Jeszcze przed czterema dniami Krakowskie Centrum Inwestycyjne chciało odkupić od NFI Progres walory Fabryki Mebli Giętych Fameg z Radomska. Jednak wycofało się z rozmów na skutek braku porozumienia z wierzycielami Famegu.
— Brak przychylności ze strony rady i zarządu Radomska oraz innych wierzycieli spowodował, że wycofaliśmy się z tej operacji — mówi Paweł Zieliński z KCI.
Problem polega na tym, że fabryka miała pozbyć się zbędnych nieruchomości (wycenionych przez KCI na 15 mln zł), częściowo odsprzedając je miastu, a częściowo regulując nimi około 3 mln zł zobowiązań wobec miasta. Taki układ był jednym z warunków przejęcia Famegu przez KCI. Zarząd i rada miasta nie zgodziły się na tę propozycję.
— Miastu nie są potrzebne nieruchomości, które będą generować koszty — twierdzi Jerzy Słowiński, prezydent Radomska.
Po wycofaniu się inwestora NFI Progres, do którego zarząd Famegu zwrócił się z prośbą o 10 mln zł pożyczki, odmówił udzielenia kredytu zadłużonemu na ponad 50 mln zł zakładowi. Kilka dni temu od umowy kredytowej odstąpił też Raiffeisen Bank, któremu radomska firma jest winna ponad 7,5 mln zł.
— W tej sytuacji byliśmy zmuszeni złożyć wniosek o upadłość — mówi Mirosław Sikora, prezes Famegu.
W przypadku ogłoszenia upadłości pracę może stracić około 1,8 tys. osób. Wczoraj pracownicy Famegu strajkowali i nie wpuścili na teren zakładu prezesa spółki.
— Pracownicy twierdzą, że to ja doprowadziłem firmę do obecnego stanu. Jednak 20 mln zł z ponad 33 mln zł straty w 2001 r. pochodzi z poprzednich lat, a zysk netto za 1999 r. był zyskiem papierowym — twierdzi Mirosław Sikora.