FASTY WKRÓTCE MOGĄ UPAŚĆ
Białostocki producent tkanin będzie musiał zwolnić ponad 400 pracowników
BEZ WYJŚCIA: NFI Fortuna, fundusz kierowany przez Jerzego Maślankiewicza, nie ma wielkiego wyboru. Czyszczenie portfela funduszu będzie oznaczało dla Fastów skomplikowaną i bolesną restrukturyzację albo upadek. fot. Andrzej Cynka
Restrukturyzacja Zakładów Przemysłu Bawełnianego Fasty, największego producenta tkanin w północno-wschodniej Polsce, nie przyniosła efektów. Ich zadłużenie przekroczyło 90 proc. wartości aktywów.
Jeśli szybko zarząd Fastów nie wprowadzi programu naprawczego, białostockie przedsiębiorstwo podzieli los łomżyńskiej Narwi i ogłosi upadłość.
Aktywa spółki na koniec 1998 r. wynosiły 57 mln zł. Można zatem przypuszczać, że zadłużenie Fastów przekracza 50 mln zł. Właściciel wiodącego pakietu spółki — NFI Fortuna, nadal wierzy jednak w uzdrowienie przedsiębiorstwa.
— Dokonaliśmy jednak zmian w zarządzie i robimy wszystko, by firma nie upadła — mówi Sławomir Pirszczuk, dyrektor inwestycyjny BRE/Cresco, firmy zarządzającej NFI Fortuna.
Należy jednak pamiętać, że w ciągu ostatnich dwóch lat jest to już piąta zmiana zarządu firmy. Poprzednie nie przyniosły efektów.
Zdaniem Sławomira Pirszczuka, zła kondycja finansowa Fastów wynika głównie z załamania się handlu z Rosją.
— Fasty były typową firmą nastawioną na handel z Rosją. Maszyny o olbrzymich mocach produkcyjnych wymuszały wysokie zatrudnienie, nieproporcjonalne do potrzeb. W krótkim czasie zadłużenie białostockiej firmy wzrosło z 62 proc. do ponad 90 proc. wartości jej aktywów — dodaje dyrektor.
Jego zdaniem restrukturyzacja w Fastach przebiegała zbyt wolno.
Holding trzech firm
Restrukturyzacja, w wyniku której powstał holding trzech firm skupionych pod firmą zarządzającą, nie przyniosła efektów.
Od października ubiegłego roku na samodzielnym rozrachunku w białostockiej firmie działały już tkalnia, przędzalnia i dział usług. Utworzono z nich niezależne spółki prawa handlowego. Nowe firmy przejęły niezbędne do funkcjonowania maszyny, ludzi i środki obrotowe. W spółce matce pozostało zaledwie 3 proc. zatrudnionych i zobowiązania wobec wierzycieli.
Zdaniem specjalistów z branży obecnie jedynym ratunkiem dla grupy firm jest szybkie znalezienie silnych inwestorów branżowych, którzy pomogą im przezwyciężyć obecny kryzys, a za 3-4 lata całkowicie odłączą te spółki od holdingu. Zdaniem dyrektora Pirszczuka, Fasty można jeszcze uratować, jednak wymagają one solidnego odchudzenia, zarówno parku maszynowego, jak i zatrudnienia.
— Trzeba pozbyć się zbędnego majątku, sporej części maszyn oraz ludzi — uważa Sławomir Pirszczuk.
W ciągu kilku ostatnich lat Fasty redukowały zatrudnienie już kilka razy. Na początku w Fastach pracowało około 5 tys. osób. W 1997 roku ograniczono zatrudnienie do 2,5 tys. osób, a ostatnio do 1,1 tys. osób. Zatrudnienie spadnie o kolejne 400 osób — do około 700 osób. Podobno zarząd firmy rozmawia już ze związkami zawodowymi w sprawie warunków zwolnień grupowych.
Trudny rynek
Białostockie Fasty opanowały około 7 proc. rynku tkanin w Polsce, a w produkcji niektórych materiałów uważane są za lidera branży. Udział białostockiej spółki w rynku tkanin używanych do produkcji odzieży roboczej oceniany jest na 15 do 20 proc. Największymi klientami Fastów są hurtownie, które odbierają 54 proc. produkcji.
Fachowcy oceniają, że w przemyśle lekkim ponad połowa firm jest zagrożona — podobnie jak Fasty — upadłością.