Ponad
miliard dolarów wpływów reklamowych, pół miliarda użytkowników i szacowana
wartość firmy szybująca w kwoty sięgające 20 miliardów. Na ustach wszystkich
jest Mark Zuckerberg, współzałożyciel i szef Facebooka, ale to dyrektor
operacyjna Sheryl Sandberg dba o to, by portal zarabiał i przyciągał
reklamodawców.
Donald Graham, szef medialnego
koncernu Washington Post Company, który próbował kiedyś zatrudnić u siebie
Sandberg przypomina, że w ciągu ostatnich dwóch lat wiele pytań na
temat rentowności Facebooka przestało mieć rację bytu.
- Kombinacja Marka i Sheryl jest głównym tego powodem – powiedział Graham w rozmowie z dziennikiem „The New York Times”, który napisał wnikliwy reportaż o kobiecie trzymającej w ryzach niepokornego Zuckerberga i finansowe cugle całego biznesu.
Sandberg
nie wzięła się znikąd. Jest jednym z ulubionych celów headhunterów łowiących w
branży nowych technologii. Po ukończeniu studiów na Harvardzie Sandberg
pracowąła krótko w Banku Światowym i firmie konsultingowej McKinsey &
Company, później była też szefową sztabu Larry'ego Summersa, sekretarza skarbu w
administracji Billa Clintona. Znana jest jednak z tego, że odegrała kluczową
rolę w budowaniu biznesowego sukcesu Google, który zbija fortunę na reklamach w
sieci.
W czasie pracy w Google, jej sekcja rozrosła się z kilku osób do około 4 tys, czyli blisko ¼ całej korporacji. To jednocześnie najbardziej zyskowne ramię giganta. Do Facebooka razem z charyzmatyczną Sandberg powędrowało 200 byłych ludzi. Prezes Google Eric Schmidt do tej pory nazywa ją „supergwiazdą”.
Jeśli ktoś zastanawia się, jakim cudem mały portal zbudowany w akademickim pokoju podbił świat i jest w stanie generować oszałamiające zyski, gdy na jego czele stoi 26-latek zafascynowany informatyką, to lepiej by szybko spojrzał w drugi rząd. Niepozorna kobieta tworzy nową potęgę.
