Famot: Niemcy dają zbyt mało
Jutro rozpoczynają się zapisy na sprzedaż akcji pleszewskiego Famotu. Zdaniem giełdowych analityków, zaproponowana cena nie gwarantuje jednak powodzenia wezwania.
Wzywający, spółka Gildemeister, zaoferował akcjonariuszom spółki 6,15 zł za każdy walor. Obecnie niemiecki właściciel Famotu posiada 75 proc. głosów na WZA spółki. Po wezwaniu chcą mieć 100 proc. Drugim znaczącym udziałowcem Famotu pozostaje Bank Śląski, który nabył akcje spółki w ramach umowy gwarancyjnej w trakcie publicznej oferty. Dysponuje on obecnie 16,03 proc. głosów i to przede wszystkim do niego, a właściwie do Domu Maklerskiego BSK skierowane jest wezwanie. Wydaje się jednak, że ze względu na różnicę pomiędzy ceną nabycia akcji Famotu (9 zł) a ceną wezwania, ten udziałowiec nie będzie zainteresowany odsprzedażą posiadanego pakietu. Henryk Nykiel, rzecznik Banku Śląskiego, mówi, że stosownej decyzji należy oczekiwać najwcześniej w przyszłym tygodniu, kiedy to zbierze się zarząd Domu Maklerskiego.
— Gdyby cena była bardziej atrakcyjna, rozwiązanie pewnie już by zapadło — twierdzi rzecznik BSK.
Zdaniem niektórych analityków, sytuacja jest jeszcze o tyle skomplikowana, że wyniki finansowe, jakie osiąga w tym roku Famot, mogą w przyszłości gwarantować zwyżkę kursu akcji spółki na warszawskiej giełdzie. Po trzech kwartałach tego roku, przychody Famotu zamykają się kwotą 33,7 mln zł, zaś w kasie spółki znalazło się 1,9 mln zł. Dodatkowo, Gildemeister zapowiedział, że zamierza 2-3-krotnie zwiększyć dotychczasową produkcję obrabiarek w Famocie.
— Ograniczeniem dla wzrostu kursu może być jednak poziom dotychczasowego maksimum cenowego, równego 7,6 zł. Również ze względu na długi termin wezwania (do 31 stycznia) kurs będzie w sztuczny sposób ograniczony, co może skłonić niektórych akcjonariuszy do zamknięcia pozycji na tym papierze — dodaje analityk.