy z norweskim wydawnictwem edukacyjnym z Bergen. Rocznie za 1,3 mln euro. Dużo też robimy dla wydawcy ze Szkocji, którego poznaliśmy na targach w Londynie. Drugi rok pracujemy dla kontrahenta z Moskwy. Myślę, że w tym roku możemy się zbliżyć do 700-800 tys. dolarów obrotu z nim. Drukuje u nas też Reader’s Digest, Webster, National Galleries of Scotland, Larousse Hachette i wielu innych — wylicza prezes Ryszard Maćkowiak.

Wśród kontrahentów poligraficznej spółki z Olsztyna dominują największe polskie oficyny wydawnicze, m.in.: Bertelsmann Polska, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Wydawnictwo Naukowe PWN, Egmont, Arkady, Czytelnik i Wilga.

— Mamy zdrowy podział zleceniodawców, bo żaden nie przekracza 10 procent naszego obrotu rocznego. Gdyby któryś chciał odejść, nie zachwieje to nami — mówi prezes.

Zamówienia na druk poligrafowie z Olsztyna zdobywają przez dział marketingu (m.in. na targach książki) i przez przedstawicielstwo zagraniczne.

— To bardzo skuteczne formy zdobywania zleceń — twierdzi szef zakładów.

Od ucznia do prezesa

Olsztyńska spółka drukarska jest jednym z największych zakładów poligraficznych w Polsce. Oprócz 60-letniej tradycji i nowoczesnych maszyn ma kapitał najważniejszy — wysoko kwalifikowaną kadrę.

— Zatrudniamy 208 osób. To pracownicy niezmanierowani, szanujący pracę. Wiedzą, że od nich najwięcej zależy — charakteryzuje swą załogę prezes Maćkowiak.

On sam zaczynał tu od ucznia, jeszcze w starej drukarni, niedaleko olsztyńskiej starówki. Gdy w 1970 r. oddano nowy gmach drukarni, firmę ochrzczono imieniem przedwojennego wydawcy polskiej „Gazety Olsztyńskiej” Seweryna Pieniężnego. Olsztyńskie Zakłady Graficzne należały wówczas do najnowocześniejszych w Polsce. Drukowano w nich książki, plakaty, akcydensy (tj. różne nalepki, nadruki) oraz „Gazetę Olsztyńską”, „Warmię i Mazury”, „Naszą Wieś” i „Dziennik Pojezierza”.

Teraz wytwarzane są tu wszelkiego rodzaju druki, oprócz czasopism regionalnych, bo tych — poza „Gazetą Olsztyńską”, mającą własną drukarnię — na tutejszym rynku prasowym już dawno nie ma.

— Wyspecjalizowaliśmy się w drukowaniu książek w twardej oprawie, i to większych, takich jak albumy, słowniki czy encyklopedie. Ułatwia to nam nowa maszyna Kolbus Sigloch do oprawy złożonej — tłumaczy Ryszard Maćkowiak.

Szok cudzoziemców

Zacofane do niedawna technologicznie polskie drukarnie kilka lat temu zaczęły się na potęgę modernizować. Kupowały najnowocześniejsze maszyny i urządzenia, żeby sprostać zagranicznej konkurencji. Teraz często przebijają ją jakością druku i poziomem produkcji. Nie bez znaczenia jest tańsza siła robocza.

— Kontrahenci zagraniczni często są zaszokowani naszym parkiem maszynowym, naszym poziomem poligrafii, tym, że mamy najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne — nie ukrywa dumy prezes Maćkowiak.

Urządzenia olsztyńskich zakładów pozwalają na wykonywanie prób barwnych, pełnoformatowego druku offsetowego arkuszowego i rolowego, wszelkiego rodzaju opraw, lakierowania, laminowania, tłoczenia okładek, pakowania w folię termokurczliwą. Spółka, jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm Warmii i Mazur, chlubi się m.in. tytułem Lidera Eksportu (2004) i Złotymi Gryfami — wyróżnieniami Polskiej Izby Druku. W 2001 r. otrzymała Złotego Gryfa za album „Luwr”, zaś w 2005 r. za album „Muzeum Narodowe w Warszawie — arcydzieła malarstwa”.

Heidelberg w busie

Podczas listopadowych obchodów 60-lecia Olsztyńskich Zakładów Graficznych oddano do użytku najnowocześniejszą na wschód od Wisły maszynę drukarską Heidelberg Speedmaster. Ma wielkość mniej więcej busa z przyczepą, a może drukować do 15 tys. pełnokolorowych arkuszy A1 na godzinę. Druk nadzorują tylko dwie osoby, a raczej jedynie pilnują komputerowych pomocników, m.in. spektrometru Image Control, który czyta jak ludzkie oko, tylko szybciej analizuje efekty.

— To cacko w 25 sekund wychwytuje wszelkie rozbieżności w nakładaniu farby z dokładnością 160 tys. punktów. Ta maszyna jest tym dla drukarzy, czym samolot F-16 dla pilotów — podsumowuje prezes Maćkowiak.