Farmacol rozpycha się na rynku aptecznym

Alina Treptow
opublikowano: 2015-12-09 22:00

Grupa jest o krok od przejęcia sieci Kwiaty Polskie. Czeka na zielone światło od regulatora.

Cefarm-Warszawa, należący do farmaceutycznej, giełdowej grupy Farmacol, zwiększa aktywność na rynku fuzji i przejęć. 4 grudnia do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynął wniosek w sprawie przejęcia kontroli nad spółką Gama Farmacia, która prowadzi sieć aptek Kwiaty Polskie. Przyszły inwestor nabrał wody w usta — nie odpowiedział na nasze pytanie dotyczące inwestycji. Farmacol napisał jedynie, że prowadzi równolegle wiele rozmów oraz procesów due diligence. Cefarm, z około 180 placówkami, znajduje się w czołówce największych sieci (po Dbam o Zdrowie i Drze Maksie). Ze strony internetowej Kwiatów Polskich wynika, że przejmowana firma ma 34 apteki, głównie w województwie łódzkim.

— Takich inwestycji jak przejęcie Kwiatów Polskich jest co najwyżej kilka w roku. Obecnie rynek apteczny konsoliduje się od dołu — mikrosieci chcą poprawić pozycję konkurencyjną i negocjacyjną i dokupują 1-2 apteki. Rynek apteczny jest dość płynny, co chroni go przed znaczącymi turbulencjami, a podmioty, które sobie nie radzą, są przejmowane przez lepiej działające sieci — tłumaczy Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNet. Krzysztof Jeżowski, ekspert firmy konsultingowej Pharmed Consulting, zauważa, że spada liczba niezależnych aptek.

— Coraz aktywniejsze są średnie sieci, które mają powyżej 50 placówek. Najwięksi, w związku z restrykcyjnymi przepisami dotyczącymi konsolidacji, mają ograniczone możliwości rozwoju — uważa Krzysztof Jeżowski. Według danych firmy badawczej IMS Health, już 35 proc. aptek należy do sieci (wzrost o 3,7 pkt. proc. r/r).

Co ciekawe, coraz popularniejszą formą konsolidacji (nie tylko w Polsce, ale również w całym regionie) są sieci wirtualne, w których nie ma powiązań kapitałowych między placówkami. Według danych IMS Health, w centralnej i wschodniej Europie należy do nich już 17 proc. aptek. Jeszcze dwa lata temu eksperci zastanawiali się też, który model biznesowy stanie się bardziej popularny — czy podobny do brytyjskiej sieci Boots (połączenie apteki z drogerią), czy może apteki dyskontowej. Przykład sukcesu sieci Ziko, która w ciągu ostatniego roku przeskoczyła z ósmego na piąte miejsce w branżowym zestawieniu,sugeruje, że zwycięża druga opcja.

— Wszystko wskazuje na to, że w Polsce szybciej rozwija się model dyskontowy. Po pierwsze, polscy pacjenci ciągle poszukują niższych cen. Po drugie, jeśli chodzi o miejsca, model dyskontowy świetnie sprawdza się przy ulicach, natomiast model farmaceutyczno-drogeryjny jest najbardziej efektywny w centrach handlowych. I tutaj pojawia się bariera rozwoju, gdyż nie ma wielu, nowych atrakcyjnych lokalizacji — wyjaśnia Marcin Gawroński, menedżer w IMS Health.