Faktoring nie lubi ubezpieczycieli
W Polsce ubezpieczanie należności faktoringowych dopiero raczkuje. Powodem tego jest stosowanie tzw. faktoringu niepełnego oraz, zdaniem przedstawicieli branży, stosunkowo wysoki koszt ubezpieczenia. Niektórzy faktoringowcy narzekają także na współpracę z ubezpieczycielami.
Modny i szeroko stosowany na Zachodzie faktoring powoli zaczyna przyjmować się także w naszym kraju. Szacuje się, że obroty spó- łek z tej branży wynoszą co najmniej 5 mld zł rocznie. Jednak wiele firm nie wie, na czym polega faktoring, ani jakie z niego mogą płynąć korzyści. Z tych między innymi powodów w Polsce stosowany jest tzw. faktoring niepełny, czyli finansowanie przez firmę faktoringową kredytu udzielanego przez przedsiębiorstwo (faktoranta) jego odbiorcom, ale bez ryzyka firmy faktoringowej. Ryzyko niespłacenia wierzytelności przez odbiorcę ponosi więc faktorant.
— Rzeczywiście w Polsce dominuje faktoring niepełny. Pełny, gdy ryzyko jest po stronie firmy faktoringowej, to zaledwie 10-15 proc. Przyczyna tego tkwi w poważnych problemach płatniczych większości firm. Nikt nie chce więc zbytnio ryzykować — wyjaśnia Henryk Herman, prezes firmy Eurofaktor.
Na pojawienie się w naszym kraju faktoringu zareagowały firmy ubezpieczeniowe. W kilku z nich zaoferowano ubezpieczenia należności faktoringowych, czyli kwot, jakie powinny wpłynąć od odbiorcy na rachunek faktora. Ubezpieczenia te mają powetować potencjalne straty faktora. Oferta, choć wydaje się korzystna, nie przyjęła się zbytnio na rynku.
— Nie jest to na razie popularny produkt, ale rynek się rozwija. Podstawową barierą jest to, że w zasadzie, ubezpieczenie dotyczy faktoringu pełnego, który jest dosyć rzadko stosowany. Rozwój tych ubezpieczeń związany jest właśnie z rozwojem faktoringu pełnego. Przecież faktor nie zdecyduje się na faktoring pełny bez ubezpieczenia — uważa Jacek Kukiełka, wicedyrektor działu ubezpieczeń finansowych TU Warta.
Potwierdzają to faktoringowcy.
— Zawsze stosujemy faktoring z poręczeniem. Nie ubezpieczamy więc. Powodem są drogie składki oraz niezbyt dobre doświadczenia z relacji z firmami ubezpieczeniowymi. Zdarzało się, że wypłaty odszkodowań następowały dopiero pół roku po zaistnieniu szkody — kończy Henryk Herman.
Jarosław Królak