W dobie spowolnienia gospodarczego banki i przedsiębiorcy z kredytów przenoszą swoją uwagę na faktoring. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się faktoring odwrotny, do niedawna jedna ze słabiej znanych na naszym rynku form finansowania. Firmy, które z takiego rozwiązania skorzystały, bardzo je sobie chwalą.

Tańszy od kredytu
Co prawda przy faktoringu odwrotnym banki dokładniej badają firmę, która chce z niego skorzystać, bo to na niej, jak przy kredycie, spoczywać będzie całe ryzyko. Ocena jest więc podobna do oceny kredytowej. Niektórzy, jak BZ WBK Faktor, wymagają nawet w takiej sytuacji twardych zabezpieczeń, np. w postaci hipoteki.
— Mimo to wciąż jest to produkt znacznie bardziej dostępny dla klientów niż kredyt. Do tego można go dostać taniej i szybciej — przekonuje Sebastian Kunicki z BZ WBK Faktor.
Pewną zaletą takiej formy faktoringu dla niektórych firm jest również fakt, że w przypadku faktoringu odwrotnego nie mamy do czynienia z cesją wierzytelności. Dostawca otrzymuje tylko informację, że teraz pieniądze za dostarczone przez niego usługi będą wpływać nie od odbiorcy, tylko od firmy faktoringowej, którą często jest bank.
— A taka informacja tylko poprawia wizerunek odbiorcy w oczach dostawcy — mówi Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Polbank. Przyznaje to Magdalena Michnowska z firmy Bottari Polska, która wykorzystuje faktoring odwrotny w swojej działalności.
— Informacja, że to bank będzie spłacał faktury, dodatkowo podnosi naszą wiarygodność w oczach dostawców. Nie muszą się martwić, że nie dostaną swoich pieniędzy. A nam dzięki temu łatwiej pozyskiwać nowych kontrahentów w tych trudnych czasach — mówi Magdalena Michnowska. Wiarygodność ma szczególne znaczenie w przypadku zagranicznych kontrahentów, którzy często są bardziej nieufni. Bottari Polska dużo importuje z Chin.
— Chińscy dostawcy często wymagają wcześniejszych przedpłat. Dzięki faktoringowi odwrotnemu możemy im szybciej zapłacić, a sami dostaniemy od banku wydłużony termin płatności — twierdzi Magdalena Michnowska. Jej zdaniem, dodatkową zaletą faktoringu jest mobilizacja — firma dostaje tylko określony limit pieniędzy do wykorzystania i musi nimi dobrze zarządzać. A dobrze zarządzany faktoring odwrotny może przynieść spore profity.
— Jeśli dobrze zarządzimy faktoringiem odwrotnym, to oszczędności w porównaniu z kredytem sięgają nawet 20 proc. — mówi Magdalena Michnowska. Potwierdza to także Jadwiga Jakubczyk z Przedsiębiorstwa Wielobranżowego Defro.
— Korzystaliśmy zarówno z kredytu, jak i faktoringu odwrotnego i z całą pewnością mogę powiedzieć, że faktoring można dostać nie tylko na lepszych warunkach niż kredyt, ale także dużo taniej i bez ustanawiania twardych zabezpieczeń. Do tego stawka jest negocjowalna — mówi Jadwiga Jakubczyk.
Idealny odbiorca
Z takiej formy finansowania mogą skorzystać nie tylko duże firmy z siecią dostawców. O ile przy faktoringu klasycznym z punktu widzenia faktora lepiej jest, kiedy ryzyko jest rozproszone na wielu odbiorców, o tyle w odwrotnym to nie ma znaczenia, ryzyko i tak skupia się na jednym odbiorcy — więc dostawca może być nawet jeden. Produkt sprawdzi się w różnych sytuacjach, także przy pozyskiwaniu nowych dostawców. Nie znają oni jeszcze swojego odbiorcy i często wymagają płatności gotówką.
— Wtedy przez jakiś czas, za pomocą faktoringu odwrotnego, można płacić dostawcy od razu, a z faktorem umówić się na późniejszy termin, np. 30 dni — tłumaczy Paweł Kacprzak.
To także dobry sposób na znaczne wydłużenie sobie terminu płatności. Jeżeli np. nasz dostawca jest skłonny zaoferować maksymalnie 60 dni, a nam znacznie bardziej opłacałoby się zapłacić później, np. po 120 dniach, to można się umówić z faktorem, że dostawcy zapłaci po 60 dniach, a na zapłatę od nas poczeka kolejne 60 dni. W ten sposób faktoring odwrotny działa w PW Defro.
— Bank wpłaca dostawcom pieniądze w terminach płatności wskazanych na fakturze zakupu (np. w ciągu 60 dni), a nam daje dodatkowe 90 dni na spłatę. Mamy więc zapewnione finansowanie na ładnych parę miesięcy — mówi Jadwiga Jakubczyk.
A dzisiaj firma regulująca swoje zobowiązania w terminie, w dodatku za pośrednictwem profesjonalnej instytucji, to skarb. Każdy chciałby z kimś takim współpracować. Łatwiej więc będzie przekonać do siebie każdego dostawcę, a także wynegocjować u niego lepsze warunki współpracy.
— Dzięki faktoringowi odwrotnemu w oczach naszych dostawców jesteśmy bardzo wypłacalni. W związku z tym po jakimś czasie udanej współpracy możemy liczyć na upusty — przyznaje Jadwiga Jakubczyk.
Zarabiaj na skoncie
Nie zapominajmy jednak, że faktoring nie jest darmowy — klient faktora, którym przy faktoringu odwrotnym jest odbiorca, musi za tę usługę zapłacić. Taki jest standard.
— Ale koszty mogą być ponoszone przez każdą ze stron — np. dostawca może się umówić z odbiorcą, że zapłacą po połowie — mówi Paweł Kacprzak. Jednak to zbędne, szczególnie że odbiorca, który płaci sam za faktoring, dzięki któremu zobowiązania reguluje w terminie, może liczyć na dodatkowe profity.
— Faktoring odwrotny to doskonałe narzędzie do realizowania zysków ze skont — zauważa Jerzy Dąbrowski, dyrektor Departamentu Faktoringu i Finansowania Handlu w Banku Millennium. Dostawcy, którym zależy na szybkim otrzymaniu płatności, bardzo często są skłonni dać rabat (skonto) odbiorcom, którzy mogą od razu zapłacić za dostarczone im towary albo usługi.
— Odbiorcy rzadko dysponują gotówką na taką natychmiastową płatność, ale mogą przyjść do banku, podpisać umowę faktoringu odwrotnego i umówić się na płatność za 30 dni, natomiast do dostawcy pieniądze z banku trafią od razu. Jeśli odbiorca dostanie dzięki temu skonto w wysokości np. 2 proc. wartości należności za dostarczone towary albo usługi, a faktoring będzie go kosztował 1 proc., to zarobi na tym 1 proc. — tłumaczy Paweł Kacprzak. Trudno znaleźć inny produkt finansowy, który umożliwia tak szybki zarobek, a nie tylko słono kosztuje.